SLOW LIFE

O świadomym jedzeniu, czyli kilka słów na temat uważności.

Kilka dni temu zrobiłam na obiad swoją ulubioną zapiekankę makaronową. Korzystając z okazji, że jedno dziecko jest w przedszkolu a drugie śpi zasiadłam sobie spokojnie w kuchni przy stole, postawiłam przed sobą talerz z gorącą, dopiero co wyjętą z piekarnika zapiekanką oraz włączonego laptopa i zaczęłam jeść…

Po kilku minutach, między jednym kęsem a drugim, kiedy bezwiednie ‚wrzucałam’ sobie do ust jedzenie, bo przecież moje zmysły zajęte były czymś innym, zdałam sobie sprawę co robię, a raczej czego nie robię. Ta moja ulubiona zapiekanka była przeze mnie wchłaniana jakbym była odkurzaczem, była dobra, była pyszna, tyle, że ja, zaabsorbowana czymś innym, czymś co zabierało całą moją uwagę, traktowałam jej jedzenie jak obowiązek, czynność, którą szybko trzeba skończyć, odbębnić i iść dalej. Jedzenie okazało się być pozbawione przyjemności, uwagi i niczym niezmąconego czasu, który powinno się mu poświęcać. Odkryłam, że jem szybko, nieświadomie, nierzadko łapczywie i bezmyślnie. Jem, ale się jedzeniem nie delektuję, na jedzenie nie patrzę, jedzenia nie wącham, nie smakuję. Traktuję je jak paliwo pozbawiając się tym samym momentów w ciągu dnia, które mogłyby być pełne spokoju, atencji i satysfakcji płynącej z zachwytu nad tym co wkładam do ust. Gdybym umiała tak jeść przynajmniej ten raz dziennie!…

Nasza kultura, choć często się przed tym bronimy, uczy nas i nakazuje nam by rzeczy robić w sposób jak najbardziej produktywny, mechaniczny, prędki. I mam wrażenie, że czasem nawet nie zauważamy jak takim właśnie sposobem na życie jesteśmy przesiąknięci. Nawet ja, „Matka Polka”, wychowująca dzieci i starająca się żyć w rytmie slow spędzam niektóre momenty w ciągu dnia tak jakby moje życie zależało od tego jak szybko i efektywnie coś zrobię, ile tego zrobię i w zamian za co. Brakuje mi świadomości i uważności na to, co robię i jaki jest tego cel czy sens. Myślę sobie, że uważność, która teraz jest bardzo ‚na czasie’ i ‚w modzie’ nie może być zatem czymś chwilowym, co akurat sugerują te, użyte przeze mnie, określenia. Uważność bowiem jest w tym momencie takim trochę remedium, lekiem na całe zło tego świata polegające na życiu w wiecznym stresie, niedoczasie, natłoku informacji (głównie tych absolutnie niepotrzebnych) czy nadmiarze bodźców, który nierzadko sami sobie fundujemy (czyt. np. ja w trakcie jedzenia). Jesteś uważny to znaczy, że skupiasz swoją uwagę na tym co robisz a co za tym idzie uczysz się jak się tym cieszyć, jak z tego czegoś czerpać satysfakcję, jak to docenić i zauważyć w tym wartość.

Właśnie dlatego piszę dzisiaj o świadomym jedzeniu. Od czegoś trzeba przecież zacząć! Ponieważ jestem mamą dwójki absolutnie cudownych dzieciaków umiem przystanąć i się nimi zachwycić, umiem z uśmiechem na ustach obserwować to jak radzą sobie w tym młodym życiu i z życiem, potrafię skupić całą swoją uwagę na słowach, które do mnie wypowiadają, potrafię z uwagą ogromną patrzeć im w oczy, staram się z całych sił być uważna na ich potrzeby i co więcej, wydaje mi się, że ogólnie rzecz biorąc jestem w tym dobra. Jestem w tym dobra, bo mam przeświadczenie, że to jest ważne dla moich dzieci, dla ich rozwoju, co w długiej perspektywie przekłada się na ich przyszłe życie. I w tym miejscu należałoby się głęboko zastanowić nad tym, dlaczego nie potrafię być tak bardzo uważna w niektórych sferach, które dotyczą tylko i wyłącznie mnie samej? Jeszcze do niedawna czytając książkę jadłam, na czym ani jedno ani drugie nie zyskiwało na wartości, do tej poryzresztą mam poczucie, że jeśli jem to może powinnam w tym czasie robić jeszcze coś np. przeglądać instagrama, fb czy też oglądać jakiś serial vel. ulubiony reality show. Takie samo zachowanie zauważam zresztą u siebie podczas oglądania czegoś w tv, bardzo często towarzyszy mi wtedy komputer lub telefon… Tak jakby jedno źródło informacji czy bodźców to było mało, tak jakby wykonywanie jednej tylko i wyłącznie czynności i skupienie się na niej było nudne. Czyżby? Czy nie warto by popatrzeć na to wszystko z innej, spokojniejszej, bardziej świadomej perspektywy? Something to think about!

Related posts

SLOW LIFE

Jak pokochałam ciszę, czyli o tym dlaczego warto się z nią zaprzyjaźnić.

Nie wiem jak to wyglądało u Was, ale ja wychowywałam się w domu, w którym od pewnego momentu telewizor był niemalże pełnoprawny...

SLOW LIFE

Wenecja z dziećmi, czyli jak podróżować w rytmie slow i się tym cieszyć!

Kilka tygodni temu (ale ten czas leci!) wybraliśmy się z dziećmi na 5 - dniowe wakacje do Wenecji (Ci z Was, którzy obserwują ten ...