MÓJ MINIMALIZM

Skutki uboczne, czyli co zmieniłam w swoim życiu pod wpływem minimalizmu.

Ponieważ ciągle pracują nad swoim życiem, ciągle myślę o kolejnych zmianach i udoskonaleniach pomyślałam sobie, że może warto napisać posta, w którym udowodnię Wam jaką fajną wartością dodaną jest w moim życiu minimalizm i co więcej pod wpływem takiego a nie innego podejścia do posiadania i bycia zmieniłam w swoim życiu. Okazuje się, że jest tego dość dużo jak na jedną osobę płci żeńskiej i tak krótki czas!

  1. Minimalizm i to w jaki sposób zaczęłam pod jego wpływem patrzeć na swoje życie i przyszłość pozwolił mi uwierzyć w siebie bardziej niż to miało miejsce dotychczas co skutkuje m.in. tym, że z osoby, która bez makijażu czuła się jak bez ręki, która nie wyobrażała sobie, że może saute ‚wyjść do ludzi’ stałam się osobą, która prawie w ogóle się nie maluje na co dzień. Tak naprawdę jeśli nawet w ciągu tygodnia gdzieś wychodzę, chcę coś załatwić czy z kimś się spotkać to mój makijaż ogranicza się jedynie do tuszu na rzęsach. Niedziela i dni świąteczne są jedynymi dniami kiedy noszę na swojej twarzy podkład i puder. W pozostałe dni najlepiej czuję się bez tego wszystkiego (co jakiś czas temu zauważyłam z niemałym zdziwieniem). To aż tak można się zmienić? Mam koleżankę, która odkąd pamiętam nie nosi mocnego makijażu a nawet wcale się nie maluje i zawsze ją podziwiałam z tego powodu, bo jak pewną siebie dziewczyną i kobietą trzeba być by sobie na to pozwolić? Na szczęście dla mnie okazuje się, że nie aż tak bardzo, bo ważne jest również to jak widzimy się w swoim życiu i jakie wartości cenimy najbardziej.
  2. Odkąd zainteresowałam się minimalizmem całkowicie zmieniło się moje podejście do posiadania i noszenia biżuterii. Na co dzień nie noszę jej prawie wcale, bo moją jedyną ozdobą są obrączka i ukochany zegarek, którego prawie nie ściągam, gdyż pasuje do wszystkiego i zawsze! Gdy zdarzy się wyjątkowa okazja decyduję się na jedną dodatkową rzecz, mogą to być kolczyki albo bransoletka lub naszyjnik, bardzo, bardzo rzadko stawiam na jakiś zestaw czyt. np. bransoletka + naszyjnik. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pamiętam siebie sprzed kilku lat kiedy nie wychodziłam z domu bez kolczyków, bo bez nich czułam się naga niemalże, czy gdy starałam się mieć coś na szyi, bo ‚jakoś tak łyso’. Teraz okazuje się, że zasada głoszona przez Chanel „zawsze lepiej być ubraną trochę za mało niż trochę za dużo” weszła mi w przypadku biżuterii w zdrowy nawyk. Tak lubię, tak mi dobrze 🙂
  3. Coś w czym bardzo pomogło mi to, że przez 8 lat mieszkałam w Danii, ale przyczynił się do tego również minimalizm, czyli fakt, że mój ubiór ma być dla mnie źródłem komfortu i wygody i ma odzwierciedlać moje podejście do życia a nie najnowsze trendy. Odkąd myślę o sobie jak o minimalistce dość wyraźnie określiłam sama dla siebie swój styl. Wiem w czym dobrze się czuję, w czym siebie widzę, umiem wybrać ubranie tak, by chcieć w nim chodzić wciąż i wciąż i powoli zaczynam zauważać, że moja szafa staje się coraz bardziej spójna i przejrzysta. Dodatkowo, zrozumiałam, że ubrania mają reprezentować mnie a nie ja ubrania, bo od tego drugiego są modelki na wybiegu.
  4. Na fali mojego dążenia do tego, by żyć świadomie zostałam wegetarianką, o czym szerzej pisałam w tym poście.
  5. Zainteresowałam się i zaczynam zgłębiać tajniki takiego odżywania się, by nas ono leczyło a nie powodowało choroby. Fascynuje mnie to w jak wiele naturalnych antybiotyków możemy łatwo się zaopatrzyć i z jak wielu bez problemu możemy korzystać a tego nie robimy, bo o nich nie słyszeliśmy, bo się nie znamy itp. itd. Sama dopiero w tym roku odkryłam syrop z cebuli i imbir w ilościach hurtowych, które to ‚specyfiki’ wyciągnęły mnie, matkę karmiącą piersią, z niejednego przeziębienia tej zimy. W podobny sposób zaczyna mnie fascynować próba życia bez chemii, która otacza nas z każdej strony. Chciałabym kiedyś zgłębić również ten temat, ale wiem, nie wszystko na raz!
  6. Dzięki temu, że odkryłam minimalizm i zapragnęłam żyć bardziej świadomie teraz chcę odkrywać tajniki uważności, czyli tzw. mindfullness, bo wiem, że jest to coś czego potrzebuję. Skąd? Powoli coraz lepiej poznaję siebie i widzę a raczej czuję czego mi w życiu brak, co mogłoby mi pomóc. Wiem, że brakuje mi oddechu, nadal, że brakuje mi umiejętności, która pozwoli mi na swoją sytuację w danym momencie spojrzeć z innej strony, wiem, że brakuje mi wyciszenia, które buduje. Dlatego kolejnym krokiem mojej podróży ku świadomemu życiu na pewno będzie mindfullness.

Jak widzicie rozstrzał rzeczy, które pod wpływem minimalizmu zmieniły się w moim życiu jest dość duży i wiem, że jak już opublikuję ten post, to znajdę coś jeszcze co wygląda teraz u mnie inaczej niż wcześniej, ale trudno, niech będzie, że na dzień dzisiejszy są to te najważniejsze, czy też najbardziej widoczne zmiany. Zastanawiam się, czy w jakikolwiek sposób zachęcają Was one do tego, by się z minimalizmem zapoznać? A może już się z nim dobrze znacie i u Was też pociągnął on za sobą inne rzeczy, sytuacje, które postanowiliście trochę zrewolucjonizować czy odmienić? Koniecznie napiszcie co to było lub jest!

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

You’re doing it wrong, czyli o tym co w minimalizmie może ‚nie grać’!

Przeczytałam ostatnio bardzo fajny wpis na jednym z anglojęzycznych blogów. Wpis dotyczył minimalizmu i dwóch 'problemów' z nim z...

MÓJ MINIMALIZM

Minimalizm i hygge. Co je łączy?

Ponieważ znam minimalizm i ponieważ znam hygge, czyli duński, osławiony ostatnio bardzo, sposób na szczęśliwe życie wymyśliła...