MÓJ MINIMALIZM

Dlaczego nie aspiruję do bycia minimalistką, czyli moje nieminimalistyczne nawyki i nie tylko :)

Ostatnio pod jednym z postów dostałam komentarz, w którym zostało mi zasugerowane, że jeśli chcę aspirować do bycia minimalistką to powinnam ze swojego słownika wyrzucić takie a takie słowo. Zaczęłam zatem myśleć nad tym, po raz kolejny zresztą, czy rzeczywiście jest ze mnie aspirująca minimalistka? I tak jak po raz kolejny się nad tym zastanawiałam, tak po raz kolejny doszłam do wniosku, że chyba, jeśli spojrzeć na minimalizm na zasadzie: czarne lub białe, wszystko lub nic, to nie, nie jestem aspirującą minimalistką, głównie dlatego, że nigdy nią tak do końca nie zostanę. Wiem to, znam siebie. Nie znaczy to jednak, że nie mogę się minimalizmem interesować i dostosowywać go do swoich wymagań i potrzeb tak jak tego chcę. A chcę bardzo!

Lubię siebie nazywać minimalistką, głównie zresztą na własny użytek, ale wiem, że przez większość osób, które tak o sobie myślą zostałabym wyśmiana lub chociażby potraktowana z pobłażliwym uśmiechem. Do prawdziwego minimalizmu mi bowiem daleko i mam tego świadomość. Dlaczego więc myślę tak o sobie? Bo wiem jaką drogę przeszłam od momentu, gdy minimalizm pojawił się w zasięgu mojego wzroku i głowy do momentu, w którym jestem teraz. Wiem, ile zmieniłam ja sama a ile zmieniła we mnie idea minimalizmu. I choć dla niektórych może wydawać się to śmieszne ja sama jestem z tego powodu z siebie dumna 🙂

Dla mnie zatem minimalizm to nie tylko to ekstremum, które zaleca żyć przy wykorzystaniu minimalnych środków, minimalnej przestrzeni i rzeczy, które do życia są niezbędne, całą resztę traktując jako niepotrzebny balast. Dla mnie minimalizm to stan ducha i poczucie, że jestem dla siebie dużo lepsza niż byłam kiedykolwiek wcześniej. Dla mnie minimalizm to świadomość i głównie na tym opieram się myśląc o sobie jak o minimalistce. Mój minimalizm to też slow life, zdecydowanie. Z tych właśnie powodów wydaje mi się, że do niczego nie aspiruję, bo realizuję już wizję minimalizmu, która odpowiada mnie i mojej rodzinie najbardziej. Na pewno kilka rzeczy jeszcze w swoim życiu zmienię, ale nie dlatego, że minimalista powinien to czy to robić lub nie. Zmienię je dlatego, że czuję, że do pewnych zmian dojrzałam i wiem, że zarówno ja jak i moja rodzina na nich zyskamy.

Jeśli interesujecie się zatem minimalizmem nigdy nie wahajcie się szukać swojej drogi do niego. I nie zważajcie na to, że z niektórych rzeczy nie umiecie lub nie chcecie zrezygnować. W minimalizmie bowiem nie ma moim zdaniem i nie powinno być tzw. must have-ów. To Wy decydujecie co Wam służy, a gwarantuję, że jeśli zaczniecie swoje życie kierować na drogę, którą wyznacza minimalizm, jeśli wprowadzicie nawet najmniejsze zmiany, zobaczycie, że warto i prawdopodobnie będziecie chcieli więcej 😛 I do niczego nie aspirujcie! Nie musicie walczyć o to, by ktoś inny nazywał Was tak czy tak, wystarczy to jak sami się czujecie i na kogo wyrastacie w swojej głowie 🙂

A tak btw., oto kilka rzeczy, z których nie umiem zrezygnować i które dyskwalifikują mnie jako minimalistkę 😛

  • Nigdy nie zrezygnuję z kupowania książek i nigdy nie przestawię się na czytanie tylko tego, co mogę wypożyczyć w bibliotece czy od znajomych. Moje półki w domu muszą być zapełnione rzędami książek i nic na to nie poradzę! Mój minimalizm w tej kwestii znaczy zatem tyle, że to kupowanie książek bardzo porządnie ograniczyłam i teraz zanim jakąś powieść włożę do koszyka bardzo mocno się nad takim zakupem zastanowię. Ps. Marzę, by kiedyś, w swoim własnym mieszkaniu mieć ścianę półek, które przeznaczone będą tylko i wyłącznie dla książek. Bardzo nieminimalistycznie!!!
  • Uwielbiam kupować książki kucharskie i oglądam je maniakalnie, co nie znaczy, że równie maniakalnie z nich gotuję 😛 Pracuję jednak nad tym i zaczynam ich używać zdecydowanie częściej niż dawniej.
  • Mam materialne marzenia 🙂 Obecnie, oprócz mieszkania, które od stóp do głów wreszcie będzie urządzone tak jak my tego chcemy, marzę o jednym konkretnym kawałku biżuterii. I tak jak mieszkanie jest potrzebą całej naszej rodziny, tak ta biżuteria to po prostu moje własne, egoistyczne, nieminimalistyczne widzimisię i chciejstwo! Na usprawiedliwienie mam tylko tyle, że na jej rzecz zrezygnowałam z bardzo wielu innych rzeczy, które mogłabym może mieć, ale których nie chcę 😛
  • Lubię dawać i dostawać prezenty i w tej kwestii mój minimalizm to raczej zdrowy rozsądek po prostu 🙂
  • Ciągle mam zbyt dużo rzeczy w domu, takich, których nie używam, tzw. przydasiów. Moja nadzieja w tym, że za kilka miesięcy przeprowadzamy się z powrotem do Polski. Już nie mogę się doczekać momentu, kiedy przeglądowi ulegną wszystkie rzeczy jakie rodzinnie posiadamy. Wiem, że część z nich już z nami dalej nie powędruje 🙂
  • Ciągle też zdarza mi się kupić coś tylko dlatego, że mam na to chwilową ochotę. Zwykle potem przychodzi do mnie myśl, że zrobiłam głupotę, ale cóż, człowiek jest tylko człowiekiem. Ostatni niepotrzebny wydatek? Żonkile w maleńkiej doniczce, takie, które tylko czekają na rozkwitnięcie. Ich zakup miał mnie cieszyć, ale tak naprawdę w ciągu zabieganego dnia nawet nie zwracam na nie uwagi…
  • Nadal lubię kupować, tyle, że dużo, dużo rzadziej i dużo, dużo bardziej świadomie. Dbam by nie znosić do swojego domu tych przysłowiowych śmieci, z którymi już w kilka godzin po powrocie ze sklepu nie wiem co robić. Teraz czekam i wyszukuję pojedyncze rzeczy, które chciałabym by zagościły w moim domu a później się nimi cieszę 🙂

A Wy? Jakie nieminimalistyczne grzechy popełniacie? Żałujecie czy nie? Ja jakoś nie 😛

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

MÓJ MINIMALIZM

Dlaczego warto ograniczyć zakupy? 7 konkretnych powodów.

Ponieważ po raz kolejny w tym roku nastał sezon wyprzedaży i obniżek wszelakich pomyślałam, że to doskonała okazja do tego, by ...

  • kultur-alnie

    Fajny, mądry tekst, pod którym chętnie się podpiszę. Dla mnie w minimalizmie najważniejsza jest świadomość pewnych rzeczy i uważna codzienność. To brzmi trochę ogólnikowo, ale raczkuję w temacie i nie umiem jeszcze ogarnąć tego, czym się ostatnio fascynuję. Na razie czytam, oglądam, słucham. I szukam inspiracji. Zmieniam się i jest mi z tym dobrze. Nie muszę spełniać tysiąca warunków, aby ktoś uznał, że jestem minimalistką.

    W kwestii książek, kupuję znacznie mniej, ale lubię od czasu do czasu kupić sobie książkę i nie wyobrażam sobie domu bez półek z książkami. Ostatnio sporo tytułów oddałam bibliotece i naprawdę nawet przez chwilę za nimi nie zatęskniłam:)

    • Uważność. Też mnie fascynuje i bardzo chcę nad nią pracować, ale strasznie mi o to trudno walczyć. Staram się jednak bardzo! 🙂 Co do książek, to w Polsce mam potężną grupę książek, które powędrują na sprzedaż, do biblioteki lub innych osób. I też za nimi nie zatęsknię 😛

  • Minimalizm W Nas

    Świetny post ! 🙂 Mi do minimalistki baaardzo daleko, grzeszki? Tak ! Mąż sobie zażyczył dziś obiad z dowozem.. 😀 A wiesz co to było ? Spagetti z tunczykiem, brokułem i kukurydzą… Po przyjechaniu zrozumiałam, że te wszystkie skłądniki miałam w lodówce.. Ehh.. No coś w tym jest, ale mąż za argumentował, że nie muszę myć po obiedzie.. 😀 😛

    • No tak, spaghetti mogłaś zrobić sama, ale czym byłoby życie bez odrobiny szaleństwa 😛 A tak poważnie, to sama akurat na punkcie domowego jedzenia mam świra, choć też zdarza nam się zjeść ‚na mieście’ i wcale nie uważam, by to jakoś kolidowało z moim minimalizmem 🙂

      A co chciałaś dodać na swojego bloga, bo nie bardzo rozumiem? 😛

  • Dla mnie minimalizm to najogólniej rzecz biorąc radość czerpana z rezygnacji i świadomość, że dążenie do mniejszego stanu posiadania i mniejszych aspiracji poprawia mój komfort życia. I nie mam z tym problemu, co ktoś sobie o mnie myśli, czy się mieszczę w jakiejś definicji czy nie, to dla mnie nieistotne. I choć zdarzają się tacy, którzy realizują się posiadając np 100 przedmiotów, szanuję ich i doceniam, to najprawdopodobniej nigdy nie będzie to moja bajka. A że zdarzają się grzeszki? Jasne, mnóstwo. Droga do minimalizmu jest procesem i to w sumie najfajniejsze.

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Pani Poczytalna u mnie! 😀 Od dawna Cię podczytuję i ciągle myślę, że muszę w końcu zostawić u Ciebie swój ślad i tak mi czas leci… A nikt tak bardzo nie nastraja mnie na uważność jak Ty 🙂

      Co do minimalizmu to tak, dla mnie też ważna jest właśnie ta radość, którą czerpię z rezygnacji z czegoś, z pozbywania się kolejnych rzeczy i nie nabywania nowych, z faktu, że wiem, że moje życie staje się lepsze 🙂 A grzeszki skutecznie sobie usprawiedliwiam 😛 Trochę szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziło prawda?

      • Dziękuję za dobre słowo, miło mi, zapraszam 🙂
        Ja dzięki minimalizmowi mam mniejszą ochotę na grzeszki, choć jasne, zdarzają się 😉

  • Ja wiem doskonale, że mój dom nie jest minimalistyczny w pełnym tego pojęcia znaczeniu i być nie może ze względu na wieloosobową rodziną, która w nim mieszka. Nie mniej jednak, odkąd jestem świadomą konsumentką, prawie w ogóle niczego nie kupuję. Moja szafa gdyby miała oczy to by na nie przejrzała 🙂 I nie lubię traktować moich zakupowych potrzeb jako słabości, bo to nie jest tak, że niczego nie potrzebujemy. Niestety, nakładając na siebie ograniczenia jeszcze bardziej się z nimi związujemy. Dlatego popieram Twój wpis i myślę, że każdy żyje na swój własny sposób i dla każdego minimalizm może być inny.

    • Zgadzam się z Tobą. Też wydaje mi się, że moje meble odetchnęły z ulgą, gdy odkryły, że miast przynosić nowe rzeczy do domu to się ich pozbywam. Ale nie powiem, raz na jakiś czas lubię sobie coś kupić i nie czuję się z tego powodu źle a wspaniale, bo wtedy wiem, że oto trochę się rozpieściłam, a przecież raz na jakiś czas każdy na to zasługuje 😛 A to, że jestem teraz dużo bardziej świadoma powoduje, że przebieram nogami na nasz powrót do Polski i możliwość pozbycia się połowy rzeczy, które zalegają mi np. w kuchni czy łazience. Dawniej o takich przydasiach myślałam z czułością a teraz mnie denerwują 😛