MÓJ MINIMALIZM

Skazana na minimalizm, czyli o tym, dlaczego nie nadaję się na szafiarkę.

Ponieważ przeważnie piszę na blogu posty w dość poważnym tonie pomyślałam sobie, że ten post taki nie będzie! Tym razem dam Wam się pośmiać, no uśmiechnąć może, bo żartowniś ze mnie słaby i raczej na pewno żadne z Was w głos się nie zaśmieje czytając to, co tutaj napisałam. Do rzeczy jednak 🙂 Pomyślałam ostatnio, że tak naprawdę jestem osobą, która od zawsze była niejako skazana na minimalizm, no po prostu musiał on kiedyś się na mnie napatoczyć albo raczej ja musiałam się napatoczyć na niego, bo to dla mnie jedyne rozsądne rozwiązanie i wyjście z sytuacji, zwłaszcza tej ciuchowej. Wiecie dlaczego? Ja po prostu nie nadaję się na zaangażowaną szafiarkę! Oto dowody.

  1. Zbyt duży wybór ciuchów sprawia, że się gubię i nie umiem nic sensownie skompletować co kończy się tym, że i tak chodzę cięgle w tych samych zestawach. No kurcze nie potrafię ubierać się tak, by te sezonowe perełki czy must have-y lśniły na tle ubrań, które wcześniej już posiadałam. Zawsze działo się tak, że jakiejkolwiek nowości inspirowanej najnowszymi trendami bym nie kupiła to i tak, koniec końców, nie umiałam jej wyeksponować w taki sposób, by było to modne i piękne! Taki twór ze mnie i tyle 😛
  2. Gdy mam za dużo ciuchów kompletnie nie pamiętam co mam! Zawsze miałam z tym problem, kupowałam kolejne ubrania a potem i tak o nich zapominałam i chodziłam w tym, co wcześniej o nowych przypominając sobie od czasu do czasu, zwykle w momentach kiedy i tak stwierdzałam, że nie pora na taki właśnie ubiór. Poza tym co sezon, ba, miesiąc rozmyślałam o tym, co chcę sobie kupić a potem zdarzało się tak, że otwierałam pudło z zeszłego półrocza i odkrywałam, że przecież mam już coś podobnego. Wariactwo.
  3. Nie czerpię praktycznie żadnej przyjemności z chodzenia po sklepach i przeglądania wieszaków w poszukiwaniu czegoś dla siebie. Jeszcze dawniej, dawniej w pewnym sensie mnie to bawiło, bo do pewnego momentu czułam, że świadczy to o jakimś statusie, tym, że możesz wydawać na co chcesz i kiedy chcesz. Teraz takie zachowania mnie najzwyczajniej w świecie męczą i uważam je za stratę czasu.
  4. Nie bawi mnie oglądanie zastawionych butami półek w czyimś domu czy rzędów ubrań w czyjejś garderobie. Wprawia mnie to natomiast w zakłopotanie i niemały podziw, że można się w tym wszystkim odnajdywać. Ja nie potrafię.
  5. I tak chodzę tylko w jednej torbie, z jednym portfelem i w jednych okularach. To po co dawniej potrzebowałam ich wielości? Kupowałam a potem przeważnie kończyło się na tym, że ta druga, trzecia torba zakupowo / codzienna i tak była używana przeze mnie od wielkiego dzwonu, że te drugie okulary przeciwsłoneczne wcale nie podobają mi się bardziej niż pierwsze i że nie lubię przekładać swoich rzeczy z jednego portfela do drugiego tylko po to, by ten pasował do torby…
  6. Nie lubię stać przed lustrem i przebierać się w coraz to nowe ‚stylizacje’ poszukując tej jednej, odpowiedniej na wieczór czy obiad rodzinny. Lubię za to stwierdzić „idę w tym”, bo czuję się w tym dobrze, jest to sprawdzone i w moim stylu. Lubię otworzyć szafę i wyjąć z niej to czego potrzebuję w danym momencie, bez potrzeby próbowania, dopasowywania, dodawania czy odejmowania kolejnych części garderoby.
  7. Nie znam się na zmieniających się z prędkością światła trendach, nie potrafię ich wyłapywać i się nimi zachwycać. To na czym się znam to wygoda i klasyka, reszta przychodzi mi niezwykle trudno. Moda i konieczność bycia ‚na topie’ mnie męczy jako tako, pomimo tego, że sprawia mi przyjemność patrzenie na ludzi, którzy tym żyją i w tym się odnajdują, ale to chyba dlatego, że lubię patrzeć na osoby z pasją a dla wielu moda nią właśnie jest. Ja nie potrafię bez znudzenia przeglądnąć Bazaar czy Elle. Lubię natomiast inspirować się ubiorem ludzi, którzy ubierają się w stylu, który jest mi bliski. Wtedy ich śledzę, szukam, podpatruję i zastanawiam się głęboko nad tym, czy to co pasuje do nich może pasować do mnie.

Tak to właśnie u mnie wygląda. Minimalizm ratuje mnie po prostu przed klęską urodzaju i nie tylko i chwała mu za to! Jak to wygląda u Was? Co Wy nie-szafiarki dodałybyście do tej listy?

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

You’re doing it wrong, czyli o tym co w minimalizmie może ‚nie grać’!

Przeczytałam ostatnio bardzo fajny wpis na jednym z anglojęzycznych blogów. Wpis dotyczył minimalizmu i dwóch 'problemów' z nim z...

MÓJ MINIMALIZM

Minimalizm i hygge. Co je łączy?

Ponieważ znam minimalizm i ponieważ znam hygge, czyli duński, osławiony ostatnio bardzo, sposób na szczęśliwe życie wymyśliła...

  • Punkt 5 to dokładnie o mnie 🙂 Od lat kilka ulubionych elementów garderoby się u mnie nie zmienia 😉

    • Przybijam Ci zatem wirtualną piątkę i witam w klubie! 😛

  • Ze mnie to ani szafiarka, ani minimalistka, ale też mi się nie chce chodzić po sklepach, więc to eliminuje zbędny nadmiar ubrań i w ogóle przedmiotów. Trendy mam głęboko w poważaniu, ale lubię się bawić wyglądem od czasu do czasu, ot złoty środek. I wiem jak to jest znaleźć w szafie coś, czego rok nie widziałam i później czuć się w tym jakbym miała coś nowego na sobie 😉