MÓJ MINIMALIZM

Ja, nie-minimalistka, o tym jak się wyzbyć zawiści.

Dużo ostatnio czytam o tym, co w dzisiejszych czasach znaczy być minimalistą, a co nie. I dochodzę do wniosku, że ja, która minimalizmem się ostatnio tak bardzo interesuję i które to podejście do życia tak bardzo sobie cenię i polecam, tak naprawdę zdaniem wielu osób minimalistką nazywać się nie mogę, a raczej nie powinnam. Prędzej przypięto by mi łatkę anty-konsumpcjonistki czy osoby, która chce żyć jak najbardziej świadomie. I wiecie co? Takie postawienie sprawy też mi pasuje! Bo ze mnie to chyba taki trójnóg właśnie jest, a przynajmniej staje się 🙂

Tak naprawdę, nasze życie w XXI wieku toczy się wokół tematu posiadania. I nie chodzi o to by mieć to co nam potrzebne, chodzi o to by posiadać wszystko co możliwe! Tak na wszelki wypadek… Tym sposobem z trudem pozbywamy się rzeczy, które już się u nas znajdują, za to z wielką łatwością i przyjemnością przyswajamy kolejne. Sama ciągle mierzę się z tym problemem. I tak, jak pozbywanie się rzeczy już mi niepotrzebnych nigdy nie sprawiało mi większego problemu i potrafię to robić bardzo efektownie i efektywnie, tak już rezygnacja z zakupu czegoś nowego, co wydaje mi się, że kiedyś może mi się przydać, przychodzi mi z dużo większym trudem. Przyznaję, że ciągle się tego uczę i choć nie jestem na tym polu mistrzem, to widzę efekty tej nauki. To natomiast daje mi bardzo pozytywnego kopa do tego, by podążać dalej tą samą drogą. Jakiś czas temu wprowadziłam do swojego życia zasadę, która brzmi: miej mniej, ale lepszej jakości. Staram się jej trzymać, co skutkuje tym, że nie kupuję, tak jak mi się to zdarzało, trzech par butów na raz a czekam i wstrzymuję się jak najdłużej z zakupem nawet tej jednej jedynej, upatrzonej kilka miesięcy wcześniej. Już nie boję się, że nie będę miała czegoś wystarczająco dużo bo teraz radością napawa mnie fakt, że potrafię z posiadania czegoś zrezygnować. Cieszy mnie, że coraz rzadziej działam pod presją „mienia”, którą ktoś na mnie nakłada, którą ja sama na siebie nałożyłam jakiś czas temu. I to chyba staje się powoli sensem tego MOJEGO minimalizmu. MÓJ minimalizm to przejście z tego ile posiadam na to, co i jak posiadam. Odkryłam bowiem, że nie ilość ma znaczenie (nie tylko rzeczy, ale również przyjaciół, doznań i emocji), ale ich jakość. To co one we mnie i ze mną robią, jakie uczucia za sobą niosą.

Wiem, że nigdy nie będę 100% minimalistką. Nie wyobrażam sobie, bym spośród rzeczy, które posiadam miała wybrać 100 i bym tylko z nimi miała iść dalej przez życie. Za bardzo kocham, nie, nie zakupy, ale chyba swoje wyobrażenie o tym jak wygląda moje życie i jak chcę by ono wyglądało w przyszłości. Nie jest to bowiem życie ascetki, a kobiety, która potrafi zrezygnować z tego, czego w danej chwili chce na rzecz tego, czego potrzebuje, zarówno ona jak i jej rodzina. Poza tym mam materialne marzenia. Marzę na przykład o domu z kominkiem, takim mega przytulnym, niezbyt dużym. Moje marzenia i pragnienia nie definiują już jednak tego jak czuję się w tym momencie swojego życia. To, że nie mam czegoś już tutaj i teraz nie sprawia, że czuję się gorsza od innych. Od jakiegoś czasu bowiem wierzę w coś takiego jak „wystarczająco”. To co mam teraz mi wystarczy do tego, by być szczęśliwą. Wiem, że przyjdzie czas, kiedy będę mogła razem z mężem zrealizować swoje plany, ale wcale nie czuję, że im zrobimy to szybciej tym lepiej na tym wyjdziemy. Czekanie na coś jest przecież tak miłe. Poza tym lubię wiedzieć i widzieć, że moje poczucie szczęścia nie zależy od tego co mam, a co gorsze, czego nie mam! Odkąd odkryłam minimalizm i zaczęłam interesować się ruchem slow life zauważyłam, że tak jak moje zadowolenie z życia wzrosło, tak uczucie zazdrości i zawiści w stosunku do innych ludzi, którzy mają więcej ode mnie całkowicie znikło! Nie zazdroszczę i nie jestem zawistna! Po prostu nie i tyle! I dzięki temu czuję się wolna, nieziemsko wolna. Okazuje się bowiem, że to zawiść nakręcała mój konsumpcjonizm a konsumpcjonizm nakręcał dalszą zawiść i poczucie, że muszę dorównać innym i mieć więcej i lepiej. Zamknięte koło… Otóż nie proszę państwa, ja nic nie muszę i dobrze mi z tym! 😀

Jakiś czas temu na blogu Becoming Minimalist znalazłam post, w którym autor radzi swoim czytelnikom jak pracować nad tym by wyzbyć się zazdrości i zawiści ze swojego życia. Sama nigdy z tych rad nie korzystałam, bo „oświecenie” w tej kwestii przyszło do mnie samo, ale chciałam Wam przybliżyć jego rady i może pomóc Wam zacząć nadchodzący niedługo rok 2016 z trochę lżejszym sercem 🙂

Jak wyzbyć się zawiści? Joshua Becker optuje by:
  1. Zmienić swoje myślenie i zacząć dostrzegać to co w naszym życiu jest dobre! Zawistnikami stajemy się bowiem wtedy, kiedy to co w naszym życiu najlepsze bierzemy za pewnik, gdy nie cenimy tego co mamy za to zauważamy wszystko to co mają inni i to staje się wyznacznikiem naszego szczęścia.
  2. Pamiętaj i przypominaj sobie jak najczęściej, że NIKT nie ma wszystkiego! Porównywanie swojego życia z życiem innych ludzi to zaburzanie proporcji, bo tak naprawdę zawsze porównujemy to co najgorszego wiemy o naszej sytuacji z tym najlepszym co wiemy o sytuacji innych ludzi. Zapominamy, że każdy, dosłownie każdy zmaga się z problemami, bolączkami czy słabościami w swoim życiu.
  3. Unikaj częstego przebywania z ludźmi, którzy notorycznie cenią nie te rzeczy w życiu, które mają prawdziwą wartość. Jeśli będziesz spędzać większość swojego czasu z osobami, dla których nowy samochód czy laptop stanowią o ich wartości, dla których rozmowa o zarabianych pieniądzach jest na porządku dziennym, prędzej czy później sama/sam zaczniesz myśleć ich kategoriami, porównywać się do nich i pragnąć tego co oni.
  4. Spędzaj czas z ludźmi, którzy są wdzięczni i zadowoleni ze swojego życia. Wdzięczność jest bowiem zaraźliwa (O tak! Sama widzę to po sobie i swoim mężu. Nakręcamy się wdzięcznością niesamowicie 🙂 ) i im więcej czasu poświęcisz na takie spotkania tym szybciej ich myślenie stanie się również Twoim.
  5. Nie poddawaj się działaniom marketingowców, dla których to by wzbudzić w Tobie zazdrość i zawiść względem innych jest zadaniem powszednim i potrzebnym dla zrealizowania ich celów. Naucz się ich rozpoznawać, unikać i nie wpadać w ich pułapki.
  6. Świętuj sukcesy innych. Jeśli ktoś otrzymuje, zapracowuje lub jest w stanie zrealizować coś o czym Ty również marzysz, ciesz się z tego, bo to znaczy, że on też tego chciał. Nie traktuj życia jako konkursu, w którym jest tylko jeden wygrany.
  7. Bądź hojny. Nawet jeśli początkowo będzie to dla Ciebie bardzo trudne naucz się dawać innym: swój czas, uwagę, umiejętności czy pieniądze. Im więcej czasu będziesz spędzać z ludźmi, którzy mają tych rzeczy mniej tym szybciej docenisz swoje życie, zauważysz jego sens i znaczenie. A kiedy tak się stanie, przestaniesz ulegać urokom życia innych osób.

Co myślicie o tej liście? Jesteście w stanie się z nią zgodzić i spróbować się do niej zastosować? Ja sama uważam ją za bardzo trafną i widzę, że i ja większość tych punktów przyjęłam ‚za własne’ 🙂 Bardzo jestem ciekawa Waszego zdania na jej temat!

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

MÓJ MINIMALIZM

Dlaczego warto ograniczyć zakupy? 7 konkretnych powodów.

Ponieważ po raz kolejny w tym roku nastał sezon wyprzedaży i obniżek wszelakich pomyślałam, że to doskonała okazja do tego, by ...