SLOW LIFE

„Jesteś tego warta”, czyli kilka słów o dbaniu o siebie.

Przeczytałam ostatnio ciekawy artykuł na temat „self – care”. Okazuje się, że dbanie o siebie nie jest niczym nowym i nie jest ono wcale objawem narcyzmu, ale raczej rodzajem czujności, co głosili już Sokrates czy Platon. Dbanie o siebie (czyt. czytanie czy nauka) wtedy i wieki później prowadziło bowiem do poznawania siebie. Autor artykułu dowodzi jednak, że w dzisiejszych czasach hasło „self – care” (opieka własna) zostało sprowadzone, zwłaszcza przez zachodnią kulturę do kupowania rzeczy i podejmowania kolejnych prób na to, by stać się lepszym, bardziej produktywnym pracownikiem, który później będzie wydawał majątek na to, by ‚dbać o siebie’ w sposób jaki jest nakazany w środowisku. Spece od marketingu sprowadzili dbanie o siebie do słów: zasługujesz na to, jesteś tego warta i nie ważne czy chodzi tutaj o przerwę na lunch w fast – foodowej sieciówce czy też najnowszy cień do powiek, który sprawi, że oczy zabłyszczą nowym blaskiem. Ważne, że tak właśnie ich zdaniem ma wyglądać nasza opieka nad nami samymi. Inwestujmy w siebie, dbajmy o siebie, ale na warunkach reklamodawców…

A co jeśli my tego nie kupujemy? Tego przekazu i tych produktów czy usług? Co jeśli, wbrew temu co nam wmawiają, gdy czujemy się wypaleni i zmęczeni, miast zwrócić się o pomoc do firm zawodowo się takową zajmujących (zamiast masaży, fitness clubów, pudełkowych diet) my zechcemy po prostu zwolnić tempo i po ludzku, bezczynnie odpocząć? Zdaniem marketingowców maści wszelakiej w ten sposób pozbawiamy się na własne życzenie możliwości na to, by zaspokoić swoje potrzeby, głównie te nieistniejące, wyimaginowane… Idąc dalej tym tropem. A co jeśli ja doskonale wiem, że „jestem tego warta”? Pewnie, że jestem! Jestem warta tego co najlepsze, tyle, że moja świadomość tego faktu wcale nie oznacza, że muszę sobie tą moją wartość na każdym kroku udowadniać i za nią płacić kupując produkty, które mają, zdaniem speców od marketingu, potwierdzić ją w oczach innych. Moja bowiem świadomość swojej wartości oznacza dla mnie głównie to, że nie muszę jej nigdzie potwierdzać, a jeśli już to robię to robię to w sposób, który sama wybieram, robię to na własnych warunkach. Żadne nowe kosmetyki czy ciuch reklamowany hasłem: „zasługujesz na więcej” nie dadzą mi tego, co mogę dać sobie ja sama inwestując w swój rozwój, w swoje zdrowie czy szczęście rodzinne. To właśnie tego jestem tak naprawdę warta, tego, by dbać o siebie w taki sposób jaki sama sobie wybiorę, tego, by nikt nie próbował mi udowadniać na każdym kroku, że robię błąd, bo nie jem tego, nie ćwiczę tego, nie noszę tego i nie kupuję swoim dzieciom tego co powinnam. Jestem warta tego, by samej odkrywać swoje potrzeby i to w jaki sposób chcę je zaspokoić…

A Wy?

Related posts

SLOW LIFE

Jak pokochałam ciszę, czyli o tym dlaczego warto się z nią zaprzyjaźnić.

Nie wiem jak to wyglądało u Was, ale ja wychowywałam się w domu, w którym od pewnego momentu telewizor był niemalże pełnoprawny...

SLOW LIFE

Wenecja z dziećmi, czyli jak podróżować w rytmie slow i się tym cieszyć!

Kilka tygodni temu (ale ten czas leci!) wybraliśmy się z dziećmi na 5 - dniowe wakacje do Wenecji (Ci z Was, którzy obserwują ten ...

  • I słusznie;P

  • Do Ka

    Dziękuję Ci za przypomnienie tego posta. Naprawdę to co napisałaś jest piękne i tak trudne w dzisiejszych czasach. Moimi faworytkami w dziedzinie dbania o siebie są panie które dbają wyłącznie o swoje paznokcie i…. nic poza tym😉 Tendencja „zrób sobie przyjemność= kup coś” jest tak silna, że trudno sobie wyobrazić żeby w robienie sobie przyjemności wkładać jakikolwiek wysiłek. Dlatego też cenię osoby które zaczynają ćwiczyć. Wymaga to wysiłku, systematycznej pracy, jest korzystne dla zdrowia, uczy cierpliwości i wytrwałości. W konsumpcyjnym świecie nie ma miejsca na wysiłek. Wszystko ma być proste. Może by tak opracować plan jak dbać o siebie w inny sposób?

    • Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale ostatnio poczułam, że potrzebuję dłuższej przerwy od bloga, trochę zainwestowałam w siebie, można powiedzieć 😛 Zgadzam się z tym co piszesz, razi mnie powiedzenie, że jak masz zły humor czy nie układa Ci się w życiu to najlepsze są zakupy, takie lekarstwo na wszystko i jeszcze oznaka dbania o siebie w jednym. Podobnie fryzjer, paznokcie itp. masz rację, na wszystko jest miejsce w życiu, na takie przyjemności też, ale niech one czemuś towarzyszą, niech będą dodatkiem a nie sensem naszego działania. Ja mam fioła na punkcie rozwijania się, na razie głównie jako matka, ale też jako kobieta. Mam wrażenie, że to jest właśnie odpowiedni sposób na dbanie o siebie i swoje relacje, reszta to powłoka. Tak naprawdę trzeba inwestować swój czas w głowę, duszę i serce i nimi się zajmować w pierwszej kolejności! Ćwiczenia, ech, muszę zacząć znowu, bo dałam sobie odpust latem i teraz robi się nieciekawie w temacie 😛 Ps. Dzięki za pomysł na post! Jak już w końcu zmotywuję się do pisania, to postaram się i na ten temat coś z siebie wykrzesać. Pozdrawiam!