MYŚLĘ

O dziewczynkach, którymi nie byłam.

Ponieważ dużo ostatnio ‚siedzę’ w książkach dla dzieci wróciłam do swoich dziecięcych lat i przypomniałam sobie te wszystkie książkowe historie, za którymi jako mała a potem nie tak mała, ale już młoda dziewczynka przepadałam. Co czytałam, gdy było mi źle? Kto mi imponował? Kto był moim ulubionym bohaterem literackim? Przyjrzałam się zatem tym kilku książkom, które są we mnie do teraz i doszłam do dość dziwnych wniosków, bo okazuje się, że ja już w dzieciństwie chyba nie do końca chciałam być taka jak byłam, że szukałam innych wzorców i chyba skrycie marzyłam, by choć raz przestać być tą ‚grzeczną’, zawsze czystą i dobrą dziewczynką, na którą byłam wychowywana.

Chyba każdy z nas ma taki swój top topów książek z dzieciństwa, do których regularnie i z niesłabnącą przyjemnością wracał. U mnie oprócz cudownych „Dzieci z Bullerbyn” ten top topów stanowią: „Tajemniczy ogród”, „Szaleństwa panny Ewy” i oczywiście „Ania z Zielonego Wzgórza”. Wszystkie znam niemal na pamięć i wszystkie trzy mają ze sobą jedną wspólną rzecz: rezolutną, odważną, niebanalną bohaterkę, taką co to robi co myśli a myśli co chce, taką której niekoniecznie zależy na nieskazitelnej opinii pośród osób, na których jej nie zależy i które nie stanowią dla niej ważnego elementu jej życia. Oprócz tego każda z nich ma w sobie odwagę do tego, by myśleć za siebie i potem na podstawie własnych przemyśleń decydować o tym, co chce lub czego nie chce robić.

Patrząc na siebie z dzieciństwa widzę, że chyba w takich a nie innych ukochanych bohaterkach szukałam dla siebie alternatywy. Podobało mi się to, że można się „nie słuchać”, że można samej o sobie decydować, przynajmniej w pewnym stopniu, że można się buntować jeśli tak się czuje. I wiecie co? Nadal mi się to podoba, zwłaszcza, gdy na takie książki patrzę z perspektywy bycia mamą małej dziewczynki. Mam w sobie jakieś głębokie przekonanie, że chciałabym by ona jednak była inna niż ja w jej wieku, czasami inna niż ja teraz. Chciałabym, by wiedziała, że ma święte prawo do tego, by mówić „nie” i by to mówiąc nie czuła tzw. guli w gardle, bo oto była asertywna a przecież nie powinna, że na jej szacunek ktoś musi sobie zapracować tak jak i ona musi zapracowywać na to, by ktoś ją szanował i się z nią liczył, że ma prawo się bronić, gdy ktoś niesprawiedliwie ją atakuje i że wcale nie musi potem z tego powodu nie spać nocami roztrząsając daną sytuację jakby ta miała zaważyć na całym jej przyszłym życiu.

Ja taką dziewczynką nie byłam, teraz też nie jestem taką dorosłą kobietą, choć przecież pracuję nad sobą. Ja byłam „grzeczna”. Grzeczna, posłuszna, sumienna, słuchająca się innych, dostosowująca się do innych, uśmiechnięta. Teraz w wielu sytuacjach myślę nad tym właśnie i dochodzę do wniosku, że wolałabym, by jednak nie wychowywano mnie na taką a nie inną córkę, bo to co kiedyś służyło moim rodzicom i rodzinie teraz wcale nie służy mnie. I chyba właśnie dlatego tak cieszy mnie to, że patrząc na Ki widzę małego, rozbieganego, wytrwałego, ruchliwego uparciucha. Oby tak dalej kochana, oby tak dalej! Mama bardzo się postara, by nie zniszczyć tego co w sobie masz z natury! Jeśli tylko zechcesz bądź tą dziewczynką, którą ja nigdy nie byłam 😀

Related posts

MYŚLĘ

Odpuść sobie, czyli o tym, czego uczę się ostatnio.

Jest jedna rzecz, którą w sobie cenię i która jednocześnie sprawia mi wiele problemów i przyprawia o duże dawki stresu. Co? Perf...

MYŚLĘ

Agnieszka Maciąg.

O swoim pędzie w "Smaku zdrowia" [s.20]:Mam teraz przed oczami szybko przebierającego nóżkami chomika w kołowrotku. Chomik bie...