MÓJ MINIMALIZM

Wyprawka dla dziecka? Spokojnie, przemyśl i szalej, ale z głową!

Ponieważ jestem teraz w drugiej ciąży dużo myślę o tym, jak to było gdy byłam w niej po raz pierwszy, te dwa lata temu. Zastanawiam się też usilnie nad tym, czy jest coś co MUSZĘ sprawić sobie i swojej córce, która już wkrótce przyjdzie na świat, coś co było mi niezbędne za pierwszym razem a czego teraz nie mam. Wyprawka dla dziecka to bowiem temat na czasie za każdym razem, gdy przygotowujemy się do zostania rodzicem. Co mnie jednak różni od siebie sprzed dwóch lat to podejście do tego problemu. Teraz jestem mądrzejsza o popełnione błędy i nierozsądne zakupy i w związku z tym, chcę się z Wami podzielić moimi przemyśleniami na ich temat. Mam nadzieję, że niektórym z Was się one przydadzą i sprawią, że zakup wyprawki nie zmarnuje Waszego budżetu i stanie się dla Was przyjemnością.

Ciąża to zdecydowanie najlepszy czas na to, by oszaleć. Oszaleć z miłości do mającego się narodzić dziecka (choć apogeum tejże następuje jednak już po jego urodzeniu) i oszaleć na punkcie zakupów z myślą o niej czy o nim. I nic w tym dziwnego! Pamiętam, jak czekaliśmy na narodziny naszego synka i jaką ogromną radość sprawiało mi oglądanie i wybieranie ubranek dla niego, jak myślałam o tym na jakie mebelki się zdecydować czy w jakie zabawki zainwestować. Totalne wariactwo, choć i tak uważam, że nie zbłądziliśmy jakoś bardzo i że ten cały dziecięcy blichtr nie przesłonił nam tej najważniejszej sprawy, czyli tego, że czekamy na nowego, małego człowieka, który już jest i zawsze będzie dla nas najważniejszy. Kupiliśmy dosłownie kilka ubranek i kilka zabawek. Mebelki ograniczyły się natomiast do łóżeczka i przewijaka. Okazało się, że słusznie opanowaliśmy nasze zapędy, bo Jo został dosłownie zasypany ubrankami i zabawkami przez naszą bliższą i dalszą rodzinę a także firmę, w której pracuje mój mąż. Koniec końców mieliśmy ich tyle, że nie nadążałam z ubieraniem w nie synka, który przecież na tym etapie swojego życia głównie leżał i naprawdę nie brudził ich tak, jak to dzieje się teraz, gdy ma dwa lata (większość ubranek była w tych najmniejszych rozmiarach i szkoda mi było choć raz nie założyć tego czy innego body. W końcu to prezent!) Z zabawkami sprawa miała się bardzo podobnie, zwłaszcza z wszelkiego rodzaju maskotkami, których w pewnym momencie było po prostu za dużo!

MOJA PIERWSZA WYPRAWKOWA RADA brzmi zatem tak: nie kupujcie kochani przyszli rodzice tony fikuśnych ubranek swojemu nienarodzonemu dziecku. Skupcie się na tych podstawowych tj. body czy spodenki a resztę zostawcie innym, którzy zapewne w tej dziedzinie dopiszą. Prawda jest bowiem taka, że nawet jeśli Wam czegoś zabraknie to żyjemy w XXI w., w którym królują zakupy internetowe i nawet jeśli nie możesz mamo wyjść z maleństwem z domu a czegoś potrzebujesz z pewnością znajdziesz to w internecie z dostawą do domu 🙂 A poza tym im dziecko starsze tym pole do ubraniowego popisu większe a dziecko też już lepiej te nasze piękne zakupy na sobie zaprezentuje! Warto poczekać z szaleństwem. Oczywiście sprawa wygląda inaczej jeśli umówicie się ze swoją rodziną co do prezentów dla dziecka. Zawsze możecie przecież poprosić ich o nie kupowanie maleństwu ubrań a zakup np. huśtawki czy tzw. mobila do łóżeczka. Wtedy bardzo wskazane jest małe szaleństwo 🙂 Miejcie jednak na względzie to, że przez pierwsze miesiące swojego życia dziecko rośnie bardzo, bardzo szybko i ciuszki za które słono zapłacicie, jeśli kupicie ich zbyt dużą ilość, tak naprawdę większość czasu przeleżą na półce w szafie.

RADA NUMER DWA: moim zdaniem, jeśli chodzi o niemowlęce ubranka to warto rozglądnąć się za używanymi ciuszkami w dobrym stanie. Jeśli tylko macie możliwość, by otrzymać część ubranek po czyimś dziecku to warto z takowej skorzystać. Sami nie mieliśmy takiej opcji przy narodzinach synka, teraz jednak znaleźliśmy się w tej szczęśliwej sytuacji, że nasza córcia część rzeczy odziedziczy po swoim starszym bracie (już dwa lata kompletując rzeczy dla synka wiedziałam, że dość pokaźna ich ilość przypadnie w spadku mojemu następnemu dziecku i nie ważne czy to będzie drugi chłopiec czy może dziewczynka) a część po starszej kuzynce. Nie ukrywam, że jest to bardzo wygodne, zwłaszcza z finansowego punktu widzenia. Jak już wcześniej bowiem pisałam, dziecinka i tak wyrośnie z większości tych rzeczy szybciej niż nam się to wydaje a z doświadczenia wiem, że o wiele sensowniej jest inwestować w nowe ubranka, gdy wiemy, że posłużą nam one dłużej niż dwa miesiące! Nie optuję natomiast za tym, by koniecznie kupować używany wózek czy tym bardziej fotelik samochodowy. Jest to dobra opcja jeśli nie chcemy lub nie możemy na nie przeznaczać dużych pieniędzy, ale z drugiej strony wiem, że jeśli mamy taką możliwość, kupno nowych rzeczy, które wiem, że będą służyły nam latami uważam za bardzo sensowny pomysł 🙂

RADA NUMER TRZY: wiedzcie mamy czego chcecie. Co mam na myśli? Podam Wam swój własny przykład. Gdy tylko okazało się, że jestem w ciąży z moim pierwszym dzieckiem w mojej głowie zaczął wyświetlać się jeden, bardzo wyraźny scenariusz: będę mamą karmiącą piersią. Wiedziałam, że jest to dla mnie bardzo ważne i że nawet jeśli napotkam trudności będę o to walczyć i o to zabiegać. Oczywiście takie myślenie nie uchroniło mnie przed niepotrzebnymi i całkowicie nieuzasadnionymi zakupami. Skoro bowiem miałam w swojej głowie taki a nie inny plan na swoje rodzicielstwo po co kupowałam podgrzewacz do butelek czy wszystkie możliwe rozmiary butelek do podawania dziecku mleka zastępczego?! Do tej pory tego nie rozumiem. Podgrzewacz do butelek leży nie otwarty w mojej szafie, a same butelki, oprócz tej pierwszej, najmniejszej, której rzeczywiście używałam przez pierwsze dwa miesiące po porodzie, gdy walczyłam o swój pokarm, służyły przez chwilę jako zabawka dla mojego rosnącego synka, po to tylko żeby koniec końców wylądować w koszu… Tak samo wyglądała u nas sprawa ze smoczkami dla synka. Kupiłam ich od razu kilka (!), tak jakbym się bała, że nagle w Danii zostaną wykupione wszystkie i wszędzie i w trzecim miesiącu życia Jo okazało się, że nie mam co z nimi robić, bo moje dziecko, które zaczęło jeść tylko i wyłącznie mleko z piersi, samo z nich zrezygnowało! Dlatego też bardzo Wam polecam ograniczać się w tego typu zakupach i trzymać się swojej wizji tego jak chcecie by wyglądało Wasze macierzyństwo. Moim błędem podstawowym było to, że w swoich zakupach wyprawkowych całkowicie zdałam się na listę, którą sporządziła dla mnie moja szwagierka, która rok wcześniej urodziła swoje dziecko. Tak jak wiele rzeczy z tych wypisanych przez nią naprawdę mi się przydało, tak zakup wielu okazał się tylko i wyłącznie stratą pieniędzy. Jak już teraz wiem, listy, tak obficie publikowane na różnych forach czy stronach internetowych, które mają nam pomóc w tych pierwszych dziecięcych zakupach, nie zawsze powinny być przez nas realizowane w skali 1:1. Nie martwcie się, że czegoś z takowej nie kupicie lub że w coś nie chcecie inwestować pieniędzy, bo i tak może okazać się, że bez tego świetnie sobie poradzicie a jeśli rzeczywiście odczujecie brak jakiegoś gadżetu to zawsze możecie go dokupić później. Naprawdę, nie wszystko musicie mieć od razu! 🙂

RADA NUMER CZTERY: wyprawka dla dziecka to doskonały punkt wyjścia dla nieograniczonego szaleństwa zakupowego. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia pt. „to mi się jeszcze przyda, a to to już na pewno”. Rzeczy dla dzieci są tak piękne, że trudno oprzeć się myśleniu, że wszystko byśmy chcieli i tak naprawdę wszystko jest dla naszego dziecka niezbędne, rozwijające i stymulujące na tyle, że warto na to wydać pieniądze. Kupujemy zatem kolejny rozkoszny kocyk czy kolejną ozdobę do pokoju. Warto jednak pamiętać, że na początkowym etapie życia, ostatnie czego nasz maluch potrzebuje to designerski pokój czy kocyk pod kolor każdego ubranka. Nie ma się co żyłować! Ostatnio bardzo często powtarzam sobie to hasło, bo choć jestem w drugiej ciąży wcale nie przeszła mi ochota na to, by kupować, kupować i kupować. Na szczęście w większości przypadków zdrowy rozsądek bierze górę! Niestety, jakby na to nie patrzeć, jest to ciągła walka. Walka z konsumpcyjnymi zapędami i myśleniem, że jeśli otoczenie w którym wychowuję swoje dziecko będzie idealne to ja jako matka / rodzic również. Oczywiście nie polecam Wam również popadać w totalną skrajność w tej kwestii i jeśli na czymś bardzo Wam zależy to po dokładnym przemyśleniu celowości takiego zakupu po prostu w niego zainwestujcie 🙂 Sama, choć nie kupiłam praktycznie żadnych nowych ubranek dla córeczki to z okazji urodzin podaruję jej piękny kocyk z wyszytą pierwszą literą jej imienia czy też nową pościel (poprzednia należy do jej brata, który też pod czymś musi spać, choć ostatnio to łóżko rodziców jest miejscem gdzie udaje się na nocny spoczynek 😛 )

Mam wielką nadzieję, że ten post pomógł Wam choć w minimalnym stopniu. Jestem ciekawa co myślicie o takim podejściu do sprawy wyprawki dla dziecka? Myślicie, że jest ono rozsądne czy raczej wolelibyście mieć jednak u siebie wszystko co możliwe zanim Wasz maluch pojawi się na świecie? Bardzo chętnie poczytam Wasze komentarze na ten temat 🙂

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Minimalizm i hygge. Co je łączy?

Ponieważ znam minimalizm i ponieważ znam hygge, czyli duński, osławiony ostatnio bardzo, sposób na szczęśliwe życie wymyśliła...

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

  • mi akurat przynajmniej na poczatku przydały się te wszystkie butelki-gratisy ze szkoły rodzenia (zanim mój syn nauczył się jeśc naturalnie)i podgrzewacz, który pózniej służył nam na wyjazdach i początkach słoiczkowania. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co się pzyda i która zabawka się sprawdzi, ale fakt ilość pluszaków i unas jest zdecydowanie zbyt duża…

    • Paula

      Zgadzam się z Tobą, nigdy nie wiadomo co może nam się przydać, ale prawdą jest też to, że przyszli rodzice nierzadko wpadają w pułapkę kupowania ‚wszystkiego’ na tzw. wszelki wypadek, w sytuacji, gdy tak naprawdę jeśli czegoś Ci zabraknie możesz to swobodnie dokupić w każdym momencie. Ja już wiem, że tego typu zakupy po prostu nie mają większego sensu 🙂 Lepiej się jednak wstrzymać i poczekać…

    • Zgadzam się z Tobą, nigdy nie wiadomo co może nam się przydać, ale prawdą jest też to, że przyszli rodzice nierzadko wpadają w pułapkę kupowania ‚wszystkiego’ na tzw. wszelki wypadek, w sytuacji, gdy tak naprawdę jeśli czegoś Ci zabraknie możesz to swobodnie dokupić w każdym momencie. Ja już wiem, że tego typu zakupy po prostu nie mają większego sensu Lepiej się jednak wstrzymać i poczekać…

  • Patrycja Soboń

    Mam bardzo podobne podejście. Chociaż to moja pierwsza ciąża i choc na początku przeglądając te wszystkie sklepy z artykułami dla dzieci myślałam sobie „musze to wszystko mieć” po czasie okazało się ze tak naprawdę jest niewiele rzeczy, które uważam za niezbędne. Z resztą tak jak napisałaś, w dobie XXI w. W każdej chwili mogę zamówić coś, co jednak okaże się być potrzebne, a następnego dnia kurier dręczy mi to pod same drzwi. Nasi rodzice nie mieli nawet połowy tego, co dziś określa się mianem „must have” jeśli chodzi o artykuły dla niemowląt, a jakoś poradzili sobie z wychowaniem zdrowych, szczesliwych dzieci :)jak dla mnie post trafiony w sedno! Pozdrawiam 🙂

    • Super! Gratuluję zatem podejścia do tematu i życzę powodzenia później, bo jak już Twój synek pojawi się na świecie zacznie się szaleństwo 😛 Również pozdrawiam 🙂