MYŚLĘ

Dopiero teraz wiem czego chcę, czyli o tym co dało mi macierzyństwo.

Mam ostatnio ciężki czas na pisanie. Wena mnie opuściła a i okoliczności robią się niesprzyjające (rychła przeprowadzka do Polski powoli daje nam się we znaki) i chyba tylko wstyd i alarm w głowie przypominający mi, że się czegoś podjęłam i muszę (bo chcę) to kontynuować sprawia, że staram się znaleźć czas, miejsce i ochotę na tworzenie nowych postów. Ten, który właśnie czytacie powstawał w mojej głowie już od jakiegoś czasu, bo też od dłuższego już czasu obserwuję to, w jaki sposób wpłynęło i wpływa na mnie moje macierzyństwo. Od razu Wam zaznaczam, że wiem, że dla niektórych kobiet fakt, że stają się matkami stanowi bardzo duże wyzwanie, z którym trudno im sobie poradzić, że są takie, którym niestety minusy posiadania dzieci przesłaniają plusy. Zaznaczam też, że wiem, że macierzyństwo to nie sielanka i uwierzcie mi, że nierzadko tak myślę, ale musicie wiedzieć, że tutaj o tym nie przeczytacie, zresztą chyba nigdy nie przeczytacie tego na moim blogu. Nie jestem bowiem osobą, która umie publicznie opowiadać o swoich codziennych troskach i trudnych chwilach (introwertyzm się kłania!), a poza tym, rękami i nogami staram się widzieć w swoim życiu tylko to co dobre, bo zresztą mam szczęście i mogę powiedzieć, że tych dóbr doświadczam ostatnio bardzo dużo. Macierzyństwo jest dla mnie właśnie jednym z nich 🙂

Wiecie kim jestem, a raczej kim byłam jeszcze kilka lat temu? Introwertyczką, która zawsze stara się żyć i postępować tak, by to innym sprawiać przyjemność i satysfakcję. Osobą, która w największym stopniu przeżywa każdą negatywną opinię czy słowo, które usłyszy na własny temat. Człowiekiem roześmianym i miłym, ale mega niepewnym siebie i swojej wartości. Młodą kobietą, która tak naprawdę nie wie jak być kobietą, którą być by chciała.

Byłam tą dziewczyną, która po pierwszym roku studiów chciała z nich zrezygnować i zacząć naukę czegoś, co ją mega pasjonowało (zresztą do tej pory pasjonuje), ale tego nie zrobiła, bo uległa namowom mamy. Skończyłam zatem studia, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego…

Byłam tą dziewczyną, która zgadzała się na każdą propozycję zajęć, spotkań, rzeczy do zrobienia jaką kiedykolwiek ktokolwiek jej rzucił tylko dlatego, że nie chciała kogoś urazić czy sprawić by poczuł się gorzej. Nie ważne, że własnym kosztem…

Tą dziewczyną, której poziom zadowolenia z życia niebezpiecznie korelował z tym co w danym momencie myślą o niej inni: rodzina, przyjaciele, znajomi i Ci, których trudno nazwać osobami „dobrze życzącymi”…

Tą dziewczyną, która wyglądała, zachowywała się i odzywała w taki sposób, by inni mieli o niej jak najlepsze mniemanie, bo to przecież oni stanowili o jej wartości…

Byłam tą najstarszą z rodzeństwa, która zawsze musiała być przykładem, wzorem. Tą, która najpierw myśli o innych a potem o sobie. Tą, które ustępuje miejsca tym bardziej przebojowym od siebie.

Byłam tą dziewczyną, która do momentu pojawienia się w swoim życiu dzieci, nie wiedziała jakim człowiekiem tak naprawdę chce i ma być!

Co zatem dało mi moje macierzyństwo?
  • Jestem kobietą, która dopiero teraz wie, czego tak naprawdę chce od życia i czego oczekuje od siebie.
  • Jestem kobietą, która dopiero teraz zrozumiała, że w jej życiu nie ma miejsca na znajomości i więzi, które nic pozytywnego w to życie nie wnoszą, które przytłaczają albo wprowadzają zastój i nudę.
  • Jestem kobietą, która zrozumiała, że to ona sama jest dla siebie najważniejszym krytykiem i opiniodawcą i że warto żyć w zgodzie z własnym a nie innych sumieniem i ‚widzimisię’.
  • Jestem kobietą, która wreszcie zaczyna rozumieć sens istnienia słowa „nie” i choć idzie jej to z trudem uczy się być osobą asertywną, która potrafi odmawiać (niektórym osobom nadal z ogromnym oporem).
  • Jestem kobietą, która w końcu wie, że warto żyć świadomie pod każdym względem, dla siebie i dla dzieci.
  • Tą, która szuka coraz to nowych ścieżek rozwoju i która znajduje w tym niewiarygodną wprost satysfakcję.
  • Jestem kobietą, która zrozumiała na czym ma polegać jej kobiecość, co ma ją charakteryzować a na co nie ma w niej miejsca.
  • Jestem kobietą, która już nie wymaga by wszyscy zawsze ją kochali i lubili, bo wie, że najważniejsze dla niej są miłość i przyjaźń, które otrzymuje w swoim własnym domu od trójki swoich najbliższych.
  • Jestem kobietą, która już nie boi się iść pod prąd w swoim myśleniu i postępowaniu. Kobietą wystarczająco pewną siebie, która wie, że to co w danym momencie robi i czego się podejmuje jest słuszne.
  • I w końcu, jestem kobietą, która już nie musi szukać siebie, bo jakieś 2,5 roku temu ją znalazła, a teraz tylko powoli odkopuje ją spod zwałów cegieł, którymi ta była przygwożdżona do ziemi.

A Wam co dało Wasze rodzicielstwo? 🙂

Related posts

MYŚLĘ

Oprah Winfrey.

Bądź wdzięczny za to co masz; będziesz miał więcej. Jeśli skoncentrujesz się na tym czego nie masz, nigdy, przenigdy nie będzi...

MYŚLĘ

O szczęściu.

Kochani, pomyślałam sobie, że przed Świętami Bożego Narodzenia pozwolę sobie na taki a nie inny wpis. O szczęściu. I o mnie. C...