SLOW LIFE

Mój moment slow, czyli dlaczego czytam swojemu dziecku.

Dużo ostatnio myślę o swoim życiu. Chyba głównie dlatego, że będąc w bardzo zaawansowanej ciąży do wielu innych zajęć się chwilowo nie nadaję 😛 Nadaję się natomiast bardzo, bardzo do tego, by zachwycać się tym co mam, by celebrować chwile, by cenić czas spędzany z synkiem i by uświadamiać sobie pewne sprawy. Jedną z nich jest z pewnością fakt, że tak naprawdę nawet to życie w wersji slow, za którym tak bardzo optuję i na które Was bardzo namawiam, wymaga wielkiej pracy i walki. Łatwo jest bowiem mówić, że się żyje spokojnie i wolniej od innych gdy się jest dwudziestoletnim singlem czy singielką, gdy nasze zwolnienie tempa życia ogranicza się tak naprawdę do tego, że rezygnujemy z niektórych, nałożonych na siebie obowiązków czy wyimaginowanych przyjemności na rzecz tego, by pobyć samemu, by się rozwijać na własnych warunkach i by spędzać czas bardziej świadomie. O wiele trudniej jest o to spokojnie życie zawalczyć, gdy mamy rodzinę wymagającą naszej nieustającej uwagi i opieki, gdy mamy obowiązki, o których nie możemy zapomnieć i których nie możemy nikomu oddać ‚w spadku’, gdy jeszcze dodatkowo pracujemy zawodowo. Wtedy nie powiemy sobie przecież: „od dzisiaj rezygnuję z realizacji połowy moich zadań i zobowiązań względem męża i dzieci. Od dzisiaj skupiam się na sobie”. Będąc bowiem w związku, będąc kochającym i zaangażowanym rodzicem, życie w wersji slow mieni się całkiem innymi kolorami niż to spokojne życie studenta czy studentki. Prowadząc życie rodzinne tak naprawdę o każdy moment zwolnienia trzeba walczyć z samym sobą, ze swoim własnym perfekcjonizmem i wyobrażeniem o sobie. I trzeba go szukać w każdej możliwej sytuacji. Opowiem Wam trochę jak to wygląda u mnie. Dziś zatem o tym, dlaczego z taką przyjemnością czytam swojemu synkowi 🙂

Tak naprawdę to dlaczego warto czytać swoim dzieciom to temat rzeka, do którego kiedyś jeszcze wrócę. Wtedy skupię się na tym, jak to czytanie dziecku czy z dziećmi wpływa na niego/na nie. Dzisiaj jednak myślę o sobie i o tym dlaczego ten moment w ciągu dnia, a nawet momenty, bo u nas jest ich co najmniej kilka, jest ważny dla mnie, dla mojego samopoczucia i rozwoju.

Odkąd zaszłam w pierwszą ciążę wiedziałam, że będę matką czytającą swojemu dziecku. Pamiętam zresztą, że czytałam synkowi „Wielką księgę polskiej poezji dla dzieci” już wtedy, gdy ten znajdował się jeszcze w moim brzuchu. Przyznaję, trochę to surrealistyczna sytuacja, ale warta zachodu 🙂 Gdy Jo pojawił się na świecie sukcesywnie w naszym życiu zaczęły pojawiać się kolejne książeczki, których treść skierowana jest do dzieci i obecnie mój synek jest właścicielem dość pokaźnej biblioteczki, z której nieustannie korzystamy!

Początkowo czytając swojemu dziecku zwracałam uwagę na te aspekty tej czynności, które w pozytywny sposób wpływają na niego, na rozwój jego osobowości i umiejętności. Ostatnio jednak zauważam bardzo wiele pozytywów, które dotyczą mnie samej! Właśnie dlatego czytanie synkowi, a już niedługo dwójce moich dzieci stało się tak bardzo MOIM momentem slow. Co zatem zyskuję spędzając te kilkadziesiąt minut dziennie na lekturach ze swoim dzieckiem?

  • Razem z synkiem wypracowaliśmy sobie swój rytuał, a nawet rytuały dotyczące wspólnego czytania. Książeczki idą u nas w ruch zaraz po przebudzeniu, później kilka razy w ciągu dnia i oczywiście przed spaniem. Mnie samej najbardziej dotyczą i największe pozytywne wrażenie na mnie robią te chwile w ciągu dnia, kiedy mój mąż jest w pracy i siłą rzeczy we wspólnym czytaniu/oglądaniu nie może uczestniczyć, co wiąże się z tym, że mamy z Jo czas tylko dla siebie. Zaznaczam od razu, że jest to czas bardzo intensywny. To jest właśnie pierwszy mega plus płynący ze wspólnego czytania. To, że czytamy razem nie jest bowiem ważne tylko dla mojego dziecka, jest też bardzo ważne dla mnie. To wtedy siadamy na kanapie z jogurtem lub mandarynką w ręku i zaczynamy wspólne wertowanie stron. To wtedy ja mam czas na totalne skupienie się na moim dziecku i naszej relacji. To wtedy nieustannie rozmawiamy i opowiadamy sobie historie (synek mówi już bardzo dużo i staje się to coraz bardziej pochłaniające). To wtedy zyskuję czas, by tak naprawdę spojrzeć na niego spokojnie i zauważyć jak szybko rośnie, jak się zmienia, jak z dnia na dzień zyskuje nowe umiejętności, przyswaja nowe słowa, tworzy nowe zdania. On ma natomiast czas na to, by się we mnie wtulić całym sobą, by wiedzieć, że jestem przy nim i nic innego w tym czasie nie robię, by zrozumieć, że w tym właśnie momencie to on i nasze wspólne ‚bajkowanie’ są dla mnie najważniejsze. 
  • Wspólne czytanie to dla mnie taki przymusowy, ale bardzo potrzebny przystanek w ciągu dnia. Nagle w trakcie mycia naczyń, czy robienia obiadu podchodzi do mnie dziecko z bajką i ja wiem, że to jest ten czas. Ten czas, kiedy mam zwolnić, dać sobie na luz i zająć się czymś co jest od wszystkiego innego ważniejsze. Bo tak naprawdę nieumyte naczynia poczekają, obiad również, natomiast ten czas, który mogę spędzić z dzieckiem TERAZ i TU już nigdy nie wróci. Lubię bardzo to, że Jo potrafi tak wytrącić mnie z mojej codziennej rutyny, potrafi pohamować mój perfekcjonizm domowy i sprowadzić mnie na ziemię. Lubię to, że to on uświadamia mi w tak prosty przecież sposób: „Kobieto przystopuj! Zauważ chwilę!” 
  • Dzięki temu, że właśnie tak spędzam dużo czasu ze swoim dzieckiem zmienia się moja perspektywa na bardzo wiele spraw. Widzę coraz jaśniej i wyraźniej co pozytywnie wpływa na naszą relację, na naszą rodzinę, bo widzę skąd bierze się uśmiech na buzi mojego dziecka. Powoli potrafię to przekładać na swój związek z mężem, który przecież tworzymy razem od tak wielu lat i który ulegał już tylu różnym ewolucjom i rewolucjom. Cieszy mnie, że teraz dokonuje się kolejna, że to dzięki naszemu dziecku, które jest dla nas najważniejsze nasze życie codzienne znowu się zmienia, że inaczej spędzamy wspólne dni, godziny, minuty.

A jak to wygląda u Was? Czytacie ze swoimi dziećmi? Zauważacie w jaki sposób tak spędzany czas wpływa na Was samych, czy skupiacie się raczej na tym co daje on dziecku? Czekam bardzo, bardzo na Wasze komentarze!

Related posts

SLOW LIFE

Wenecja z dziećmi, czyli jak podróżować w rytmie slow i się tym cieszyć!

Kilka tygodni temu (ale ten czas leci!) wybraliśmy się z dziećmi na 5 - dniowe wakacje do Wenecji (Ci z Was, którzy obserwują ten ...

SLOW LIFE

Prostsze życie? 6 oznak, że jesteście na nie gotowi!

Do tej pory pamiętam czas kiedy zrozumiałam, że chcę prostego, intuicyjnego, spokojnego życia, że chcę prostoty i minimalizmu. W...

  • kultur-alnie

    Czytam. Od pierwszych chwil życia. I uwielbiam ten magiczny, wyciszający rytuał. Przed snem obowiązkowo, ale na siedząco, z oglądaniem ilustracji, z komentarzami. Moje dziewczyny nigdy nie były dziećmi, które przy czytaniu zasypiały. Do ostatniej strony aktywnie i świadomie uczestniczyły w lekturze, a dopiero później przytulały się i zamykały oczka. Dziś starsza ma 12 lat i czyta bardzo dużo, sama biega do biblioteki, kupuje sobie książki. Jednak nadal wybieramy tytuły, które będziemy czytać wspólnie (aktualnie „Momo” Michaela Ende, w kolejce czeka czwarty tom Pożyczalskich). Młodszej, pięcioletniej, wciąż czytam ja, choć powoli i ona zaczyna odkrywać świat literek. Ostatnio powtarza, że bardzo chce umieć czytać sama, tak jak Maja (starsza siostra) i wiele radości przynosi jej składanie słów. W naszym domu pojawiły się książki z dużymi literami, prostymi wyrazami, służące do nauki czytania.

    • U mnie jest podobnie. Dla Jo czas czytania to nie jest czas zasypiania, zbyt dużo pytań, zbyt dużo wrażeń i rzeczy do poznania 😛 Jestem ciekawa, czy zawsze tak to będzie wyglądać, czy jednak przyjdzie czas, że czytanie przed spaniem będzie mu przynosiło sen? „Plan” długofalowy jest jednak taki, że moje dzieci znajdą kiedyś w czytaniu tyle satysfakcji co ja 🙂

  • Ja miałam wielkie ambicje co do czytania dziecku. Zanim się urodziło i jak było noworodkiem i niemowlakiem. Dziś ten duży chłopczyk nie jest w stanie skupić się na czytanej historii. Szybkie przerzucanie kartek jest ok, opisywanie obrazków, szukanie ciuchć i rekinów jest ok, ale czytanie u nas nie przejdzie. Wciąż mam nadzieję, że jednak przyjdzie na nas czas, bo np. uwielbia słuchać jak opowiada mu się wymyślone historie (na szczęście jestem w tym niezła, w przeciwnym wypadku byłabym w czarnej dupie), poza tym ja czytam przy nim swoje książki, żeby mu pokazać, że czytanie jest cool i to normalna i naturalna rzecz. Pożyjemy, zobaczymy.

    • Z tego co napisałaś w innym komentarzu wiem, że nasi chłopcy są w podobnym wieku i dlatego powiem Ci, że na wszystko przyjdzie pora. Trzeba cierpliwości. U nas też był etap tylko oglądania, Jo mówił mi wieczorami „Nie czytamy, oglądamy!”, ale kilka tygodni temu mu przeszło i teraz sam chce żeby mu czytać właśnie. Siada między moimi nogami na łóżku i czytamy Alberta, po kilka razy 😀 Wydaje mi się, że i u Was faza na czytanie przyjdzie raczej prędzej niż później 🙂