MINIMALIZM I DZIECKO

Dziecko i minimalizm, czyli jak pomóc dzieciom chcieć mniej.

W jednym z moich wcześniejszych postów pisałam o powodach, dla których nasze dzieci mają tak wiele zabawek. Chyba najważniejszym z nich jest to, że jako rodzice chcemy by nasze dzieci miały wszystko co najlepsze a często hasło „najlepsze” kojarzy nam się automatycznie z innym, a mianowicie „więcej”. Tak jakby mienie czegoś więcej od innych było synonimem większego szczęścia czy lepszego dzieciństwa. A to przecież nieprawda! To, że mamy czegoś więcej wcale nie sprawi, że będziemy szczęśliwsi, bardziej zestresowani owszem, ale na pewno nie szczęśliwsi. Z tego właśnie powodu staram się bardzo, by mój synek nie traktował rzeczy na równi z nami, rodzicami i rodziną, która go kocha, by nie myślał, że jeśli czegoś nie będzie mieć to automatycznie coś ważnego z tego powodu straci. Jako, że jest jeszcze stosunkowo małym dzieckiem pozwalam mu na to, by czegoś chciał i traktuję to z uśmiechem, bo wiem, że to jeden ze sposobów, w jaki kształtuje siebie, chcąc jakiejś rzeczy i dając mi o tym znać. Moim zadaniem jednak jest tłumaczenie mu, że nie wszystko czego chcemy musimy mieć. Jak dotąd moje ‚zabiegi’ są skuteczne, ale wiem, że przyszłość przyniesie wiele momentów, kiedy będę musiała bardziej się w tej kwestii postarać.
A jak pomóc dzieciom chcieć mniej?

  1. Myślę, że przykład zawsze idzie z góry. Nie jestem osobą, która traktuje wizyty w centrach handlowych czy zakupy jako formę świetnej rozrywki. Tak naprawdę zakupy szybko mnie męczą i w sklepach lubię pojawiać się tylko wtedy, gdy rzeczywiście czegoś usilnie szukam i gdy czegoś rzeczywiście potrzebuję. Nie zabijam w ten sposób czasu. Zakupy to nie jest mój sposób na nudę, który przekażę ‚w spadku’ swoim dzieciom.
  2. Nawiązując do punktu 1, zakupy od dłuższego okresu nie są dla mnie również sposobem na odreagowanie stresu czy nerwów. Zajęło mi to trochę czasu, ale chyba wyzbyłam się już nawyku kupowania czegoś po to, by odreagować coś innego. Teraz jeszcze zostało mi oduczenie się zajadania stresów słodkościami i będę wolna jak ptak! 😛
  3. Chcąc nauczyć dzieci chcieć mniej warto z nimi po prostu o tym rozmawiać. Przed zakupem zapytaj swoje dziecko, czy rzeczywiście myśli ono, że dana rzecz sprawi, że staną się szczęśliwsi. Po zakupie zapytaj, czy zabawka, której tak usilnie chcieli spełniła ich wymagania i swoją rolę. Czy przyniosła im szczęście?
  4. Rozmawiaj i przypominaj im, że to nie ilość posiadanych rzeczy stanowi o wartości człowieka.
  5. Stosujcie regułę „jedna zabawka do domu – jedna zabawka z domu”, czyli coś za coś. Sama stosuję tą zasadę w swoim domu. Na razie jednak Jo jest na tyle mały, że robię to jeszcze bez jego wiedzy. Gdy pojawia się u nas coś nowego, usuwam po prostu z jego zasięgu zabawki, którymi się nie bawi i nigdy jeszcze, uwierzcie mi, nie było sytuacji by o jakąś uparcie się upominał. Poczekam jeszcze z rok, dwa i będę chciała by o takich rzeczach decydował ze mną.
  6. Rozmawiaj z dziećmi o jakości danych rzeczy, czy jest dobra czy zła i czy nie warto zastąpić kolejnych zabawek dołączanych do np. jajka niespodzianki, których żywotność tak naprawdę jest żadna, zabawkami w dużo mniejszej ilości, ale dużo lepszej jakości, czyli takimi, które towarzyszyć im będą przez długi okres czasu.
  7. Prowadź ich tak, by to nowe doświadczenia, nowe sytuacje i przeżycia były dla nich bardziej interesujące i pociągające od kolejnych zabawek. Oczywiście nie znaczy to, że macie swoim dzieciom tych zabawek nigdy nie kupować i zamiast prezentu urodzinowego zabierać je np. do kina. To znaczy, że warto starać się stworzyć dzieciom takie warunki w domu, które sprzyjają wspólnemu spędzaniu czasu robiąc razem nowe, ekscytujące rzeczy bardziej niż rozglądaniu się za kolejnymi rzeczami do zabawy. Badania potwierdzają bowiem, że więcej szczęścia przynosi człowiekowi wydawanie pieniędzy na nowe doświadczenia niż nowe rzeczy.
  8. Wymieniaj zabawki, tak by nie miały szansy znudzić się Twoim dzieciom zbyt szybko. Tak naprawdę mój synek nie ma zbyt wielu zabawek, ale stosuję tę zasadę w przypadku książeczek. Te z nich, które nie od razu przypadły mu do gustu lub okazały się na ten czas trochę zbyt wymagające chowam i wyciągam po dłuższym okresie. Zdarzyło się również, że zrobiłam podobnie z prezentami świątecznymi, których rzeczywiście zawsze jest niemałe zatrzęsienie. Rok temu część z nich od razu schowałam i później co jakiś czas wyciągałam jakąś nową – nienową zabawkę do zabawy. Tym sposobem i „wilk był syty i owca cała” 🙂 Bardzo polecam, choć wiem, że im dziecko starsze tym trudniej takie zabiegi stosować. Warto jednak próbować.
  9. Staraj się unikać oglądania przez swoje dzieci reklam telewizyjnych. Badania bowiem potwierdzają, że to one w dużym stopniu wpływają na kształtowanie się w naszych potomkach genu materializmu i konsumpcjonizmu. Sama, odkąd Jo jest na tyle duży, że ogląda bajki, puszczam mu je na dvd lub nagrywam jego ulubione i później odtwarzam mu je zawsze przewijając reklamy. Wiem, że przyjdzie czas, że będzie na reklamówki trafiał częściej i automatycznie wyrażał większą chęć by coś posiadać, ale będę z nim o tym dużo rozmawiać. Jestem zdeterminowana 😛 Chcę, by w przyszłości wiedział, jak takie reklamy działają i na jakich ludzkich uczuciach bazują.
  10. Jeśli chodzisz z dziećmi na zakupy tłumacz dziecku, że jeśli czegoś nie ma na liście Waszych zakupów to znaczy, że nie jest to Wam potrzebne i tego nie kupicie. Oczywiście warto stosować raz na jakiś czas wyjątki od tej reguły, w końcu w taki sposób też można pokazać dziecku, że jest wyjątkowe 😛
  11. Ucz dzieci tego, by zanim coś kupią dobrze się nad takim zakupem zastanowiły, poczekały dzień czy dwa i zobaczyły, czy po tym czasie nadal będą danej rzeczy chcieć równie bardzo. Tutaj też kłania się nasze własne zachowanie, bo jeśli my bezwiednie wkładamy kolejne rzeczy do wózka to nawet nie możemy oczekiwać, by one robiły inaczej. I żadne rozmowy tutaj nie pomogą.
  12. Pokaż im, że mniej rzeczy oznacza dla nich mniej sprzątania po prostu!

Co Wy myślicie na ten temat? Może macie jakieś sprawdzone sposoby na prowadzenie rozmów z dziećmi na ten temat? A może takie rozmowy i działania zaradcze dopiero przed Wami? 🙂

Related posts

MINIMALIZM I DZIECKO

Jak mądrze ograniczyć ilość zabawek? Przewodnik.

Ponieważ jestem matką, matką minimalistką, posty dotyczące tego jak wychowywać dzieci w tym duchu pojawiają się tutaj i pojawia...

MINIMALIZM I DZIECKO

Moje dziecko nie chce nowych zabawek. Dlaczego?

Ostatnio zastanawiałam się nad tym skąd biorą się dzieci, o których sami rodzice tychże mówią "rozwydrzone" i "roszczeniowe". ...

  • Na moje dziecko nic nie działa. Jestem minimalistką do szpiku kości, ale moje dziecko to rozpieszczony bachor, który ma każdą zabawkę i żadnej nie można mu odmówić. Może jest jeszcze za mały. Może to kwestia otoczenia (dziadkowie, ciocie, wujkowie, przedszkole…). Albo ja mam za miękkie serce.

    • Anna Dol-Wal

      smutne ze mówisz o swoim dziecku per bachor….a ze rozpieszczone to zawdzięcza Tobie…

    • U nas od małego sprawdzało się cierpliwe tłumaczenie i rzeczywiście to działa. Może to też charakter, ale wydaje mi się, że trzeba konsekwencji w tego typu sprawach. Dlatego też boję się trochę powrotu do Polski bo co, jak co, ale dziadków moje dzieci mają takich co to dzieci zasypywaliby rzeczami… `Będziemy rozmawiać 🙂

  • Oj, jak ja się z Tobą zgadzam! Z każdym słowem! Nie wyobrażam sobie postępować inaczej. Minimum zabawek i masę rozmów o tym dlaczego nie:) A moje dzieci to akceptują, mają swoje ukochane zabawki, którymi bawią się na okrągło i tylko podmieniam takie, z których wyrośli:) Nie kupuję im nowych zabawek, to raczej działka innych, ja raczej inwestuje w rozrywki edukacyjne:P Sprzątają sami, bo każda rzecz ma swoje miejsce…Zresztą jak byli całkiem mali stosowałam zasadę: połowa zabawek jest, a drugą połowę chowamy:)

    • Cieszę się bardzo, że się ze mną zgadzasz 🙂 Ja dzisiaj po raz kolejny przekonałam się, że rotacja zabawek to świetna sprawa. Dzisiaj po kilku miesiącach w ukryciu wyciągnęłam synkowi książeczki Pamelo, które kiedyś były dla niego trochę niezrozumiałe i hurrrra, radości co nie miara! 😀 A co do kupowania zabawek, to na Boże Narodzenie Jo dostał od nas książeczki i lampę do pokoju w kształcie misia :P, bo wiedziałam, że zabawkami i tak zostanie zarzucony przez innych, ale sprawia mi radość kupowanie moim dzieciom zabawek. Tyle, że jakiś czas temu wzięłam sobie za punkt honoru, by z jakiejś okazji kupować swoim dzieciom tylko 1 zabawkę i jeśli już to dodatkowo jakieś książeczki do czytania. Nie zarzucam dzieci pierdołami! 😛

      • Moje na Boże Narodzenie dostały pudła z pakietem książek odpowiednich do ich wielu i zainteresowań, grą planszowa oraz zestawem „artystycznym”:P I tyle:) Na Mikołaja dostają zabawkę , bo sami piszą listy:) A na urodziny organizuję zrzutkę Babciami i rodzicami chrzestnymi i kupujemy jeden konkretny porządny prezent zależny od danych potrzeb. I to się u nas bardzo sprawdza:)

        • Czekam na czasy, gdy w końcu będę mogła kupować gry planszowe!!! Moje marzenie to wieczory spędzane razem w taki właśnie sposób! Na graniu. Jeszcze muszę na to jednak poczekać 🙂

          • Jeśli lubisz grać w gry planszowe, to czeka Was wspaniały czas:) Moja czterolatka już potrafi sobie pograć tylko czasem potrzebuje pomocy, albo porady w dziedzinie taktyki:) ale już uczestniczy jako samodzielny gracz:) My akurat uwielbiamy grać (i dzieci i dorośli)

  • Ja właśnie zaczęłam z moimi dziećmi eksperyment z ograniczeniem zabawek. Na 2 córy (3,5 roku i 1,5 roku) zostało nam 17 zabawek. Nazywam to eksperymentem, bo nie wiem, czy tak zostanie na stałe. Na razie po prostu chciałam zobaczyć jak to będzie, gdy drastycznie ograniczę im zabawki.
    Moje pierwsze wrażenia- nawet nie zauważyły tej zmiany. Mam poczucie, że tych zabawek tak naprawdę potrzebujemy my, dorośli, a nie dzieci. Może próbujemy sobie udowodnić, że kochamy nasze dzieci? Że jesteśmy dobrymi rodzicami? Że dajemy naszym dzieciom to, co najlepsze?

    • Ha! Nie jesteś pierwszą osobą, która zauważyła, że dzieci tak naprawdę rzadko zwracają uwagę na ilość zabawek 😛 Sama też to widzę a i czytam tu i tam o tym, że do pewnego momentu tak właśnie jest. Wydaje mi się jednak, że jeśli dość długo nasze pociechy będą dorastać w otoczeniu nadmiaru to później takie ‚odstawienie’ może okazać się dla nich bolesne conajmniej. Ja sama regularnie robię przeglądy zabawek moich dzieci i usuwam, zupełnie bezboleśnie, z ich pola widzenia to czym się po prostu nie bawią. Do tej pory nie spotkałam się z żadną skargą 😛 Ps. Fajny eksperyment przeprowadzasz! A dlaczego akurat 17? Czy to są te najulubieńsze? 🙂