MYŚLĘ

Minimalizm po duńsku, czyli jak to rzeczywiście wygląda w tej części Skandynawii.

Ci z Was, którzy czytają bloga pewnie wiedzą, że przez 8 lat, do czerwca 2016 roku, mieszkałam z rodziną w Danii. Danii, która znana jest m.in. z Kopenhagi, syrenki, królowej kopcącej jak smok papierosy, swojego pysznego ciemnego chleba rugbrød, Lego i Legolandu, uwielbienia dla marcepanu i anyżku, ale także hygge robiącego obecnie furorę na świecie i właśnie minimalizmu. Nie da się tego nie powiedzieć i nie da się tego nie napisać, bo i duński design i sposób urządzania wnętrz i sposób życia właśnie ten minimalizm odzwierciedla. Oczywiście, jak wszędzie, i tu znajdą się wyjątki, ale moim zdaniem potwierdzają one tylko regułę, bo Dania trochę minimalizmem stoi. Chcecie dowodów?

  1. Biel jest kolorem, który dominuje w każdym duńskim domu. Na pewno musielibyście ze świecą szukać ludzi, którzy w Danii mają dom na styl polski, czyli każdy pokój równa się inny kolor ścian 😛 Za dużo roboty, zbyt duża pstrokacizna, zbyt wielki indywidualizm zdaniem Duńczyków, natomiast biel sprawdza się zawsze i wszędzie, jest uniwersalna, nie przeszkadzająca, czysta.
  2. Wchodząc do każdego sklepu wnętrzarskiego styl minimalistyczny tzw. skandynawski rzuci Wam się od razu w oczy. Dużo prostych form, stonowanych kolorów, drewna, szlachetnych materiałów. Mało albo wcale nie ma rzeczy typu „na bogato”, czyli błyszcząco i mieniąco się. Wiecie o czym piszę na pewno! To samo tyczy się mebli, gdzie królują proste formy i jasne drewno, choć oczywiście i wielbiciele innych rzeczy znajdą, jeśli chcą, coś dla siebie.
  3. A jeśli już o zakupach mebli i dodatków mowa to naprawdę zdziwilibyście się udając się w Danii do np. sklepu, w którym chcecie kupić, powiedzmy, wyłącznik do światła. Wiecie, to plastikowe co się przyciska żeby światło w pokoju się pojawiło lub nie 😛 No więc w Polsce wybór takich wyłączników jest, moim zdaniem, nieograniczony. Można wybierać wzory, kolory, metody tego jak chcemy światło włączać. W Danii na dobrą sprawę znajdziemy może dwa, góra trzy ich rodzaje?! Tyle. Dla Polaka kompletny brak wyboru, duże ograniczenie i niedogodność, dla Duńczyka ułatwienie życia. To samo tyczy się innych tego typu sprzętów / elementów, których używamy i potrzebujemy od czasu do czasu: przedłużacze, klamki, kontakty? Wybór ograniczony do minimum.
  4. Jeśli chodzi o sam strój, to Skandynawowie zdecydowanie mają swój styl, który sama niejako od nich przejęłam. Tutaj ten minimalizm polega głównie na tym, że inwestujemy w rzeczy, w których nie tylko wyglądamy dobrze, ale ponadto jest nam w nich wygodnie i komfortowo. Nic na siłę, nic na pokaz, w większości wypadków ma być prosto, niezobowiązująco i przyjemnie!
  5. Dania jest bardzo pro-duńska co oznacza m.in. to, że niewiele jest marek np. ubraniowych, które są spoza Danii czy Skandynawii i są czynnie obecne na duńskim rynku (oprócz tych luksusowych oczywiście). Takie sklepy jak Bianco, Selected, Vero Moda czy Ecco znajdują się w każdym mieście, większym i mniejszym. Zarę natomiast można znaleźć jedynie w dwóch miejscach w Kopenhadze! Przynajmniej tak było do czasu, gdy stamtąd nie wyjechałam. Duńczycy promują Duńczyków i robią to konsekwentnie. Na tym też polega ich minimalizm.
  6. Ten sam typ zachowania tyczy się np. towarów w sklepach spożywczo – przemysłowych. Dużo mniejszy wybór produktów marek, które są spoza Danii co oczywiście działa z korzyścią na rzecz firm duńskich. Mieszkając w Danii nie raz zastanawialiśmy się nad tym jak jest to dziwne, że w Polsce ten wybór produktów wszelakich jest tak duży a tutaj jednak okrojony. Teraz to rozumiem i wcale nie uważam, by takie wyjście było wyjściem gorszym. Oferując bowiem mniejszą ilość towarów danego rodzaju ułatwiamy życie mieszkańcom kraju przy równoczesnym wspieraniu tych firm i osób, które produkują na miejscu. I to naprawdę jest tak, że w przeciętnym sklepie spożywczym średniej wielkości jest mleko czy jogurt jednego, góra dwóch producentów.
  7. Również patrząc na przestrzeń, na której żyje przeciętny Duńczyk można stwierdzić, że jest ona w jakimś stopniu minimalistyczna. W większości przypadków to nie są rozbuchane wielkościowo domy czy posesje na styl amerykański czy nawet polski. Przeciętna rodzina duńska mieszka w małym, naprawdę małym domku z czerwonej cegły lub niezbyt dużym mieszkaniu w środku pomalowanym na biało i z małą ilością mebli 😛
  8. Duński minimalizm w podejściu do życia scharakteryzować można także za pomocą „janteloven”, czyli twierdzenia, które mówi, że wszyscy są sobie równi, nie ma lepszych i gorszych i wielkim nietaktem jest próba jakiegokolwiek wywyższania się ponad innymi czy próba udowodnienia innym, że stać nas na więcej od reszty. W realu można to zaobserwować m.in. patrząc na to jak Duńczycy są w pokazywaniu swojej zamożności czy zasobności portfela jednak skromni. Z pewnością nie ma tutaj zastosowania polskie twierdzenie „zastaw się a postaw się”. Duńczyk żyje raczej minimalnie w znaczeniu, że mniej na pokaz więcej dla siebie.

A teraz powiem Wam jak to wygląda z drugiej strony! Duńczycy uwielbiają kupować (zwłaszcza dobre ubrania i elementy wystroju wnętrz) tyle, że dużo częściej kupują mniej za to lepszej jakości. Dlatego tak dobrze mają się tutaj marki, za które trzeba zapłacić więcej, bo Duńczyk jednak stawia na jakość a nie na ilość. Są nawet tacy, którzy tak bardzo stawiają na jakość, że na jej poczet wpadają w długi, od których głowa boli tak przeciętną osobę jak ja! Minimalizm definitywnie kończy się w momencie, gdy na zakup najnowszego sprzętu grającego czy kolejnych telefonów bierzesz kredyt za kredytem a potem okazuje się, że nie masz z czego żyć…

A w czym Duńczycy zdecydowanie nie są minimalistami? W jedzeniu, w piciu i w paleniu. O tak.

Related posts

MYŚLĘ

Odpuść sobie, czyli o tym, czego uczę się ostatnio.

Jest jedna rzecz, którą w sobie cenię i która jednocześnie sprawia mi wiele problemów i przyprawia o duże dawki stresu. Co? Perf...

MYŚLĘ

O dziewczynkach, którymi nie byłam.

Ponieważ dużo ostatnio 'siedzę' w książkach dla dzieci wróciłam do swoich dziecięcych lat i przypomniałam sobie te wszystkie k...

  • Do Ka

    Z pewnością można wiele się od Duńczyków nauczyć. Myślę, że Polaków ukształtowała historia i czasy w których nie było niczego, więc lepiej było mieć cokolwiek niż nic. Nie ważne jakiej jakości. Liczy się ilość. Zmianę widać dopiero wśród młodych i to też nie tak wielu. Czasami mam wrażenie, że trzeba do takiej zmiany dojrzeć, ale też, i tu mam wielką wątpliwość, czy to nie jest tak że trzeba osiągnąć pewien stopień zamożności? Nie mówię o jakimś wysokim poziomie życia. Raczej chodzi mi o to, że kiedy ktoś żyje tak, że starcza mu na wszystkie niezbędne rzeczy, a co do pozostałych może sobie zadawać pytanie czy tego potrzebuje i jakiej jakości, wtedy można świadomie ograniczać konsumpcję. Wielu ludzi leczy swoją niemoc i strach kolejnym zakupem taniej rzeczy, zakupami na zapas, na gorsze czasy, na wszelki wypadek. Myślę, że polskie „zastaw się, a postaw się” i życie na pokaz to wielki problem.

    • Też myślę o tym w podobny do Ciebie sposób. Widzę to po swojej mamie na przykład, która jednak nie potrafi zrozumieć mojego uwielbienia dla minimalizmu i zdarzyło mi się znaleźć u niej rzeczy, które przeznaczyłam do oddania a ona zatrzymała „na wszelki wypadek”. Rzeczywiście mam wrażenie, że takie zachowanie ukształtowało się pod wpływem czasów, które na szczęście minęły i jednak trudno tego nie rozumieć w jakimś sensie. To jeśli chodzi o starsze pokolenie. Jeśli chodzi o dzisiejszych 30-latków powiedzmy to już inna sprawa… Co do dojrzewania do zmian to zgadzam się z Tobą, myślę, że do takiego podejścia trzeba dojrzeć, samej zajęło mi to dobre kilka lat i też może mieć to coś wspólnego z tym stopniem zamożności, o kto.rym wspominasz, choć uważam, że akurat nie jest to zbyt mądre jeśli minimalizm jawi się jako korzystny sposób na życie tylko tym, którzy czują się finansowo bezpieczni i chcą na takie rozważania sobie pozwolić. Ja widzę to tak: Ci co nie mają takiej stabilności i tak żyją w wymuszonym warunkami minimalizmie, Ci co osiągnęli wyższy poziom życia widzą w minimalizmie szansę na odmianę tego życia na lepsze i bardziej wartościowe, natomiast Ci co są pomiędzy tymi grupami mogliby dzięki niemu zyskać natomiast najwięcej, ale jednak im jest chyba najtrudniej znaleźć w nim sens. Zgadzasz się z tym?

      • Do Ka

        Paulina! Już trzeci raz próbuje odpisać. Poprzednie dwie odpowiedzi skasował przez przypadek mój syn😕 Odpiszę w częściach. Wybacz mi… to na wszelki wypadek 😊 Co do rodziny to np moja mama nie potrafi wyrzucić niczego. Chyba, że jest to całkowicie zniszczone. Jeśli nie należy daną rzeź wg niej trzymać ” na wszelki wypadek”. Wartościowania i wyrzucania rzeczy musiałam się nauczyć zupełnie sama. Reszta mojej rodziny ma podobne tendencje. Moja babcia dała mi kiedyś pościel z doskonałej bawełny (teraz nie można takiej kulic). Pościel miała ze 30 lat i nie była używana. Leżała w szafie ” na specjalną okazję „. Wumiana starej pościeli na tą nową byłaby dla niej możliwa tylko w sytuacji zupełnego zużycia. Ech…. i jak tu mieć wzorce 😜

        • Do Ka

          Jeśli chodzi o ideę minimalizmu to musimy wyjaśnić sobie najpierw czym ten minimalizm jest. Mam problem z tym pojęciem. Ty na swoim blogu stosujesz je bardzo szeroko, co spotykało się już z brakiem zrozumienia. Wyjaśniałaś już dlaczego nie pretendujesz do bycia minimalistką, ale czerpiesz z tej idei coś dla siebie. Twoje podejście jest mi bardzo bliskie. Wydaje mi się, że nieporozumienia wynikają z samego pojęcia. Myślę, że minimalizm można by rozumieć w pewnym sensie jak w książce ” Mniej” M. Sapały. Wykorzystywanie tego co mamy w domu do maksimum, wymiana rzeczy niepotrzebnych, wykorzystanie tanich produktów, zakupy używanych ubrań i wiele wiele innych.

          • Do Ka

            Druga część tego pojecia to cos co określiłabym „jakością życia”. Tu mieści się kupowanie mniej, wybor rzeczy najlepszej mozliwej dla nas jakości, pozbycie się nadmiaru, brak koncentracji na konsumpcji a w zamian za to na przeżywaniu. Z racji zawodu (pracuje mi. jako lekarz w pogotowiu ratunkowym) bywam w mieszkaniach i domach ludzi z różnych warstw społecznych. Moje obserwacje można uogólnić w następujący sposób.

          • Do Ka

            Napisałaś ” Ci co nie mają takiej stabilności i tak żyją w wymuszonym warunkami minimalizmie”. Zgadzam się, te osoby wykorzystują dostępne możliwe środki żeby przeżyć. Stosują rozne metody. Nie ma jednak nic wspólnego z pojęciem kształtowania jakości życia. W takich domach zbiera się zwykle wszystko. Właśnie na wszelki wypadek. Nie ważne czy jest to potrzebne, ładne, czy ma jakikolwiek sens. Ale jest i trzeba to zatrzymać. Czasami takie domy są w bardzo złym stanie higienicznym. To bardzo smutne. Kolejna grupa to ludzie którzy w swojej biedzie starają się stworzyć możliwie najlepsze warunki życia, ład i czystość. Takich jest bardzo niewielu. Naprawdę. Tym, którym zaś powodzi się lepiej często po prostu konsumpcja uderza do głowy. W ich domach są rzeczy kupione w sklepie, nowe, ale bardzo różnej jakości. Np pokoje dziecięce to czasami graciarnia chińskich zabawek z których połowa jest zepsuta. I masz rację! Oni na minimalizmie i idei jak najlepszej jakości życia skorzystaliby najwięcej!

          • Do Ka

            Jest również gru

          • Do Ka

            W swoim życiu byłam w różnych miejscach i przeżyłam naprawdę wiele. Patrząc na ludzi i na swoje doswiadczenia myślę, że skorzystaliby na zmianie myślenia szczególnie Ci których nie stać na wiele. Jednak w praktyce dopiero kiedy wiesz ,że masz za co kupić w razie czego nową pościel, wymienisz starą na tą którą chomikujesz na dnie szafy. Wiem, że nie można uogólniać, ale to co widzę u ludzi można tak właśnie określić.

          • Tak! Chyba tak właśnie to wygląda i choćbyśmy nie zgadzały się z tym i rękami i nogami próbowały udowodnić, że tak nie jest to rzeczywiście mam wrażenie, że obecnie minimalizm to głównie domena osób, które czują się w jakimś stopniu bezpieczne finansowo przede wszystkim. Podoba mi się to zdanie: Jednak w praktyce dopiero kiedy wiesz ,że masz za co kupić w razie czego nową pościel, wymienisz starą na tą którą chomikujesz na dnie szafy. I zgadzam się z nim bardzo! Szkoda mi jednak trochę tego, że taka szansa na kształtowanie jakości w swoim życiu umyka niektórym koło nosa, bo jej nawet nie biorą pod uwagę.

          • Do Ka

            Tak to prawda. Nie biorą pod uwagę, a właściwie nie są w stanie tak myśleć bo nie mają poczucia bezpieczeństwa. Taki to niestety paradoks. Są wyjątki od tej reguły (tak na pocieszenie). Moja teściowa która sama musiała sobie przez długi czas w życiu radzić z dwoma synami w wieku szkolnym wtedy, jest osobą która posiada bardzo mało rzeczy. Bardzo. Czasami wręcz jest to dla mnie zadziwiające. Ona po prostu czuje się wolna dzięki temu. Tak myślę. Mam bardzo czysty, przestronny dom dzięki temu. Wie również, że jeśli coś się w życiu zmieni będzie jej łatwo zabrać to co ma w inne miejsce. To jest świetna idea dla młodego pokolenia.

          • Podoba mi się co piszesz i tak, też w taki sposób myślę o minimalizmie i moim byciu minimalistką. Ja biorę z niego jak mogę najwięcej, ale do takiego momentu, kiedy czuję się z tym komfortowo i dobrze. Nie uważam, że minimalizm jest tylko i wyłącznie jeden i nie lubię sztywnych ram, które niektórzy próbują na niego i osoby się nim interesujące narzucać. Życie nie na tym polega 🙂

        • Moja mama, gdy urodził się mój synek wyjęła z szafy kocyk, który ja dostałam na Chrzcie w prezencie (co akurat było dla mnie bardzo symboliczne i ważne) i pościele dziecięce, które trzymała ponad 20 lat, które to niestety wiele przez te lata straciły na swojej atrakcyjności. Chcę po prostu powiedzieć, że wiem o czym piszesz, znam ten model postępowania i do tej pory pamiętam strych w moim rodzinnym domu, gdzie na podłodze dosłownie walały się ubrania, z których my dzieci, wyrastaliśmy a mama zatrzymywała w sumie nie wiem po co. Dopiero niedawno zrobiła z nimi porządek 🙂 Tak jak Ty zatem musiałam tych wzorców szukać gdzie indziej, sama musiałam je odkryć i wdrożyć w życie 🙂