SLOW LIFE

Jak pokochałam ciszę, czyli o tym dlaczego warto się z nią zaprzyjaźnić.

Nie wiem jak to wyglądało u Was, ale ja wychowywałam się w domu, w którym od pewnego momentu telewizor był niemalże pełnoprawnym członkiem rodziny. Znaczy to tyle samo co to, że był niemal ciągle włączony, nawet, gdy nikt go nie oglądał i zajmował się swoimi sprawami ten ‚chodził’ w tle. Zerkało się zatem na niego mimochodem, czasami zagapiało się na dłużej. Jestem pewna, że w dzieciństwie nie korzystałam z jego obecności w jakiś zaawansowany sposób, z prostego powodu, oferta programowa dla dzieci nie była tak szeroka jak dzisiaj i ograniczała się głównie do codziennych bajek na dobranoc i kilku programów weekendowych. Gdy dorastałam wpadłam jednak za sprawą takiego a nie innego wykorzystywania telewizora w pułapkę dźwięku. Tylko, że nie na tv się skończyło. Wiadomo, nastolatka równa się muzyka, no stop muzyka. Był w moim życiu nastoletnim nawet epizod spania przy włączonym radiu, wiecie, na wypadek, gdy w nocy się obudzę i mogłoby być za cicho w pokoju…

Można zatem powiedzieć, że przez dwadzieścia kilka lat dźwięk towarzyszył mi nieustannie. Przy grającej muzyce czy włączonym tv się uczyłam, czytałam, rozmawiałam. Co gorsza, uważałam, że dźwięk mi w tych czynnościach pomaga… Nawet, gdy mieszkaliśmy już w Danii przez długi czas uważałam za naturalne dla siebie i mojego / naszego życia małżeńskiego, że ciszę mam w nocy, tylko wtedy, w dzień natomiast dominują efekty dźwiękowe rodzaju wszelakiego. Tak naprawdę do momentu pojawienia się w moim życiu Jo nie zastanawiałam się głębiej nad sensownością aż takiego zaangażowania mediów w moje życie. Teraz nie potrafię tego zrozumieć, co więcej, wiem, że nie umiałabym już tak żyć.

Wiecie, wydaje mi się, że w wielu przypadkach dźwięk pełni podobną funkcję co zakupy. Zagłusza, omamia, ogranicza i pozwala żyć nieświadomie, bezwiednie. Oczywiście nie mam tu na myśli chwil, kiedy słuchamy muzyki czy oglądamy film z powodu wielkiej na nie ochoty. Myślę tu raczej o życiu, które toczy się przytłoczone odgłosami wydawanymi przez różnego rodzaju sprzęt, takim, gdzie nie ma żadnego sensownego usprawiedliwienia dla tak intensywnej obecności dźwięku w naszym życiu, a jednak ona jest, nierzadko dominująca. Kiedy jest głośno nie myślimy, chociaż nie, myślimy, o sprawach błahych, prostych do załatwienia, nie absorbujących, nie rozmyślamy natomiast. W obecności osób czy też postaci stale do nas mówiących z tv, radia czy komputera nie mamy sił i ochoty na to, by rozmyślać, zastanawiać się, kontemplować swoje życie. Żyjemy, ale rzadko wiemy dlaczego i po co. I tak nam dobrze. Do czasu.

Moje podejście do ciszy i potrzeby jej obecności w moim życiu zmieniły narodziny synka. Jakoś podświadomie czułam, że cisza jest tym czego potrzebuje on, ale też i ja. Same narodziny dziecka okazały się tak dużym chaosem, tak wiele zmieniły w mojej psychice i ciele, że wiedziałam, że muszę zadbać o to, by w tym wszystkim nie zwariować. Okazało się, że wariuję, gdy otacza mnie zbyt wiele bodźców dźwiękowych, że muszę je sobie dozować, ograniczać. Co więcej, chciałam bardzo, by moje dziecko nie poznawało świata od jego najgorszej momentami, najbardziej rozwrzeszczanej strony, chciałam by zaprzyjaźniło się z dźwiękiem a nie było nim przytłoczone. Z tych właśnie powodów cisza powoli, ale za to na stałe zagościła w moim życiu i domu. Teraz to ona jest nieodłącznym elementem codzienności mojej, mojego męża i moich dzieci. Dźwięki i źródło ich pochodzenia sobie wybieramy wtedy kiedy mamy na nie dużą ochotę. Na szczęście dla mnie i mojego nowego spojrzenia na ten ‚problem’ dzieje się tak niezbyt często. Tak jest nam najlepiej 🙂

A oto kilka innych argumentów przemawiających na korzyść ciszy:

  • W ciszy odpoczniesz i odnowisz swoje zasoby.
  • W ciszy odkryjesz co jest ważne.
  • W ciszy znajdziesz porządek w chaosie.
  • W ciszy znajdziesz swój sens.
  • W ciszy zredukujesz swój stres.
  • W ciszy wyleczysz duszę.

To wszystko prawda najprawdziwsza. Cisza niesie ze sobą spokój a spokój niesie możliwości, świadomość i sens 🙂

Related posts

SLOW LIFE

Wenecja z dziećmi, czyli jak podróżować w rytmie slow i się tym cieszyć!

Kilka tygodni temu (ale ten czas leci!) wybraliśmy się z dziećmi na 5 - dniowe wakacje do Wenecji (Ci z Was, którzy obserwują ten ...

SLOW LIFE

Prostsze życie? 6 oznak, że jesteście na nie gotowi!

Do tej pory pamiętam czas kiedy zrozumiałam, że chcę prostego, intuicyjnego, spokojnego życia, że chcę prostoty i minimalizmu. W...

  • Do Ka

    Cisza prowokuje do myślenia. Dla mnie wyjątkiem jest muzyka klasyczna. Mój syn potrafi odrabiać lekcje tylko w ciszy albo przy tej właśnie muzyce. Jednak kiedy zostanie się w ciszy i w samotności, nachodzi człowieka refleksja. Z drugiej strony czy czasami takie przemyślenia nie potęgują lęku? Myślę, że to też zależy od sytuacji. Potrzebujemy ciszy dla odpoczynku, ale można w niej również zagłębić się w swoje obawy.

    • Masz rację, można, choć z drugiej strony jeśli dobrze poznasz swoje obawy może później pomyślisz nad tym, by nad nimi pracować? Osobiście znam jednak osoby, które ciszy i spokoju się chyba obawiają (w tym moja rodzona siostra) i robią wiele, by nie zagościła na stale w ich życiu. Mnie cisza uwolniła w jakimś stopniu, bo te refleksje, które mnie w ciszy zaczęły nachodzić były tym czego mi było na danym etapie życia bardzo trzeba.