WARTO

Inspirująca książka – „Jedz, módl się, kochaj” Elizabeth Gilbert. Dlaczego do niej wróciłam?

Głęboko wierzę w to, że niektóre osoby, sytuacje, ale też i książki przychodzą do nas same w momencie kiedy ich najbardziej potrzebujemy i kiedy mają szansę wywrzeć na nas i na naszym życiu odpowiednio wielkie wrażenie. Czasami takie spotkania udają się za pierwszym razem, coś kliknie, coś zaskoczy i okaże się, że tak, na to właśnie czekaliśmy, tego nam było trzeba, takich słów i takiej właśnie historii. Czasami jest wręcz odwrotnie, coś nas uwiera, nie pasuje i porzucamy to co zaczęliśmy czytać, oglądać czy przeżywać na rzecz czegoś innego albo brniemy w temat, którego się podjęliśmy nie czując jednak z tego powodu żadnej większej satysfakcji. Tak właśnie było ze mną i książką „Jedz, módl się, kochaj” Elizabeth Gilbert.

Po raz pierwszy przeczytałam ją dobre kilka lat temu, wtedy kiedy była na tzw. topie, wtedy kiedy w każdym kraju, w którym została wydana święciła triumfy i lądowała na szczytach list bestsellerów. Tak, właśnie wtedy przeczytałam ją, a właściwie przemęczyłam ją po raz pierwszy. Okazało się bowiem, że chociaż bardzo tego chciałam to ta książka nie porwała mnie tak jak porwać powinna, nie zmusiła ani nawet nie zachęciła do zmian i działań do jakich przecież zachęcała inne zachwycone czytelniczki. Ot, potraktowałam ją jako dość interesujące czytadło o dziwnym rytmie opowieści, bo część która dzieje się we Włoszech dość szybko została przeze mnie przeczytana a część dziejąca się w Indiach przyprawiała mnie prawie o senność. Nie zrozumiałam zatem ani tej książki, ani autorki, ani tym bardziej jej fenomenu. Byłam przekonana, że do niej nie wrócę i tym bardziej zaskoczyłam samą siebie, gdy kilka miesięcy temu zaczęłam o niej bardzo intensywnie myśleć i czuć, że teraz, właśnie teraz potrzebuję tej książki, że to jest nasz moment!

Okazało się, że miałam rację stuprocentową. Tym razem książkę pochłonęłam, jeśli pochłonięciem można nazwać dość szybkie jej przeczytanie w przerwach między zajmowaniem się dwójką dzieci 😛 „Jedz, módl się, kochaj” przyniosła mi dokładnie to, czego oczekiwałam. Ponieważ sama jestem teraz na jakimś emocjonalnym i rozwojowym rozdrożu ta książka skutecznie upewniła mnie w tym, że to właśnie jest to, co najlepszego może mi się w tym momencie mojego życia przytrafić i że muszę tą sytuację, to miejsce, w którym się teraz znajduję wykorzystać! Elizabeth Gilbert opowiada swoją historię z tak wielką wiarą w to, że to co ją spotkało w życiu było jej potrzebne do tego by znaleźć siebie, że nie można nie ulec jej słowom. Pomimo, że dla niej punktem zwrotnym w życiu okazał się rozwód a dla mnie narodziny dzieci to sama też czuję, że właśnie teraz jest mój czas i moje miejsce na to, by dokonywać zmian jakich chcę, by rozwijać się w strony w jakie chcę (bo zdecydowanie nie ma tylko jednej strony w jaką chciałabym podążać), by więcej myśleć o sobie i swoim dobrze (choć mając dzieci na razie nie wyobrażam sobie, by to ich nie stawiać na pierwszym miejscu). „Jedz, módl się, kochaj” to książka, którą w końcu zrozumiałam. To powieść o tym jak szukać w życiu radości, beztroski, wolności, spokoju, równowagi, miłości, satysfakcji i spełnienia. To książka o tym, że czasami warto iść pod prąd, że warto zawierzyć sobie i swoim przekonaniom, że warto walczyć o to co dla nas jest ważne. To książka, do której sama na pewno jeszcze wrócę. Tym razem z kolorowymi karteczkami przylepnymi, tak by móc sobie w niej pozaznaczać co nieco 🙂 Nie czytaliście to zachęcam, choć wiem, że niektórych z Was może ona rozczarować pomimo moich obecnych nad nią zachwytów 🙂

Related posts

WARTO

Minimalizm level up, czyli kilka słów o książce Katarzyny Wągrowskiej „Życie zero waste”.

Kasię oraz jej blog Ograniczam Się kojarzę od bardzo dawna. Mam jakoś wrażenie, że zaczynałyśmy swoją blogową przygodę mniej...

WARTO

„Im mniej tym więcej” i wywiad z Joshuą Beckerem. Część 2.

Joshua Becker jest założycielem i autorem bloga Becoming Minimalist, który inspiruje innych, w tym mnie, do tego, by posiadać mniej...

  • A wiesz co, ja czytałam co innego Gilbert i też do mnie nie przemówiło. Było jakieś takie nijakie. Ale teraz jestem w takim życiowym momencie, że to, o czym napisałaś, dosłownie opisuje co dzieje się u mnie:) I może ta książka właśnie teraz trafiłaby do mnie? Może dam jej szansę 🙂

    • Jeśli jeszcze z tą książką nie miałaś do czynienia to myślę, że warto 🙂 Sama przekonałam się, że choć mówi się, by dwa razy nie wchodzić do tej samej rzeki to jeśli o książki chodzi to to powiedzenie się nie sprawdza, dużo zależy od życiowego kontekstu. Tym razem ta książka to strzał w dziesiątkę, polecam całym sercem 😀

  • Mam bardzo podobnie…Sięgnę po tę książkę…czuje, że powinnam:)