MINIMALIZM I DZIECKO

Minimalizm i dziecko, czyli co z tymi prezentami?

Od kilku tygodni chodzi za mną ten post. Chodzi i nie zostawi mnie pewnie do momentu aż się nim z Wami nie podzielę i aż nie dokonam pewnych zakupów. Jakich? Już Wam mówię.

Nie wiem jak to wygląda u Was, ale w naszej rodzinie Zajączek jest Wielkanocnym odpowiednikiem Bożonarodzeniowego Aniołka, który przynosi dzieciom prezenty. Tak więc od kilku tygodni przeszukuję internet i swoją głowę w poszukiwaniu idealnych zabawek dla moich dzieci. Tak jak w przypadku córeczki nie mam większego problemu, bo i ona niezbyt wymagająca i pole do popisu dużo mniejsze, tak w przypadku Jo jestem w kropce. Dużej kropce. Okazuje się bowiem, że zarówno minimalizm, który wpływa na moje wybory jak i uważność, którą staram się w towarzystwie dzieci wprowadzać w życie sprawiły, że w mojej matczynej głowie powstał niemały chaos. Innymi słowy zatem: nic nie jest wystarczająco dobre lub wystarczająco ‚na czasie’ u mojego synka bym chciała to kupić! 😛

Już jakiś czas temu zauważyłam i dlatego zresztą tak często o tym piszę na blogu, że moje dziecko nie potrzebuje tysiąca zabawek do tego by dobrze się bawić, by w ogóle się bawić. Okazuje się, że najczęściej potrzebuje po prostu towarzystwa jednego z nas. Gdy natomiast jesteśmy i dajemy mu swój czas nasza zabawa zabawkami sprowadza się głównie do budowania z klocków, jeżdżenia drewnianym pociągiem po kilometrowych już prawie torach, układania puzzli czy czytania bajek. Poza tym wiadomo, bieganie, chowanie się i tym podobne 🙂

Z jednej strony bardzo cenię sobie tą wiedzę o swoim dziecku, ale z drugiej sprawia mi ona niemały problem. Gdybym bowiem była rodzicem trochę mniej zaangażowanym może kupiłabym po prostu coś, gdybym nie wierzyła w to, że warto nie zawalać swojej i dziecka przestrzeni rzeczami zbędnymi też kupiłabym coś. Tak jednak nie jest i dlatego zachodzę w głowę nad tym co sprawi mu autentyczną przyjemność i po kilku dniach nie wyląduje zapomniane gdzieś w kącie. Tak naprawdę zanim Jo osiągną ten oszałamiający wiek dwóch i pół lat zdarzyło mi się już popełnić błędy w kwestii prezentów. Prezentów, które chyba kupowałam tak trochę jemu a trochę sobie, wierząc, że są lepsze niż w rzeczywistości są i że synek je pokocha. Dwa razy poległam i nie chcę więcej. Nie chcę wydawać pieniędzy na coś co się nie sprawdzi i nie chcę, by mój synek był właścicielem kolejnej zabawki, która nie skradnie jego serca, lub choćby nie będzie na tyle ciekawa, by raz na jakiś czas z przyjemnością do niej nie wrócić. To nie chodzi o to, by moje dzieci nie miały zabawek, chodzi o to, by były to zabawki, które są w użyciu a nie zalegają gdzieś w pudle prawie zapomniane (tych zresztą nadal mamy pod dostatkiem).

Zastanawiam się zatem jakim kierować się kluczem przy ich wyborze? Czy iść w stronę tego co już sprawdzone? Czy inwestować w przyszłość i nowości, które mają duży potencjał, ale mogą nie od razu przypaść mu do gustu lub po prostu będzie musiał do nich trochę dojrzeć? Czy może, widząc co w tym co robimy my, rodzice, kręci go najbardziej, podarować mu własną, mini wersję naszego świata?

W jaki sposób Wy wybieracie zabawki swoim dzieciom? Na co zwracacie uwagę? Czasami wydaje mi się, że ja chyba chcę zbyt wiele pieczeni upiec przy jednym ogniu, ale może wcale tak nie jest?! 🙂

Related posts

MINIMALIZM I DZIECKO

Z dziećmi o posiadaniu i modzie? 4 warte uwagi książeczki, które poruszają te tematy.

Miałam w ostatnim czasie wielkie szczęście trafić razem z moimi dziećmi na cudowne książeczki, w których przewijają się temat...

MINIMALIZM I DZIECKO

Jak mądrze ograniczyć ilość zabawek? Przewodnik.

Ponieważ jestem matką, matką minimalistką, posty dotyczące tego jak wychowywać dzieci w tym duchu pojawiają się tutaj i pojawia...