MÓJ MINIMALIZM

„Prezent dla Pani? Nie dziękuję!”, czyli o tym, że w życiu nie ma nic za darmo.

Tak naprawdę zastanawiałam się od dłuższego czasu jaki post powinien teraz powstać i chyba zbliżające się Walentynki spadły mi niejako z nieba, bo postanowiłam napisać o prezentach wszelakich! Tych otrzymywanych od nieznajomych zwłaszcza 😛

Wywodzę się z domu, w którym praktycznie nie dawało się prezentów. Coś na urodziny? Raczej nie. Coś pod choinką? Nie. Coś z okazji Dnia Dziecka? Też raczej nie. Chlubny wyjątek stanowił 6 grudnia, kiedy to Św. Mikołaj zostawiał co nieco dla naszej trójki rodzeństwa. Właśnie dlatego nawet na własne urodziny nie czekałam z tak wielkim przejęciem jak właśnie na ten jeden, wczesnogrudniowy dzień 🙂 Ten jeden dzień w roku, kiedy otrzymywałam prezent czy prezenty był niezwykły, bo tak kompletnie inny od całej reszty. Nie wiem dlaczego był to tylko jeden dzień, ale tak właśnie było i nic tego nie zmieni.

Gdy poznałam mojego obecnego męża sytuacja ta uległa całkowitej zmianie! Be niejako przetransportował zwyczaje panujące w jego rodzinie na pole tej mojej. Nie skończyło się jednak na tym, bo jest to typ faceta, który rzeczywiście, gdy myśli i wierzy, że ktoś jest czegoś wart to prędzej czy później mu to da 😛 Tym sposobem z osoby, która prawie tych prezentów nie dostawała stałam się tą, która dostaje je w nadmiarze. Z biegiem czasu doszły do tego podarunki od innych członków rodziny (wiadomo, urodziny czy Święta jakoś zobowiązują), ale też te od panów od marketingu różnych firm zajmujących się sprzedażą WSZYSTKIEGO. Tak jak fakt, że dostaję coś od męża akceptuję całkowicie i szczerze uwielbiam, tak jak fakt, że otrzymuję podarunki od innych bliskich lubię, choć nie zawsze wiem co mam później z takim prezentem zrobić, tak to, że od kilku lat przy każdej możliwej okazji chce się we mnie wmusić „prezent”, którego z założenia mam pożądać po prostu mnie denerwuje!

Odkąd zainteresowałam się minimalizmem i moje podejście do zakupów zmieniło się z tego nastawionego na ilość na to nastawione na jakość bardzo drażnią mnie wszelkie zabiegi, które nie tyle, że mają na celu zmusić mnie do niechcianych zakupów, ale które mają mnie wręcz w tym kierunku przekupić. Gdyby jeszcze oferowany mi „podarek” był czymś co rzeczywiście warte jest uwagi sprawa wyglądałaby inaczej, ale nie, przeważnie jest to coś co, gdy trafia (a raczej trafiało) do mojego domu nie potrafi sobie znaleźć sensownego miejsca i staje się kolejnym niechcianym śmieciem! Zastanawiam się, dlaczego tak łatwo ulegamy tego typu zabiegom marketingowym, dlaczego wizja dostania czegoś za darmo utrudnia nam trzeźwe myślenie? Tak naprawdę, gdy myślę o tych wszystkich próbkach kosmetyków czy zapachów, które dostawałam nie raz i nie dwa po zrobieniu zakupów w tym czy innym sklepie to widzę, że żadnej z nich nie zużyłam (większości nawet nie wypróbowałam), a raczej przeleżała ona gdzieś w kącie by w końcu wylądować w koszu. Te okropne, tandetne zabawki, które wciska się rodzicom i dzieciom, by kupowali dany produkt, by zbierali punkty, kolekcjonowali naklejki, butelki i całą resztę. Zastanawiam się ile z tych dzieci tak naprawdę bawi się później tym „prezentem” od firmy produkującej soki czy jogurty? Jestem wręcz przekonana, że bardzo znikomy procent. Bo tym wszystkim osobom, które na siłę chcą nas czymś obdarować najmniej chodzi o to, byśmy z danej rzeczy rzeczywiście korzystali. My mamy jej po prostu chcieć a oni już zadbają o to, by jej zdobycie nie było zbyt proste i by pociągało za sobą odpowiednie koszty po naszej stronie. Tak samo sprawa ma się z darmowymi wysyłkami w tak wielu sklepach internetowych. Wysyłka za którą nie musisz płacić to „dar”, za który jednak musimy często słono zapłacić. Nierzadko bowiem chęć uzyskania darmowej wysyłki sprawia, że kupujemy dodatkową, niepotrzebną rzecz, dzięki której przekroczymy magiczny próg, za którym jesteśmy w grupie wybrańców, którym dany sklep wyśle towar za darmo. Tylko czy można tak to nazywać? Czy nie płacimy zbyt wiele za te wszystkie prezenty, dodatki i ulgi?

Sama od jakiegoś czasu walczę ze sobą o to, by tego typu zabiegom marketingowym nie ulegać. Zbyt wiele razy naciągałam sama siebie na dodatkowe koszty po to, by coś ‚zyskać’. Wtedy wydawało mi się to dobrym pomysłem, bo przecież ten np. dodatkowy ciuch, który kupiłam na pewno będzie w użyciu, czyli można powiedzieć, że upiekłam dwie pieczenie przy jednym ogniu… Niestety, prawdę powiedziawszy rzadko tak się działo. Dużo częściej traciłam niż rzeczywiście coś zyskiwałam. Tym bardziej jestem teraz uczulona na podobne zabiegi, które od maleńkości kierowane są w kierunku dzieci. Wodzi się je za nos obiecując chwile niezwykłej zabawy z wygranym misiem czy inną pierdołą (sorki, musiałam), której przecież nie potrzebują, ale która tak skutecznie nakręci danej firmie sprzedaż. Najważniejsze bowiem to zasiać w dziecku ziarno konsumpcjonizmu i potem tylko dbać o to, by wyrosło z niego dorodne drzewo… A jak już pierwszy krok został poczyniony to kolejne przyjdą dużo szybciej i dużo łatwiej, drzewo pięknie rozkwitnie.

Właśnie dlatego jestem tak wielką zwolenniczką minimalizmu, a raczej anty – konsumpcjonizmu i mądrego podejścia do posiadania rzeczy materialnych. Nie zaśmiecajmy swojej i swoich dzieci przestrzeni niepotrzebnymi rzeczami. Nie uczmy ich tej uległości względem marketingowej machiny, która ostatnimi laty rozkręciła się niesamowicie i coraz trudniej z nią walczyć. Patrzmy na swoje dzieci z perspektywy dorosłego człowieka, który wie dokąd uleganie podobnym praktykom może ich zaprowadzić w przyszłości.

Ps. Marketing i to jak za jego sprawą firmy produkujące rzeczy wszelakie żerują na nas i naszych dzieciach to temat rzeka i na pewno będę do tego tematu regularnie wracać. Jeśli macie sugestie o czym mogłabym napisać to podzielcie się ze mną nimi! Czekam też na Wasze opinie dotyczące tego posta! 🙂

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

MÓJ MINIMALIZM

Dlaczego warto ograniczyć zakupy? 7 konkretnych powodów.

Ponieważ po raz kolejny w tym roku nastał sezon wyprzedaży i obniżek wszelakich pomyślałam, że to doskonała okazja do tego, by ...

  • Ja akurat korzystam z próbek perfum, bo zanim kupię te wymarzone i te po których po kilku godzinach od noszenia nie robi mi się nie dobrze to muszę przewertować trochę tych perfum. Ale mam już swoje ulubione:) Cieszą mnie też próbki kosmetyków, marek które lubię. Inne oddaję na olx, o dziwo znajdują się chętni, a jak odbiorą ode mnie osobiście to tym bardziej nie mam problemu. Na inne marketingowe prezenty po prostu się nie zgadzam, albo od razu wyrzucam.

    Gorsze są prezenty od znajomych czy rodziny, a zupełnie nie trafione w twój gust, pomimo, że trąbisz już od roku, że przyda Ci się zupełnie coś innego lub zbierasz na jakiś konkretny cel. Ja w ubiegłym roku wraz z mężem akurat w okolicy moich urodzin i świąt BN wymienialiśmy samochód, a właściwie zakupiliśmy nawet dwa samochody. I od razu mówiłam, że jeżeli ktoś chce mi zrobić prezent to nawet mała suma pieniędzy przyda się właśnie na samochód czy inne związane z nim rzeczy jak ubezpieczenie, drobne naprawy. W większości prośby zostały usłuchane. Od lat robię listy prezentów od drobnych do bardziej kosztownych rzeczy, bo mimo wszystko wolę to co sama wybiorę i potrzebuję, niż kupiony jakiś kurzołap, figurka, duperelka… A jeśli już coś takiego do mnie trafia, pogodziłam się z tym i przekazuję dalej oddając komuś kto to chce, sprzedając czy nawet wyrzucając.

    • Z perfumami nie mam żadnego problemu. Już od dawna mam swoje ulubione, do których wracam. Jeśli szukam czegoś nowego to szybko decyduję o tym w sklepie. Chyba nie jestem wybredna 😛

      Co do prezentów od innych to zgadzam się z Tobą bardzo. Nie cierpię dostawać prezentów nieprzemyślanych, ubrań zwłaszcza, a ciągle zdarza się to mojej teściowej, która kupuje mi to co jej zdaniem jest trendy nie zważając na to, że coś jest w ogóle nie w moi guście… Czeka mnie chyba rozmowa z nią w tej kwestii. Bo wcześniej już wszystkich innych uświadomiłam, że jeśli nie wiedzą co mi kupić z jakiejkolwiek okazji to najbardziej ucieszę się z karty podarunkowej do księgarni 🙂 Bardzo nie lubię prezentów nie przemyślanych, takich, które ktoś kupuje bo akurat im to się podoba, nie Tobie a im.

      • Mi w sklepie zapach może się podobać, a po godzinie – dwóch mnie mdli:/

        Koniecznie porozmawiaj z Teściową może robi to nieświadomie? Bo podoba się jej i myśli, że Ci się będzie podobać:P Dlatego lista nawet tych książek, które chcesz może jej ułatwić robienie dla Ciebie prezentu. Na mojej liście są rzeczy już od 20 zł w górę:)

        • Taki jest mój plan, choć akurat moja teściowa jest osobą bardzo opiniotwórczą i „w trendach”, jeśli tak można to nazwać. To chyba jeszcze to pokolenie, któremu trudno zrozumieć, że ktoś czegoś może nie chcieć, nawet jeśli ta akurat rzecz zdobi wszystkich „na salonach” 😛 A moja lista książek, które chcę mieć liczy jakieś kilkadziesiąt tytułów, jakby ktoś był zainteresowany, mam listę dla każdego 😀

          • Przedstaw teściowej minimalizm jako coś trendy 🙂 hehhe

          • Haha, już przedstawiałam! Nie zadziałało 😛

          • A szkoda! 🙂