MYŚLĘ

Ja, matka, czyli co daje mi moje macierzyństwo (ciąg dalszy)!

Mam wrażenie, że dla wszystkich tych, którzy dzieci nie mają, rodzicielstwo to jedna z najbanalniejszych i najmniej niezwykłych, najnudniejszych rzeczy na świecie. Dla nas natomiast, tych, którzy te dzieci mają, jest ono czymś kompletnie odwrotnym: to codzienne doświadczanie małych cudów, które z banałem nie mają i nigdy nie będą mieć nic wspólnego. To nagminne myśli: „Wow, nie wiedziałam, że on / ona już to potrafi! Jak to się stało?!” przeplatane z: „Nie wiedziałam, że mnie na to stać!” 

Moje macierzyństwo to nie tylko zachwyt nad dziećmi, które dane mi jest posiadać, ale to też zaduma i przyjemność patrzenia na to, kim ja, matka, jestem, co potrafię i na co mnie stać. I ciągle na nowo, każdego dnia utwierdzam się w tym, że takich rzeczy, moich własnych, prywatnych powodów do dumy jest coraz więcej i więcej a ja staję się dzięki swojemu macierzyństwu, coraz doskonalszą sobą, choć bywają przecież chwile, kiedy wolałabym siebie nie zobaczyć w lustrze, bo jestem tak bardzo zawiedziona swoim postępowaniem. Nie na tym polega jednak rodzicielstwo, by być ideałem, ale by być prawdziwym człowiekiem, prawda?

A wiecie co ja, matka, umiem dzięki swoim dzieciom?

  • umiem zaginać czas w stopniu w jakim nie potrafiłam nigdy wcześniej. Umiem znaleźć go dla siebie, męża, książki, bloga, przyjaciółki, domu a ponadto hojnie obdarowywać nim swoje dzieci. Nie potrafię zrozumieć siebie sprzed lat, kiedy będąc studentką żyłam w wiecznym niedoczasie…
  • umiem być uważnym multitaskingowcem, czyli potrafię coś, co z założenia się wyklucza! Wiem, jak to jest robić wiele rzeczy na raz po to tylko, by w momencie potrafić to wszystko zostawić i zachwycić się i skupić się na tym co właśnie robi czy mówi moje dziecko. Nigdy wcześniej nie myślałam, że tak szybkie i efektywne przelewanie swojej uwagi i jej poziomu z jednej rzeczy na drugą jest możliwe. Gdy zostajesz rodzicem okazuje się, że jest! I to jest piękne!
  • umiem wyjść z siebie, po to tylko, by za chwilę wrócić i wspiąć się na wyżyny swojej cierpliwości i miłości. Dziecko jak nikt inny pokazuje mi, gdzie leżą moje granice wytrzymałości psychicznej, ale też że ta moja złość, niemoc i strach ramię w ramię sąsiadują z wyrozumiałością, wdzięcznością i miłością i tylko ode mnie zależy jak długo będę powstrzymywała się od przejścia z tego przysłowiowego punktu a, gdzie mi bardzo źle do punktu b, gdzie dobrze nam wszystkim.
  • umiem być empatyczna, tak po prostu. Chciałabym, by tak jak w Danii, empatia była w Polsce uczona w szkole. Ja uczę się jej chyba dopiero teraz, kiedy potrafię zobaczyć, nazwać i zrozumieć uczucia swoich dzieci. Niepojętym dla mnie jest to, że tak łatwo w człowieku można zobaczyć człowieka jeśli tylko się tego chce. Kolejny zatem krok tej nauki: mąż 🙂
  • umiem patrzeć na świat przez różowe okulary. Odkąd mam bowiem dzieci nie mam chwil, kiedy nie widzę dobra dookoła, kiedy nie myślę jak jest pięknie i jak bardzo warto jest żyć, tu i teraz. I nawet, gdy zdarzają mi się złe myśli i chwile zwątpienia to wiem, że one miną, że nie są warte mojej energii, którą wolę pożytkować na to, co przynosi nam radość i szczęście.
  • umiem oddzielać ziarno od plew, czyli docenić to co prawdziwie ważne. Nie rozdrabniam się na drobne, nie zwracam uwagi na błahe sytuacje, rzeczy, na coś co przez chwilę zajmie moją uwagę a o czym zaraz nie będę pamiętać. Cieszę się tym, że mamy zdrowie, że sami możemy o siebie zadbać, że możemy pomyśleć o innych i im pomóc.
  • umiem widzieć swoją wyjątkowość. To, że moje ciało było w stanie dać życie tej małej, rozbrykanej dwójce ciągle napawa mnie ogromną dumą i nie lada zdziwieniem! Ja, taka niepozorna, słaba i łatwo poddająca się przeciwnościom losu potrafiłam sprawić coś takiego?!!! To dzięki mnie (i trochę mojemu mężowi :P) oni są na świecie?! Niezwykła moc stwórcza, po uświadomieniu sobie której okazuje się, że nie ma dla mnie nic niemożliwego, nie ma marzeń zbyt wielkich i planów zbyt niemożliwych do zrealizowania.
  • umiem widzieć sens i cel swojego istnienia. Jak wiele ludzi, tak wiele spojrzeń na to, kim i po co jesteśmy tu gdzie jesteśmy. Każdy z nas znajdzie swoje spełnienie w czymś innym, ja znalazłam w byciu mamą, choć wiem, że na późniejszym etapie swojego życia może a raczej na pewno znajdę je jeszcze gdzieś indziej. Taki jest jednak mój początek. Wiem, że po to jestem na ziemi, by moje dzieci miały we mnie oparcie, morze miłości, czułości i wyrozumiałości, po to jestem, by dać im skrzydła do tego, by kiedyś mogły odlecieć w świat i swoje własne życie i korzenie do tego, by miały gdzie wracać. Jestem po to, by być dla nich, choć dzięki nim w końcu jestem też dla siebie. Dzięki nim zaczynam rozumieć siebie i żyć tak jak zawsze tego chciałam. Jestem dla siebie najważniejsza właśnie przez to, że mam dzieci.

A Wy czego się ostatnio nauczyliście?

Ps. A tutaj pisałam o tym co daje mi moje macierzyństwo po raz pierwszy 🙂

Related posts

MYŚLĘ

Odpuść sobie, czyli o tym, czego uczę się ostatnio.

Jest jedna rzecz, którą w sobie cenię i która jednocześnie sprawia mi wiele problemów i przyprawia o duże dawki stresu. Co? Perf...

MYŚLĘ

O dziewczynkach, którymi nie byłam.

Ponieważ dużo ostatnio 'siedzę' w książkach dla dzieci wróciłam do swoich dziecięcych lat i przypomniałam sobie te wszystkie k...

  • Czytam, czytam, czytam i zachwycam się nad każdym tekstem! Tyle tu ciepła, miłości i uśmiechu. Tyle słodyczy czerpanej z życia, które przecież nie jest proste. Wiem, że zdarzają się ‚nie dni’, smutki i zwątpienia, ale uwielbiam ludzi, którzy szukają wokół siebie szczęścia, cieszą się nim i celebrują codzienność! Czytam dalej, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko 🙂