MÓJ MINIMALIZM

O tym co trudne w minimalizowaniu.

Pomyślałam sobie, że chyba przyszedł czas na ten post. Post o tym co w minimalizmie i minimalizowaniu jest trudne. Trudne, choć jak najbardziej do przejścia. Trudne, choć warte swojej ceny. Trudne, choć jednak tylko z pozoru. Im dłużej w minimalizmie ‚siedzę’ tym bardziej jestem jego bezkrytyczną fanką. Na potrzeby jednak tego posta postanowiłam napisać Wam o dwóch, dosłownie dwóch (bo więcej nie jestem w stanie znaleźć) trudnościach z minimalizmem i minimalizowaniem związanych. Sami osądźcie, czy te moje ‚minusy’ nie są naciągane 😛

Wiecie co tak naprawdę w minimalizowaniu jest trudne? POCZĄTKI. Początki są trudne. Ten stan kiedy musisz uwierzyć sobie lub innym na słowo, że po tym jak pozbędziesz się ze swojego życia nadmiaru i balastu, który stwarzają niepotrzebne przedmioty będzie Ci po prostu lepiej! Początki są trudne, bo często nie wiesz jak zacząć, miotasz się pomiędzy tym co dla Ciebie dobre a tym co myślisz, że jest dla Ciebie dobre (bo tak Ci przecież powiedziano). Początki są trudne, bo rzadko jeszcze wśród nagromadzonych rzeczy potrafisz na pierwszy rzut oka rozpoznać perełki i oddzielić je od tej całej reszty niewartej tego, by zajmowała Twoją przestrzeń. Początki są trudne, bo wydaje Ci się, że może ta gra wcale nie jest warta przysłowiowej świeczki i że prawdopodobnie całe to Twoje dzisiejsze działanie i tak skończy się potknięciem czy totalnym fiaskiem w niedalekiej przyszłości. Początki są trudne, bo jeszcze boisz się nie być „na czasie”, „w trendach” i na bieżąco. Początki są trudne, bo ten cały minimalizm wydaje Ci się tak bardzo restrykcyjny, ascetyczny i czarno biały a Ty jeszcze nie wiesz, że to od Ciebie i tylko od Ciebie zależy jak on będzie wyglądał, gdzie będzie się zaczynał i gdzie kończył i jakimi barwami będzie się mienił. Początki są trudne, bo tak po prostu jest. Zawsze, gdy zmieniamy kierunek, wybieramy nową ścieżkę na życie, uczymy się czegoś, sprawdzamy jak nam z tym jest, jest nam ciężko, trudno i niepewnie. I tym bardziej potem cieszy ta satysfakcja, która pojawia się, gdy rozumiemy, że minimalizm to jest to czego nam było trzeba!

I trudne jest jeszcze to, że nagle patrzymy na świat trochę inaczej niż gro tych, którzy nas otaczają (na szczęście nie wszystkich). I trudne jest to, że chcesz im ten swój nowo nabyty światopogląd wytłumaczyć i przedstawić w samych superlatywach, ale w większości przypadków wiesz, że chyba to ani czas ani pora na to. I uczysz się jak cieszyć się swoim nowym życiem w wąskim gronie najbliższej rodziny. I uczysz się jak nie oceniać innych swoją nową miarą uczuloną na nadmiar i brak refleksji towarzyszący nabywaniu. Tak, to też jest trudne, choć, gdy już osiągniesz to swoje mistrzostwo w życiu właśnie w taki a nie inny sposób i te zdarzenia stają się dla Ciebie źródłami satysfakcji. I myślisz sobie wtedy: na wszystko przyjdzie pora.

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

You’re doing it wrong, czyli o tym co w minimalizmie może ‚nie grać’!

Przeczytałam ostatnio bardzo fajny wpis na jednym z anglojęzycznych blogów. Wpis dotyczył minimalizmu i dwóch 'problemów' z nim z...

MÓJ MINIMALIZM

Minimalizm i hygge. Co je łączy?

Ponieważ znam minimalizm i ponieważ znam hygge, czyli duński, osławiony ostatnio bardzo, sposób na szczęśliwe życie wymyśliła...