MYŚLĘ

O potrzebie posiadania słów kilka.

W trakcie jednego z ostatnich spotkań ze znajomymi i rodziną, na którym byłam razem z bliskim usłyszałam od jednego z gości takie hasło: „mam potrzebę posiadania”. Zwróciłam uwagę na te słowa, trafiły one bowiem w mój czuły punkt i dlatego pomyślałam sobie, że trochę Wam o nich napiszę. Mam nadzieję, że idziecie w to? 😛

Wiecie czego nauczyło a raczej ciągle uczy mnie moje rodzicielstwo? Odróżniania tego czym jest rzeczywista potrzeba a czym sposób, trafny lub nie, na jej zaspokojenie. Posiadanie samo w sobie nie jest ŻADNĄ potrzebą! Posiadanie jest tylko i wyłącznie sposobem lub próbą jej zaspokojenia! Nasze ciało, nasze głowy i nasze serca nie łakną posiadania per se, nie lgną do tego, nie zabiegają o to. Zabiegają natomiast o uznanie, o szacunek, o bliskość, o miłość, o zauważenie, o docenienie i wiele, wiele innych spraw. I to są właśnie potrzeby! To są tak naprawdę rzeczy, o które się staramy i których potrzebujemy do tego, by poczuć się np. dobrze sami ze sobą. Mówienie, że mamy potrzebę posiadania mija się zatem całkowicie z prawdą, bo mamy inne potrzeby a posiadając więcej czy lepiej myślimy, że albo je sobie, brzydko mówiąc, załatwimy albo je zagłuszymy. Bo to, że kupimy i postawimy w salonie kolejną, nową sofę nie daje nam tak naprawdę nic. Daje nam złudzenie, że coś w ten sposób ugraliśmy, coś komuś pokazaliśmy, coś udowodniliśmy. A po co chcemy innym pokazywać i udowadniać? Po to, że chcemy zasłużyć na: szacunek, uznanie czy docenienie, których potrzebujemy. A czym się to kończy? Tym, że zdobyty w ten sposób podziw czy uznanie są chwilowe, nietrwałe i niewiele warte co wiąże się z tym, że jeśli nie podejdziemy do zaspokajania swoich potrzeb poważnie, jeśli nie nauczymy się ich odróżniać od całej reszty i o nie dbać to będziemy sobie do końca życia tkwić w przeświadczeniu, że a) potrzebujemy posiadać i b) musimy ciągle w ten sposób innym udowadniać swoją wartość.

I od razu chcę Wam zaznaczyć, że nie twierdzę, że posiadanie (zwłaszcza to umiarkowane, minimalne) samo w sobie jest złe. Chodzi tylko o to byśmy zdawali sobie sprawę z jakich powodów coś mamy, co spowodowało, że ta rzecz pojawiła się w naszym otoczeniu, co sobie nią załatwiamy a nie usprawiedliwiali naszego zachowania fałszywą potrzebą, która potrzebą nie jest!

Related posts

MYŚLĘ

O dziewczynkach, którymi nie byłam.

Ponieważ dużo ostatnio 'siedzę' w książkach dla dzieci wróciłam do swoich dziecięcych lat i przypomniałam sobie te wszystkie k...

MYŚLĘ

Agnieszka Maciąg.

O swoim pędzie w "Smaku zdrowia" [s.20]:Mam teraz przed oczami szybko przebierającego nóżkami chomika w kołowrotku. Chomik bie...

  • Zgadzam się:) Owszem lubię też trochę luksusu, wygodne łóżko do spania, stolik w kuchni by zjeść posiłek z najbliższymi, czy kanapę na której można wygodnie poleniuchować we dwoje czy spędzić czas z innymi bliskimi osobami. Ale nie potrzebuję wielu rzeczy, które otoczenie uważa za potrzebne. Zawsze do zakupów podchodzę z rezerwą i nawet łapię się już na tym, że brakuje mi tej spontaniczności i sto razy przemyślę zanim coś kupię. Ale chociaż dzięki temu nie żałuję, że kupiłam czegoś za dużo.

    • Też nie mam już w sobie tej spontaniczności a raczej miewam ją bardzo, bardzo rzadko. Ale jakoś mi jej nie brak, bo wolę ją mieć w innych sytuacjach niż zakupy, prawda? 🙂

      • Heheh też tak myślę:P właściwie chyba nigdy nie zdarzyło mi się później żałować, że czegoś nie kupiłam:p