MYŚLĘ

Życie na emigracji. Co dzięki niemu zyskałam? Czego się nauczyłam?

Ponieważ w połowie tego roku, po 8 latach naszego pobytu w Danii, wracamy całą rodziną do Polski, od dłuższego już czasu nie mogę pozbyć się nawyku podsumowywania tego czasu. W głowie kłębią mi się tysiące myśli na temat lat, które tutaj spędziliśmy, na temat tego czego ten czas tutaj nas pozbawił, ale głównie na temat tego czego nas nauczył i co dzięki niemu zyskaliśmy. Tak jak w kilku zdaniach mogę powiedzieć, co przez te osiem lat tutaj straciliśmy tak kilka postów mogę napisać o tym co dzięki niemu zyskaliśmy my jako związek dwóch osób i my jako dwie osobne jednostki ludzkie 🙂

Nie wiem ile osób z Was o emigracji myśli jako swoim sposobie na przyszłe życie, ilu z Was jest w jej trakcie a ilu przez nią przeszło. Wiem jedno, to nie jest łatwy kawałek chleba, to nie jest pomysł na beztroskie życie z gatunku tych „wyjadę stąd i wszystkie moje problemy się rozwiążą” i z pewnością nie jest to rzecz dla każdego. Nie powiem Wam komu ją polecam a komu nie, bo wydaje mi się, że podskórnie każdy zna się na tyle dobrze, że wie co mu służy a co nie. Jeśli natomiast nie wie to nawet kilkumiesięczny pobyt w innym kraju szybko pozwoli mu to odkryć. Z drugiej strony nie znam lepszego sposobu na to, by odkryć kim się jest niż ten właśnie by wyrwać się z ciepłego kąta własnego kraju i próbować znaleźć swoje miejsce w innym świecie.

Ośmioletni pobyt w Danii zabrał nam jedno, codzienne bliskie kontakty z rodziną i przyjaciółmi i ich pomoc na codzień. Chcąc nie chcąc wszystkie te więzi uległy rozluźnieniu.

emigracja3

 

Co natomiast zyskałam / zyskaliśmy dzięki emigracji?
  • taki stan kiedy dwoje kochających się ludzi zdanych jest tylko na siebie przez długi okres czasu i kiedy oboje dają sobie z tą sytuacją radę jest niezwykle umacniający. Świadomość, że każdy zaistniały problem musicie rozwiązać tak naprawdę sami, że jesteście w miejscu, którego Wasza rodzina nie zna i tym samym niewiele może Wam pomóc, gdy coś pójdzie nie tak sprawia, że jeszcze bardziej uczycie się siebie nawzajem. Co najważniejsze, bardzo mocno wpływa to na wzajemne zaufanie, które jest niezbędne, gdy jest się w takiej sytuacji życiowej, jak emigracja właśnie. Pewność, że obok jest ten jeden ktoś kto ufa Ci bezgranicznie i komu Ty tak ufasz, pewność, że razem damy radę choćby nie wiem co jest tym co zostanie z nami już na zawsze.
  • kilkuletnie życie za granicą pokazało nam, że nie zawsze warto podążać utartymi ścieżkami i nie zawsze warto powielać te sprawdzone już przez naszych bliskich pomysły na życie. Warto natomiast szukać własnej drogi, warto ryzykować, tracić i zyskiwać. Warto doświadczać i nie zamykać się na to co nowe a dla innych conajmniej dziwne, nie mówiąc już, że nieodpowiedzialne. Ile osób bowiem tyle różnych planów i pomysłów na życie. Dzięki emigracji wiem, że bycie konformistą na tym polu nie jest czymś co opłaca się w jakimkolwiek stopniu.
  • dzięki byciu tutaj zrozumiałam, mój mąż chyba również, że tak naprawdę nie warto się śpieszyć z życiem, że warto być tu i teraz i że nie trzeba mieć wszystkiego od razu. Wydaje mi się, że gdybyśmy zostali w Polsce, gdyby nasze losy nie potoczyły się tak, że w trakcie studiów wylądowaliśmy w Danii to nasze podejście do życia wyglądałoby inaczej. Czulibyśmy presję, w dużej mierze własną, by szybko zainwestować w budowę domu czy w mieszkanie, by „być na swoim” i się „dorabiać”. Przez to, że do tej pory jesteśmy tutaj to wszystko jeszcze nas czeka i cieszę się, że dopiero teraz. Tak naprawdę bowiem dopiero teraz wiemy czego chcemy!
  • Dania pomogła mi odkryć swój styl, bo tak jak sami Duńczycy nie są moimi ‚pokrewnymi duszami’ tak ich podejście do życia, ubioru i wyglądu wnętrz okazały się być tym co mi ‚w duszy gra’. Minimalizm górą znaczy się. I prostota. I luz w podejściu do życia swojego i innych zwłaszcza.
  • „And last but not least”. To, że tutaj urodziła się dwójka naszych dzieci i to, że od samego początku wychowujemy je sami i dla siebie okazało się być dla nas bardzo wyzwalającym zjawiskiem, choć wyzwaniem jest to wielkim. Fakt, że nie można poprosić żadnej bliskiej osoby by na pół godziny została z naszym dzieckiem, bo powiedzmy chcemy iść do sklepu zrobić zakupy. Fakt, że randki z mężem nie istnieją, no chyba, że akurat jesteśmy w Polsce i możemy sobie pozwolić na to jedno wyjście do kina. Fakt, że wszystko robimy albo razem albo wcale. To wszystko, jeśli dacie sobie z tym radę, bardzo umacnia związek, choć bywa CHOLERNIE trudno! Z drugiej strony, to, że początki rodzicielstwa dane nam było przeżyć bez niczyich „dobrych rad” non stop, bez podpowiadania nam w jakim duchu mamy swoje dzieci wychowywać, jest czymś co jest warte bardzo, bardzo wiele. Bo sami doszliśmy do tego jak chcemy, by nasze macierzyństwo, ojcostwo i bycie rodziną wyglądało. I z tego właśnie powodu jest cudownie, choć nie zawsze z górki 🙂

Zastanawiam się ile osób z Was ma podobną historię za sobą lub jest w jej trakcie? Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami na ten tamat. Bardzo czekam na Wasz odzew. Bardzo! 🙂

Related posts

MYŚLĘ

O dziewczynkach, którymi nie byłam.

Ponieważ dużo ostatnio 'siedzę' w książkach dla dzieci wróciłam do swoich dziecięcych lat i przypomniałam sobie te wszystkie k...

MYŚLĘ

Agnieszka Maciąg.

O swoim pędzie w "Smaku zdrowia" [s.20]:Mam teraz przed oczami szybko przebierającego nóżkami chomika w kołowrotku. Chomik bie...

  • Agata Kułaga

    czesc Paulina, dobry tekst, i jestem w lekkim szoku, ze wracacie do Polski.
    My od 2 tygodni jestesmy w Danii i zaczynamy sie ogarniac w nowej rzeczywistosci.
    Napisze do Ciebie maila, ok, bo chcialam o pare rzeczy podpytac.
    Pozdrawiam,
    Agata

  • Ja wróciłam z emigracji. Drugi raz. Pierwszy to był krótki strzał, UK, ale wróciłam, bo chciałam kontynuować edukację w Polsce. Drugi, Niemcy, właśnie dobiegł końca. Zawsze wracam, bo wciąż szukam swojego miejsca i mam coś takiego, że polskie powietrze po deszczu, o poranku, pachnie najlepiej.

    • Rozumiem Cię bardzo! Też wracamy, bo czujemy, że jednak w Polsce to życie mimo wszystko ma jakiś inny sens i masz rację, powietrze zdecydowanie inaczej pachnie 🙂 Mam nadzieję, że wracamy na dobre, ale zostawiamy sobie jednak takie okienko w głowie, że jak zbyt dużo rzeczy nie będzie nam się podobać to może gdzieś wyjedziemy znowu. Tyle, że to naprawdę musiałyby być dobre powody, zwłaszcza, że teraz mamy dzieci…