MÓJ MINIMALIZM

Jak nie kupować na wyprzedażach, czyli co robisz źle.

27grudnia z konieczności dane mi było być około godziny 11 w dużym centrum handlowym. Nieświadoma niczego stwierdziłam, że jest to najlepszy czas na to, by w końcu znaleźć sobie coś w czym mogłabym wystąpić na zbliżającym się balu sylwestrowym. Ponadto pomoc mamy przy rocznej córce okazała się dodatkowym bodźcem do tego, by z tymi zakupami nie czekać dłużej (co było istniejącą możliwością). Ponieważ dobre kilka tygodni wcześniej zauważyłam, że nie posiadam nic co nadawałoby się na taką imprezę jak Sylwester stwierdziłam, że jest to doskonała okazja do tego, by poszukać wymarzonego, klasycznego, czarnego kombinezonu co to i na bardziej i na mniej oficjalną okazję będzie jak znalazł lub fajnej, równie uniwersalnej małej czarnej, której również nie posiadam. Wybrałyśmy się zatem we trzy na te, w istniejącej sytuacji bardzo potrzebne zakupy co okazało się zabiegiem po pierwsze, na szczęście skutecznym i po drugie, niezwykle pouczającym!

Dlaczego pouczającym? Dlatego, że oto tego 27 grudnia przypomniałam sobie na czym polegają i jak wyglądają wyprzedaże w sklepach stacjonarnych. A mianowicie: chaos, tłum, tumult i kolejki. I stojąc tak w jednej z nich (jakieś 20 – 30 min.!) w jednym ze sklepów, do którego bon prezentowy dostałam pod choinką i grzechem było nie spróbować go w tej właśnie sytuacji wykorzystać pomyślałam sobie, że powstanie taki a nie inny wpis na blogu. Oto zatem kilka moich spisanych obserwacji na temat tego jak nie kupować na wyprzedażach i nie tylko.

  1. Nie masz pojęcia czego chcesz i na zakupy wybierasz się tylko dlatego, że kusi Cię słowo WYPRZEDAŻ. W kolejce do przymierzalni w jednym ze sklepów stała przede mną dziewczyna z 13-stoma wieszakami w ręce. Niemal na każdym z nich znajdował się inny rodzaj ubrania, inny materiał i inny krój. Widząc to pomyślałam sobie jak wielki ta dziewczyna robi błąd. Chce kupić coś, ale sama nie wie co. Nie wie czego jej brakuje, nie wie czego szuka i koniec końców prawdopodobnie wyląduje w domu z torbą rzeczy, które kupi tylko dlatego, że nie wypada nie skorzystać z okazji.
    Ja sama już od dawna na zakupy chodzę po coś konkretnego, najczęściej wiem już jak taka rzecz ma wyglądać i jak ja mam się w niej czuć. Coraz częściej robię też tak, że zanim wybiorę się do jednego z ulubionych sklepów stacjonarnych najpierw na ich stronie internetowej wypatruję te części garderoby, które potencjalnie są tymi, które są mi potrzebne i później, już w sklepie pytam i przymierzam tylko te, które wcześniej sobie wypatrzyłam. Myślę, że ta zasada ma swoją rację bytu zwłaszcza w dniach takich jak te wyprzedażowe, kiedy w sklepach panuje niesamowity szał i chaos niemożliwy do ogarnięcia. Naprawdę nie warto wybierać się na zakupy gdy nie wiemy czego szukamy. Poza tym ważne jest, by umieć stawiać sobie w takich dniach granice, których nie przekraczamy. Dużo łatwiej jest to zrobić oczywiście wtedy, kiedy wiemy dokładnie czego chcemy. Nie kuszą nas wtedy tak bardzo wiszące na wieszaku obok spodnie czy boho sukienka zupełnie nie w naszym stylu. Oduczyłam się brania do rąk rzeczy, które zepsułyby jednolitość mojej szafy, które do niczego nie pasują, „ale przecież dokupię do nich bluzkę i będzie super” lub, które nie są w moim obecnym rozmiarze, ale za to w tym planowanym na za kilka miesięcy. Nie, tego się sobie nie robi!
  2. Sugerujesz się określeniami ‚must have’ czy ‚hit sezonu’. Pamiętaj, jeśli to teraz jest ‚hit sezonu’ a sezon właśnie się kończy to już za kilka tygodni pojawi się na jego miejsce nowy ‚hit’, który również będziesz musiał / musiała a raczej chciał / chciała posiadać. Czy naprawdę uważasz, że na tym mają polegać Twoje zakupy i tak ma wyglądać Twoja szafa? Wyprzedaże są po coś, a mianowicie po to, by w jak najkrótszym czasie pozbyć się ze sklepowych półek towarów, które blokują miejsce dla nowych, tych, które już czekają na swoją kolej. Warto w ich trakcie kupować rzeczy jak najprostsze, basic-owe, które nie stracą na atrakcyjności, przydatności i modności zaraz po tym jak w sklepie pojawią się nowe ‚must have-y’.
    Już od dawna nie kupuję w sklepach ubrań opatrzonych metką rzeczy, „które musisz mieć w swojej szafie”. Kupuję to czego mi brakuje do tego, by swoją szafę skompletować w mądry, wydajny sposób. Nie kupuję tego co jest krzykliwe, głośne i rzucające się w oczy swoją aktualnością teraz a za kilka tygodni określane będzie mianem ‚passe’, no chyba, że akurat, dziełem przypadku jest to jedna z rzeczy, której moja garderoba wyjątkowo potrzebuje i która pozwoli mi ją niebanalnie uzupełnić.
  3. Kupujesz, bo nie możesz przegapić okazji cenowej. Niedawno zdarzyło mi się zaobserwować taką oto scenę: do sklepu obuwniczego, w którym ‚szaleje wyprzedaż’ wchodzi małżeństwo. Kobieta podchodzi do pary butów męskich i pyta się męża czy to o tych butach mówił i czy to je chciał kupić. Ten podchodzi do niej i uśmiechem na ustach mówi: „Przed przeceną ich cena brzmiała 298 złotych a teraz są przecenione a ich cena nadal wynosi 298 złotych…” Ot, pułapka marketingowa, na którą tak wielu się łapie. Zanim udamy się na zakupy wyprzedażowe to po pierwsze wiedzmy czego chcemy a po drugie wiedzmy ile to coś wcześniej kosztowało, choćby orientacyjnie. To, że na metce mamy przekreśloną ‚starą cenę’ wcale bowiem nie znaczy, że taka ona wcześniej była. Znaczy to jedynie, że właściciele czy zarządcy sklepu „nie są w ciemię bici” i wiedzą jak bardzo na ludzki mózg działa magia takich zdań jak: „40% off”, „50% taniej”, „było 199, jest 99”. Poza tym, żadna okazja cenowa nie jest warta swojej ceny w momencie, gdy wykorzystujemy ją na nabycie rzeczy, której w ogóle nie potrzebujemy i nie użyjemy w przyszłości.
  4. Kupujesz nie dla siebie a dla innych. Ostatnio byłam świadkiem rozmowy dwóch członkiń mojej rodziny, z których jedna, która pracuje w sklepie odzieżowym stwierdziła, że namówiła naszą wspólną znajomą na zakup bluzki, do której ta wcale nie była przekonana, ale za to, w której, zdaniem dziewczyny sprzedającej, wyglądała super i powinna ją sobie wziąć. Tym sposobem znajoma prawdopodobnie wyszła ze sklepu z kolejną rzeczą, której nie będzie nosić. Ile razy zdarzyło Wam się kupować w ten sposób? Kupujemy coś w czym ktoś inny nas widzi, w czym komuś innemu się podobamy. Kupujemy w nadziei, że się przekonamy do zakupu a potem wygląda to tak, że danej rzeczy nie wyciągamy z szafy lub właśnie wyciągamy, raz, po to tylko, by upewnić się, że trzeba było zawierzyć sobie, swojemu gustowi i samopoczuciu a nie innej osobie. W trakcie dni wyprzedażowych tym bardziej kierujemy się radą innych w trakcie wyboru ubrania. Dlaczego? Bu szukamy czegoś na szybko, bo jest głośno, tłoczno, bo chcemy mieć to z głowy, bo koleżance się podoba to ok, bo jeszcze dodatkowo ta niska cena, te 40% upustu, bo szkoda okazji, bo coś do tego dokupię i będzie super…
    Sama też niedawno kupiłam przez internet sukienkę, którą mój mąż zaakceptował a ja czułam się jak nie ja. Znalazłam w niej wady, które ją u mnie zdyskredytowały, ale które, pewnie kilka lat temu uznałabym za ‚naprawialne’ na tyle, by sobie ją jednak zostawić. Skutkowałby to tym, że wisiałaby w szafie jako jedna z wielu rzeczy, których miejsce należy tylko tam. Teraz nie popełniam już takich błędów i jeśli już wybieram się na zakupy to kupuję tylko to czego potrzebuję, szukam i tylko to w czym czuję się w 100% sobą!

A Wa co przychodzi do głowy, gdy słyszycie hasło: jak nie kupować na wyprzedażach?

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

MÓJ MINIMALIZM

Dlaczego warto ograniczyć zakupy? 7 konkretnych powodów.

Ponieważ po raz kolejny w tym roku nastał sezon wyprzedaży i obniżek wszelakich pomyślałam, że to doskonała okazja do tego, by ...

  • Marta Re

    Wyprzedaże to taki rodzaj sprawdzianu na ile jesteśmy minimalistami. Te oszczędności są tylko pozorne ponieważ kupujemy rzeczy, których i tak często nosić nie będziemy ( jeśli nie mamy samodyscypliny) i nie jesteśmy oporni na owe magiczne min 40 % i więcej. Też kiedyś ulegałam tego typu pokusom, całe szczęście zbieram paragony i czasami je sumuje.

    • Takie ‚oszczędności’ są bardzo pozorne, masz rację. Dlatego ja teraz na wyprzedażach ‚poluję’ tylko na to co mam na swojej liście rzeczy do dokupienia, żadnych zakupów z zaskoczenia 🙂

      • Marta Re

        Gratuluje samodyscypliny! W styczniu kupiłam sweterko- narzutkę w sklepie w którym kupiłam w sierpniu dwie bluzki z identycznego materiału jak ta sweterko- narzutka- mam super bliźniak z dwoma bluzkami. Ostatnio doszłam do wniosku, że jednak wyprzedaże są przereklamowane ze swoją okazjonalnością. Są to przecież rzeczy, które w danym sezonie się nie sprzedały z jakiś tam przyczyn. Owszem kupuję na wyprzedażach, ale za każdym razem z coraz większym dystansem do magicznych haseł – 50 %, minus 70 %.

        • Zwłaszcza, że w Polsce te -70% to już naprawdę ostatki ostatków, albo nierzadko wielkie dno, nie okłamujmy się. Ale polować warto 🙂 Ja w ciągu roku upatruję rzeczy, które być może mnie zainteresują i później jeśli mam okazję i możliwość to szukam ich na wyprzedażach. Czasami się udaje 🙂