SLOW LIFE

Sekret hygge na podstawie książki „Hygge. Klucz do szczęścia” i własnych doświadczeń.

Moda na Danię i moda na hygge. Te dwa zjawiska ostatnio obserwuję i dziwię się im trochę jednocześnie wcale się nie dziwiąc. Dania to bowiem kraj, który bardzo, bardzo dobrze się sprzedaje, że użyję bardzo konsumpcyjnego zwrotu (nie okłamię nikogo z Was, jeśli napiszę tutaj, że od jakiegoś roku w KAŻDEJ książce, którą czytam znajduję jakieś wspomnienie samej Danii lub czegoś z nią związanego! Gdybym była chora na schizofrenię bałabym się, że ktoś mnie w ten sposób prześladuje). Co roku ogłaszany jako jeden z krajów, w którym żyją najszczęśliwsi ludzie na świecie, umie to swoje szczęście wykorzystać i dobrze wypromować, co znowu wiąże się z tym, że tak wielka uwaga ludzi żyjących na całym świecie zwrócona jest obecnie na duński fenomen zwany hygge, choć nie tylko, duński sposób wychowywania dzieci też jest teraz bardzo na topie (sama zresztą jestem jego wyznawczynią, no, staram się być). A czym jest to osławione hygge i gdzie leży jego sekret?

„Bo hygge to wiele różnych rzeczy: to sztuka stwarzania atmosfery intymności i ciepło na sercu, ale też zero zmartwień, poczucie ukojenia, przytulne tête-à-tête i moje ulubione kakao przy świecach. Hygge to raczej odpowiedni nastrój i coś, czego się doświadcza, a nie rzeczy. To przebywanie z ludźmi, których się kocha. To dom. Poczucie, że jesteśmy bezpieczni, chronieni przed światem, że możemy spokojnie opuścić gardę. Możemy bez końca rozmawiać o wielkich i małych życiowych sprawach, ale możemy też po prostu cieszyć się swoją milczącą obecnością. Możemy wreszcie delektować się w samotności filiżanką dobrej herbaty.” [s.6]

Ten cytat, znajdujący się już na samym początku książki „Hygge. Klucz do szczęścia” chyba najwłaściwiej określa, czym tak naprawdę jest hygge i gdybyśmy na tym mieli poprzestać, to dość łatwo można by dojść do przekonania, że hygge to takie połączenie przytulności z wygodą, bezpieczeństwem i miłą atmosferą. I tak w gruncie rzeczy jest, choć jak przekonuje nas autor hygge to coś więcej, zwłaszcza dla Duńczyków, dla których stanowi nieodłączny element narodowej kultury, na który składa się kilka istotnych elementów:

  • nie ma hygge bez światła a konkretnie bez świec: „Nie chodzi o to, że świece stoją w salonie. One są wszędzie. Palą się w klasach szkolnych, w salach konferencyjnych, dosłownie wszędzie. Dla Amerykanina ogień w szkole to zagrożenie pożarowe, dla Duńczyków stan emocjonalny: radość i przyjemność.” [s.12] Nie mogę się nie zgodzić z autorem tych słów! To w Danii bowiem nauczyłam się palić świece i świeczki, to tutaj chodziłam do pracy, w której szef w swoim biurze codziennie palił świece, to tutaj kończyłam kurs, na którym, pomimo, że zaczynał się o 8 rano, zapalone świeczki na stole prowadzącej i uczestników szkolenia znajdowały się każdego dnia. Takie uwielbienie do tego rodzaju światła jest jedną z rzeczy, którą w Danii uwielbiałam, bo rzeczywiście przytłumione światło świec zmienia atmosferę na bardziej relaksującą, spokojną, przyjemną i zachwyca mnie to, że Duńczycy opanowali ‚zabawę’ świecami do perfekcji. Nie ma przyjęcia, obiadu, wieczoru przed tv czy spotkania za znajomymi w restauracji bez światła świec. Coś cudownego, choć oczywiście można takie światło zastąpić odpowiednio przytłumionym światłem lampy 🙂
  • Hygge to także spokój i troska o innych. Hygge jest wtedy, kiedy nikt nie rości sobie pretensji do bycia w centrum uwagi i nie usiłuje zdominować rozmowy. Równość – cecha głęboko zakorzeniona w duńskiej kulturze – jest ważnym elementem hygge. Oznacza to między innymi, że wszyscy wypełniają wspólne obowiązki. Zamiast zostawić gospodarza samego w kuchni, wszyscy pomagają przy szykowaniu posiłku. Wtedy jest o wiele bardziej hyggeligt.” [s.55] Kolejna rzecz, za którą Duńczycy od zawsze mają u mnie plusa: bardzo lubię ideę, którą jest wspólne przygotowywanie wspólnych spotkań i przyjęć, a która wydaje mi się być ideą bardzo północną w tym znaczeniu, że z takimi zachowaniami spotykam się głównie w życiu czy literaturze opisującej życie Skandynawów. Męczy mnie to nasze polskie „zastaw się a postaw się” i to, że gospodarz cały balast przygotowania spotkania bierze na siebie, pozbawiając się przy tym niezwykłej przyjemności jaką jest robienie czegoś razem. Sama jestem wychowana w ten sposób i ciągle powtarzam sobie, że jest to jedna z rzeczy, którą chcę i muszę zmienić. Chcę przyjemności i równości nie tylko przy stole…
  • pomimo, że hygge można obchodzić lub być samemu (hygge stosuje się zarówno jako czasownik jak i rzeczownik) to jednak, tak naprawdę opiera się ono na byciu z innymi. I jak pisze Meik Wiking Duńczycy są w takim byciu razem bardzo dobrzy. Na tyle dobrzy, że od lat znajdują się w czołówce najszczęśliwszych ludzi na Ziemi. „Hygge zakłada pewien stopień intymności, często łączy się z przytulaniem, z czyimś towarzystwem, które sprawia, że w naszym organizmie zaczyna się wydzielać oksytocyna (…) Być może dlatego Duńczycy tak bardzo ufają obcym. Hygge to dla nich codzienność, a działania, które są hyggelige, wyzwalają wydzielanie się oksytocyny, która z kolei osłabia wrogość i wzmacnia więzi społeczne.” [s.57] Czytając ten akapit nie mogłam przestać myśleć o tym, że rzeczywiście coś w tym musi być, że hygge w połączeniu z przekazywaną w genach Duńczyków empatią musi mieć przełożenie na ich szczęście! Wystarczy, że porównam nasze polskie podejście do życia, do wzajemnych stosunków nierzadko opartych na rywalizacji, nawet tej wewnątrzrodzinnej, do tego jak brakuje nam empatii i jak bardzo jesteśmy nieufni w stosunku do innych a coraz bardziej zaczynam zauważać i doceniać fenomen hygge. „Jesteśmy stworzeniami społecznymi. Jak wielkie ma to znaczenie, widać wyraźnie, kiedy porównujemy satysfakcję czerpaną przez ludzi z relacji z innymi z ich ogólnym zadowoleniem z życia. Najważniejszymi relacjami społecznymi są te bliskie, te, dzięki którym przeżywamy coś razem z innymi, doświadczamy zrozumienia, dzielimy myśli i odczucia, te, w których każdy daje i otrzymuje wsparcie. Jednym słowem: hygge.” [s.62]
  • hygge to też odpowiednie jedzenie, takie, które sprawia przyjemność i niesie ze sobą ‚grzech’. Mowa zatem o słodyczach, ciastach, ciepłych daniach tj. np. gulasz, bo „hygge zakłada, że jesteśmy dla siebie mili i nie żałujemy sobie ani innym niczego dobrego, nawet jeśli jest to sprzeczne z zasadami zdrowego żywienia.” [s.70] Oczywiście najlepiej jeśli wszystko to przyrządzimy z małą grupą przyjaciół, bo to jest bardzo hyggeligt!
  • kolejna rzecz, którą w Danii uwielbiam a która jest nieodłącznym elementem hygge. Swoboda i komfort, który ma zapewnić Ci ubiór. Meik pisze: „W Danii najważniejsza jest swoboda. Duńczycy cenią zwyczajność, lubią nieformalną atmosferę i nieformalny sposób ubierania się.” [s.102] Strzał w 10! Tak właśnie jest i jestem za to Duńczykom bardzo wdzięczna, bo to w Danii właśnie nauczyłam się swobodnego, wyluzowanego podejścia do ubioru i tego jak wyglądam. W Polsce zawsze czułam się pod tym względem oceniana, miałam wrażenie, że muszę sprostać wymaganiom innych. Dania mnie z tego skutecznie wyleczyła, bo tam po prostu nikt nie zwraca uwagi na to jak wyglądasz jeśli sam / sama czujesz się ze swoim wyglądem dobrze!
  • dom jako główna siedziba hygge. Spędza się w nim większość czasu przeznaczonego na spotkania z bliskimi i przyjaciółmi i jako takie miejsce powinien mieścić w sobie kilka rzeczy, które sprawią, że będzie hyggelig. Meik wspomina m.in. książki (nie mogę się z nim nie zgodzić w 100%, bo dla mnie książki definitywnie stanowią o przytulności domu), kominek, świece czy naturalne materiały używane w wystroju wnętrz. Osobiście, jestem zakochana w duńskim designie i mam słabość do tego w jaki sposób aranżują oni wnętrza. Wysmakowany minimalizm w pełnej krasie! Oczywiście poza domem też może i można być hygge a podstawą takiego czasu powinien być luz i swoboda w połączeniu z byciem blisko natury i tu i teraz. Brzmi znajomo?

Tak naprawdę czytając tę książkę doszłam do wniosku, że rzeczywiście w dzisiejszym świecie fenomen hygge ma rację bytu i że już zupełnie rozumiem skąd on się wziął. Hygge to bowiem nauka prostego życia w zabieganym świecie, to umiejętność doceniania tego co teraz, to slow life w pełnej krasie. I tak, Dania jest w tym dobra a sama Kopenhaga, jedno z najchętniej odwiedzanych na świecie miast to zdecydowanie miasto hygge płynące i widać to zarówno wiosną jak i zimą <3

Hygge jest skromne i niespieszne. To wybór czegoś rustykalnego zamiast nowego, prostego zamiast szykownego i nastrojowego zamiast ekscytującego. Pod wieloma względami hygge to duński krewny idei prostego życia.” [s.176]

W tekście wykorzystałam cytaty z książki M. Wiking, „Hygge. Klucz do szczęścia”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016.

Related posts

SLOW LIFE

Jak pokochałam ciszę, czyli o tym dlaczego warto się z nią zaprzyjaźnić.

Nie wiem jak to wyglądało u Was, ale ja wychowywałam się w domu, w którym od pewnego momentu telewizor był niemalże pełnoprawny...

SLOW LIFE

Wenecja z dziećmi, czyli jak podróżować w rytmie slow i się tym cieszyć!

Kilka tygodni temu (ale ten czas leci!) wybraliśmy się z dziećmi na 5 - dniowe wakacje do Wenecji (Ci z Was, którzy obserwują ten ...