MÓJ MINIMALIZM

Komu, komu, czyli dla kogo minimalizm?

Zastanawiam się ostatnio intensywnie nad tym, do kogo skierowany jest minimalizm, kto najczęściej wchodzi na taką drogę ku prostszemu, bardziej intuicyjnemu życiu a komu wydaje się, że do niej nie dorósł bądź, że jeszcze nie czas na upraszczanie i minimalizowanie. Pod jednym z moich postów nawet toczyłam na ten temat krótką rozmowę z jedną z Was. Doszłyśmy w niej do pewnych wniosków, o których ja nadal myślę i o których postanowiłam napisać, zwłaszcza, że jestem świeżo po seansie cudownego filmu dokumentalnego „Minimalism. A documentary about the important things”, który naładował mnie pozytywną energią i chęcią, by się swoimi przemyśleniami podzielić. 

Pamiętam jak wyszła ostatnia książka Agnieszki Maciąg „Pełnia życia” i jak z tej okazji ta piękna kobieta pojawiła się w studiu pewnego porannego programu, by o książce i swoim życiu opowiedzieć. Pamiętam też jak po obejrzeniu rozmowy zajrzałam pod spód filmiku zamieszczonego w internecie, by przeczytać komentarze na ten tamat i jak znalazłam tam jeden, który brzmiał mniej więcej tak: „ona to sobie może mówić o poszukiwaniu siebie i szczęścia jak ma pieniądze i nie musi harować w pracy, której nie trawi. Normalny człowiek nie ma na to czasu”. Pomijając fakt, że nie cierpię, gdy jedni ludzie zarzucają innym to, że im się w życiu udało, bo przecież sukces jakkolwiek go nie pojmujemy spadł tym drugim z nieba a nie pojawił się w ich życiu jako konsekwencja ciężkiej pracy i trafnych, mądrych wyborów, to zaczęłam się zastanawiać nad tą drugą częścią tej dość niemiłej wypowiedzi. „Normalny człowiek nie ma na to czasu.”

Czy rzeczywiście jest tak, że nad swoim życiem zastanawiamy się tylko wtedy kiedy pewne rzeczy mające na nie wpływ mamy zagwarantowane? Prawdą jest to, że np. w stronę minimalizmu często zwracają się osoby bezpieczne finansowo, to, że slow life cenią Ci, którzy zasmakowali tego, czym jest tzw. fast life i życie z pozornym sukcesem u boku? Czy to nie jest tak, że często jak już mamy, albo jesteśmy bardzo blisko tego co chcemy mieć vel. osiągnąć to wtedy wreszcie odkrywamy, że to nie o to w życiu chodzi, nie tego chcemy, nie o tym marzymy, nie taki jest nasz cel? A wcześniej o tym nie myślimy? Nie zastanawiamy się nad tym, gdzie i po co chcemy iść? A może właśnie myślimy o tym codziennie, tyle, że potem znienacka spadają nam na oczy czarne okulary przez które widzimy tylko jeden kierunek? Co o tym sądzicie?

Kilka dni temu obejrzałam film dokumentalny „Minimalism. A documentary about the important things” i on jakby potwierdza tą tezę, choć na szczęście nie do końca. Bo wśród ludzi, którzy osiągnęli to przysłowiowe wszystko i którzy dopiero tam na szczycie się opamiętali i stwierdzili, że to nie tędy droga są też tacy, którzy zdążyli odkryć minimalizm wcześniej. Co im to dało? Spokój ducha wynikający z tego, że doceniasz to życie, które masz na tym poziomie na którym masz. I jeśli do czegoś w nim dążysz to nie dlatego, że chcesz się wykazać przed innymi, ale dlatego, że chcesz spróbować. „Normalny człowiek” też może mieć czas i chęci, by zastanawiać się nad tym jak jego życie może wyglądać albo jak chce by wyglądało. Nie warto wszystkiego sprowadzać do pieniędzy i twierdzenia, że jak osiągnę już wszystko co chcę wtedy będę się zastanawiać nad tym co ma dla mnie prawdziwą wartość a co nie. Prawda jest bowiem taka, że gro z nas nie osiągnie tego o czym marzy, co wcale nie równa się przecież poniesieniu klęski. Co więcej to właśnie „normalny człowiek” jest w stanie najwięcej na minimalizmie skorzystać i darować sobie te lata spędzone na nieustannej gonitwie za czymś co może nigdy nie nadejść i co prawdopodobnie wcale nie przyniesie nam takiej satysfakcji i szczęścia jakich oczekiwaliśmy. I nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o to, by nie starać się poprawiać swojej sytuacji, choćby tej finansowej, ale o to, by robić to z głową, bez zazdrości i zawiści wobec tych którym się udało i z oczami utkwionymi nie w przysłowiowym złotym cielcu a w tych rzeczach dzięki którym możemy do celu iść, nawet jeśli bardzo powoli i nie zawsze skutecznie.

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Minimalizm i hygge. Co je łączy?

Ponieważ znam minimalizm i ponieważ znam hygge, czyli duński, osławiony ostatnio bardzo, sposób na szczęśliwe życie wymyśliła...

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

  • Dobre! Ja na pewno nie osiągnęłam takiego bogactwa i poziomu życia o jakim początkowo marzyłam. I w tym całym pędzie do tych marzeń odkryłam co jest dla mnie ważne. Tak jak mówisz, nie oznacza to, że nie mam ambicji czy poniosłam klęskę. Opamiętałam się w porę i doceniłam jak wiele już posiadam. Umiem się teraz cieszyć z małych rzeczy, jak dziecko, o czym w wstępowaniu w dorosłe życie często zapominamy.

    • Podobnie u mnie. I już nie marzę o tym bogactwie a jedynie o spokojnym umyśle i bezpieczeństwie, tym finansowym też, choć nie na jakimś kosmicznym poziomie. Na poziomie wystarczającym 🙂

      • Powiedźmy, że na obecnym poziomie + wakacje raz do roku i byłoby super;)

  • Marta Re

    Według mnie minimalizm jest jak hipermarket – sporo działów i rozmaitego towaru. Nasza spraw co wybierzemy i z czym z sali sprzedaży wyjdziemy.

    • Kurcze, chyba nie bardzo Cię rozumiem. Nie porównałabym minimalizmu do hipermarketu, choć chyba jak się zastanowię to domyślam się o co Ci chodzi. O to, że to my decydujemy co z niego bierzemy dla siebie i na jaki jego poziom i styl jesteśmy się w stanie zdecydować?

  • Wiktoria Pawlak

    Trafne podsumowanie tematu. Ja zaczęłam minimalizm gdy w pewnym momencie życia byłam zbyt przytłoczona ilością spraw, które się dzieją. Książka trafiła do mnie w odpowiednim momencie. Stwierdziłam, że muszę zminimalizować w jakiś sposób ilość spraw ilość rzeczy, które mam wokoło siebie.

  • Ile osób tyle pojęć minimalizmu. Jedni chcą osiągnąć wszystko od razu i skupiają się na porażkach, inni stopniowo dążą do celu. Podobnie jest z zero waste – nie od razu Rzym zbudowano. Jeśli ktoś chce zastanawiać się nad własnym życiem, może to robić niezależnie od sytuacji finansowej czy pochodzenia. Myślenie nie kosztuje, zmiana nawyków również. A film czeka u mnie na liście do obejrzenia. Nie mogę się doczekać! 🙂

    • Film polecam bardzo, nawet mój Be jest już po seansie i stwierdził, że było warto 😛

  • Ciekawa teza. Nie wiem, czy się z nią zgadzam. Myślę, że normalny człowiek dlatego jest normalny, że myśli o różnych wartościach, nie koniecznie musi gdzieś je uzewnętrzniac i napewno nie traci czasu na pisanie głupich komentarzy dyskredytujących inne osoby.

    • Ja się całkowicie z Tobą zgadzam, ale z wypowiedzi tej konkretnej osoby wyciągnęłam wniosek, że ‚normalny człowiek’ to ten, który jest na tyle zapracowany i pochłonięty życiem i próbą jego jakiegokolwiek przeżycia, że nie ma czasu na takie ‚głupoty’ jak myślenie o tym gdzie i jak szukać w tym życiu szczęścia czy spełnienia. Wiele jest osób tak usprawiedliwiających swoje wybory na życie lub ich brak.

  • narentis

    Ojej a gdzie mogę ten film obejrzeć?

    • Ja oglądałam go na Netflixie. Jeśli tylko natknę się na niego gdzieś indziej na pewno dam znać na fb! 🙂