MÓJ MINIMALIZM

Mierz wysoko, czyli jak wprowadzić do życia minimalizm i dlaczego warto to zrobić?

Wiecie co Wam powiem?! Od dłuższego już czasu obserwuję na sobie efekty jakie przyniosło ze sobą moje zainteresowanie minimalizmem i stanie się bardziej świadomym konsumentem wszystkiego i śmiem twierdzić, że nigdy nie byłam szczęśliwsza sama ze sobą i swoim życiem. Oczywiście MEGA rolę w tym wszystkim gra moja rodzina, która ostatnimi czasy znowu się powiększyła, ale wydaje mi się, że nie doceniałabym ani jej ani tego co mam w taki sam sposób, gdyby nie większa świadomość tego, jak na mnie wpływa tzw. chciejstwo.

Ostatnio wyczytałam w jednym z artykułów, że w przeciętnym amerykańskim domu znajduje się 300 000 rzeczy? Trzysta tysięcy?!!! I choć wierzę w to, że Polacy jeszcze w tej sferze Amerykanów nie dogonili to jednak przeraża mnie myśl, że dla wielu jest to celem. A posiadanie zbyt wielu rzeczy tak bardzo przytłacza, czyni życie takim przewidywalnym i nudnym przecież. Co bowiem, tak na dłuższą metę, może być ekscytującego w cotygodniowych zakupach, cotygodniowym odwiedzaniu sklepów z ubraniami, przeglądaniu wieszaków, mierzeniu dziesiątek ubrań, płaceniu za nie i przywożeniu do domu. Co jest tak bardzo pociągającego w ich późniejszym układaniu na półkach po to tylko, by wraz z napływem nowej gotówki, czy też nawet nie, pójść i powielić ten model zachowania po raz kolejny???

Wiem, wiem, to wszystko przynosi ze sobą chwilową satysfakcję, zastrzyk adrenaliny i samozadowolenia (taj jak jedzenie słodyczy na przykład 😛 ), ale jeśli dłużej się nad tym zastanowić, to zaraz nasuwa mi się pytanie: dlaczego to jak się czuję ma zależeć od tego ile rzeczy posiadam? Poza tym jeśli już coś chcę mieć to czy nie lepiej by było to kupione nie z powodu odruchu, który w sobie mam, ale dlatego, że tego naprawdę potrzebuję lub że długo na to czekam i świadomie podejmuję decyzję o takim czy innym zakupie? Po sobie widzę, że o wiele więcej satysfakcji przynosi mi ten drugi sposób działania.

A dlaczego warto zainteresować się minimalizmem?

Odkąd rzeczy dla siebie kupuję bardzo rzadko i wybiórczo, odkąd długo szukam tego czego chcę i długo na takie zakupy czekam to zauważyłam, że stałam się szczęśliwsza. Jakim cudem? Bo po pierwsze okazało się, że oszczędzanie daje mi dużo więcej satysfakcji niż wydawanie, że czekanie na jakiś zakup jest przyjemniejsze niż samo kupowanie, że nie myślenie ciągle o tym, co chciałabym sobie kupić zostawia mnóstwo czasu na inne zajęcia i przyjemności, że planowanie tego na co przeznaczy się zaoszczędzone pieniądze jest o niebo lepsze niż ich bezmyślne wydawanie! Odkąd wyleczyłam się z wiecznego chciejstwa dużo czasu spędzam snując plany na przyszłość tj. miejsca, które chcę zobaczyć, rzeczy, które chcę zrobić z dziećmi i z mężem, inwestycje na przyszłość, o których warto myśleć. Wszystko to daje mi niezmiernie dużo satysfakcji i dlatego gwarantuję, że jeśli zdecydujecie się na jakąkolwiek formę minimalizmu nie pożałujecie!

Jak zatem wprowadzić minimalizm w życie?

W jednym z mądrych tekstów na ten temat wyczytałam, że najprostszym i najskuteczniejszym sposobem na ograniczenie swojej konsumpcji jest przyjęcie nowych, bardzo wysokich standardów dotyczących rzeczy, które wpuszczamy do swojej przestrzeni domowej i swojego życia. I wiecie co? Zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%. Oczywiście nie chodzi tutaj o to, by te nasze nowe wymagania były z kosmosu i totalnie nie na nasze możliwości. Chodzi raczej o to, by rzeczy mające się kiedyś u nas pojawić były możliwie z jak najwyższej półki na jaką wiemy, że po jakimś czasie odkładania będzie nas stać.Tym sposobem nie wyzbywamy się przyjemności jaką niewątpliwie są zakupy, ale odkładamy ją w czasie i przyczyniamy się do tego, by nasze otoczenie nie opływało w bylejakość i niepotrzebny nadmiar. Chodzi też o to, by jak najwyżej podnieść poprzeczkę tego jak np. mam się w danej rzeczy czuć, jak bardzo jej wyglądem mam się zachwycać itp. itd. Nie zgadzaj się na coś co budzi w Tobie uczucia średnie, letnie, co jest prawie idealne, ale jednak to jeszcze nie to. PODNIEŚ STANDARDY! Gwarantuję, że nie pożałujesz! 🙂

Ponadto:

  • tak jak pisałam w tym poście, zrezygnuj z przyjmowania wszelkiego rodzaju „prezentów” od innych. Oczywiście nie chodzi tutaj o te urodzinowe czy z okazji Świąt, ale te, które otrzymujemy przy okazji wizyt w restauracjach, sklepach, kinach czy u lekarza z dziećmi. To te „prezenty”, które po przywiezieniu do domu okazują się w większości przypadków zwykłymi śmieciami, nie wartymi naszej uwagi a jednak zajmującymi naszą przestrzeń. Naucz się dziękować za nie, ale jednak odmawiać.
  • świadomie rób zakupy. Tak jak mówi się, że głodny człowiek nie powinien chodzić na zakupy spożywcze do momentu, aż czegoś w domu nie zje, tak osoba, która chce do swojego życia wprowadzić minimalizm powinna do sklepów chodzić z konkretną listą tego, czego POTRZEBUJE i starać się jej trzymać. Nie radzę iść na żywioł, zwłaszcza na początku drogi. Warto pamiętać, że marketingowcy spędzili lata nad tym, by rozpoznać ludzkie słabości a potem wprowadzić w życie sposoby na to, jak potencjalnego klienta wodzić za nos i koniec końców namówić na zakupy.
  • kiedy stajesz na rozdrożu i zastanawiasz się, czy rzecz którą właśnie masz w ręce warto kupić czy nie, myśl o przyszłości jaką chcesz budować, o stylu życia, który chcesz by prezentowało Twoje otoczenie i Ty. Wtedy będziesz wiedzieć od razu, czy warto w nią inwestować czy nie. Gdy natomiast jakaś rzecz trafia do Ciebie bez Twojego na to wpływu, bo na przykład została Ci przez kogoś z Twojego otoczenia podarowana, rób podobnie. Jeśli wiesz, że mimo swojej miłości i szacunku do obdarowującego nie będziesz z tej rzeczy korzystać, ani tym bardziej nie pasuje ona do Ciebie i Twojej rodziny, spróbuj znaleźć kogoś dla kogo okaże się ona rzeczą bardzo przydatną i oczekiwaną i przekaż ją po prostu dalej.

Innymi słowy, wpuszczaj do swojego domu tylko rzeczy, których jesteś pewna / pewien, że po jakimś czasie nie będziesz chciała / chciał się ich z niego pozbyć, bo na przykład zechcesz je zastąpić czymś lepszym. Czy nie lepiej od razu na to lepsze poczekać?

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

MÓJ MINIMALIZM

Dlaczego warto ograniczyć zakupy? 7 konkretnych powodów.

Ponieważ po raz kolejny w tym roku nastał sezon wyprzedaży i obniżek wszelakich pomyślałam, że to doskonała okazja do tego, by ...

  • kultur-alnie

    Zaczynam odgruzowywać przestrzeń wokół siebie. Cieszę się tym jak dziecko. Najchętniej urządziłabym garażową wyprzedaż. Minimalizm bardzo ładnie wpisuje się w mój obecny stan ducha i wierzę, że zostanie ze mną na dłużej.

    • Powiem Ci, że z czasem jest jeszcze lepiej. Ja ostatnio mam taki dziwny stan, że niesamowitą radość sprawia mi niekupowanie sobie rzeczy 😀 A jak już kupuję to też mam niezwykłą radość, bo jest to najczęściej zakup bardzo wyczekany! Pozbywanie się rzeczy stało się dla mnie tak miłe jak dawniej ich kupowanie 🙂 Miłej drogi zatem Ci życzę!

  • Fajnie, że napisałaś to w taki przystępny i praktyczny sposób, ja zawsze mam problem by to ubrać w słowa, mimo, że filozofia minimalistów jest przecież bardzo prosta. U mnie minimalizm nie jest taki czarno-biały, bo to dużo więcej niż świadome zakupy (to często brak zakupów i da się, nawet jak się ma rodzinę!).Niekupowanie, podobnie jak Tobie, sprawia mi ogromną radość.

    • A dlaczego myślisz, że u mnie minimalizm jest czarno – biały? Właśnie na odwrót. Wydaje mi się, że ten mój własny minimalizm jest pełen szarości i wiele rzeczy jest w nim dozwolone i możliwe. I u mnie też mój minimalizm to nie tylko ograniczone zakupy lub ich brak, ale zdecydowanie najłatwiej jest mi o tej sferze pisać i na jej przykładzie tą moją fascynację minimalizmem tłumaczyć 🙂