MYŚLĘ

O szczęściu.

Kochani, pomyślałam sobie, że przed Świętami Bożego Narodzenia pozwolę sobie na taki a nie inny wpis. O szczęściu. I o mnie. Chciałabym byście może w nim znaleźli siebie a jak nie to byście skorzystali ze wskazówek, które Wam w tym wpisie, tak trochę podprogowo, daję. Może Wam w czymś pomogą? 🙂

Co zatem z tym szczęściem? Często spotykam w wywiadach z mądrymi ludźmi, w książkach, w rozmowach rzekach słowa, które podkreślają fakt ulotności szczęścia, jego nietrwałości, jego chwilowości. Ludzie często mówią, że bywają szczęśliwi, że zdarzają się im chwile szczęścia, że są momenty w ich życiu, o których mogą powiedzieć, że były szczęśliwe, ale że to się tylko zdarza, raz na jakiś czas, potem znika. Znika, bo przychodzi nuda, życie ze swoimi niespodziankami, tymi złymi również, przychodzą problemy, codzienność, która sprawia, że szczęście się gdzieś chowa, ulatuje. Zawsze, gdy czytam takie słowa, słyszę takie słowa zastanawiam się czy to ze mną jest coś nie tak, (czy jestem za głupia a może zbyt egoistyczna i skoncentrowana na sobie, nie wystarczająco oddana światu) czy to te osoby czegoś w swoim życiu nie widzą? Bo ja SZCZĘŚCIE widzę zupełnie inaczej.

Wiecie, podoba mi się i wierzę w hasło, które usłyszałam gdzieś już dawno temu, ale które ostatnio często słyszę na Youtubie z ust Urszuli Dudziak, a które brzmi: „What you pay attention to grows”, czyli „To na czym się skupiasz rośnie.” Od jakiegoś czasu bardzo wierzę, że tak jest, widzę, że tak jest. Tak właśnie jest z tym moim szczęściem. Gdy zaczęłam je zauważać, gdy zaczęłam doceniać to co mam, kogo mam, jak żyję, co robię, gdzie jestem okazało się, że jest tego coraz więcej. Coraz częściej czuję wdzięczność za swoje życie i czuję szczęście z tego powodu. To nie znaczy oczywiście, że nie mam momentów, kiedy czuję wściekłość, gniew, bezradność, żal, smutek czy strach. To nie znaczy, że nie mam czasami ochoty wysłać mojego męża w kosmos, że nie chciałabym zmienić zachowania mojej mamy, że nie denerwują mnie dzieci i ich potrzeby, które mogę i muszę realizować głównie ja. Ja to wszystko czuję, wszystko przeżywam, tyle, że to nie warunkuje tego, czy czuję się w życiu szczęśliwa czy nie. Wiecie dlaczego? Bo na szczęście patrzę tak jak na miłość w pewnym sensie, na bycie w związku z drugą osobą. Jak? Szczęście to dla mnie decyzja i zobowiązanie, którego się trzymam. Postanowiłam sobie jakiś czas temu być w życiu szczęśliwą osobą i teraz konsekwentnie się tego trzymam. Tyle. Po prostu.

Wiem, że los, Bóg bardzo mi w takim poczuciu sprzyja. Wiem też, że w dużym stopniu na takie poczucie sobie zapracowałam. Wiem również, że przyjdą w moim życiu chwile, które to moje poczucie szczęścia zachwieją, które sprawią, że może na chwilę przestanę w nie wierzyć, które może zburzą całe to moje, misternie przeze mnie budowane, pozytywne spojrzenie na świat. Wiem to i bardzo się tego boję. Nie zmienia to jednak faktu, że teraz muszę doceniać to co jest i jak jest. Nie chcę, by mój strach o przyszłość swoją czy moich dzieci sprawiał, że nie będę widziała pięknej teraźniejszości. Nie chcę też, by moja przeszłość, moje dzieciństwo, które czasami daje mi się we znaki wpływało w znaczny sposób na to jak teraz widzę siebie i swoje życie. Dokonałam takiego a nie innego wyboru. Nie uzależniam zatem swojego poczucia szczęścia od pogody, pory roku, polityki, zachowania moich dzieci, humorów męża i swoich ani od tego co inni o mnie myślą i dlaczego. Na dzień dzisiejszy bycie szczęśliwą jest moją świadomą decyzją, której mam zamiar się trzymać do oporu. Oby jak najdłużej, czego i sobie i Wam w te Święta życzę! :*

Related posts

MYŚLĘ

Oprah Winfrey.

Bądź wdzięczny za to co masz; będziesz miał więcej. Jeśli skoncentrujesz się na tym czego nie masz, nigdy, przenigdy nie będzi...

MYŚLĘ

Odpuść sobie, czyli o tym, czego uczę się ostatnio.

Jest jedna rzecz, którą w sobie cenię i która jednocześnie sprawia mi wiele problemów i przyprawia o duże dawki stresu. Co? Perf...