MINIMALIZM I DZIECKO

Dlaczego nasze dzieci mają więcej zabawek niż my kiedykolwiek mieliśmy?

Nie oszukujmy się. Kiedy na świecie pojawia się Twoje pierwsze dziecko, to czego chcesz dla niego najbardziej to to, by było w życiu szczęśliwsze od Ciebie. Chcesz być zatem dla niego lepszym rodzicem niż Twoi byli dla Ciebie, chcesz z nim spędzać więcej czasu niż oni spędzali z Tobą i w końcu chcesz, by ono miało wszystkiego więcej i ciekawiej niż Ty kiedykolwiek miałaś czy miałeś. Niestety często te nasze marzenia o jego lepszym życiu kończą się jedynie na tym, że nasz ukochany syn czy córka dosłownie giną pod warstwami zabawek, których też mają więcej, więcej niż my kiedykolwiek mieliśmy…

Mój synek obchodził niedawno swoje drugie urodziny. Z tej okazji zastanawiałam się nad swoim dzieciństwem i zabawkami, które z nim kojarzę i którymi mi ono „pachnie”. Nie pamiętam ich może wiele, ale jest kilka, które do tej pory wspominam. Należą do nich na pewno dwie lalki Barbie i Ken, które to kilka lat później skutecznie zostały unicestwione przez moją młodszą o siedem lat siostrę. Do tej pory pamiętam jak siedziałam na łóżku w swoim pokoju i się nimi bawiłam a później odstawiałam z pieczołowitością na przynależne im miejsce na półce, do tej pory wiem też jak były ubrane (jedna lalka w sukienkę księżniczki, druga w strój jeansowy i pasujące do tego kozaczki i Ken w granatowym garniturze!:)) Pamiętam też moją mini kolekcję słoników, które w pewnym momencie swojej wczesnej młodości postanowiłam kolekcjonować. Pamiętam radość i łzy jakie towarzyszyły mi, gdy na 13 urodziny moja starsza kuzynka podarowała mi trzy nowe, porcelanowe słonie! Aż trzy! Nie mogłam w to uwierzyć! Tyle radości na raz! Pamiętam też swoje ukochane książki, czytane mi przez mamę przed snem „Baśnie czeskich dzieci” czy „Baśnie braci Grimm”. Pamiętam swoją ekscytację i radość mojej siostry, gdy ta dostała w prezencie od św. Mikołaja wielką, pluszową, zieloną żabę… Ciągle zastanawiam się, czy dzisiejsi kilkulatkowie mają szansę na to, by kiedyś w przyszłości, z równie wielkim rozrzewnieniem wspominać swoje zabawki i momenty, kiedy je otrzymali? Chyba nie. Ktoś powie, że to dobrze i po części się z tym zgodzę. Nie do końca jednak.

Dlaczego?

Coraz częściej obserwuję wokół siebie pewien trend: kolejna nowa zabawka w pokoju dziecka staje się synonimem okazanej mu miłości i troski. I według mnie często nie ma w tym niczego złego, do momentu, gdy w tym dziecięcym pokoju nie widać już ścian czy dywanu, do momentu, gdy zaproszeni na kolejne urodziny kilkulatka przerażeni goście stwierdzają, że nie mają mu co kupić, bo rzeczywiście on już „wszystko ma” i do momentu, gdy dawane przy każdej możliwej okazji, takiej nawet jak wyjście na zakupy do supermarketu, zabawki kończą swój żywot na tym, że leżą zapomniane i rzucone w kąt. Zabawki bowiem mają służyć do zabawy, nie przez dzień czy tydzień, a przez lata! Dlaczego zatem tak wielu z nas o tym zapomina, dlaczego wydajemy pieniądze na coś, co dziecko zauważy przez kilka godzin czy kilka pierwszych dni?

Z moich obserwacji wynika, że powodów, dla których nasze dzieci mają dużo więcej zabawek niż dzieci z pokoleń poprzednich jest kilka:

– Po pierwsze, wciąż pokutuje w nas i w naszych rodzicach przekonanie, że więcej znaczy lepiej. My nie mieliśmy wiele, zabawki dostawaliśmy od tzw. wielkiego dzwonu, często były one nie do końca takie jakie byśmy chcieli. Nasi rodzice pod tym względem mieli jeszcze gorzej, dodatkowo prawdopodobnie nadal pamiętają o tym, jak ciężko było im zdobyć coś naprawdę wyjątkowego dla nas, swoich dzieci. Teraz zatem jest ten czas, kiedy dzięki naszym dzieciom a ich wnukom wszyscy nadrabiamy nasze zabawkowo – zakupowe zaległości. Kupujemy zatem dużo i kolorowo. Kupujemy bezmyślnie, bo ta plastikowa, kolorowa rzecz to przecież coś o czymś sami kiedyś marzyliśmy. A że nabywamy je w ilościach niemal hurtowych? No cóż…

– My, rodzice mamy wizję: chcemy cudownego życia dla naszych dzieci, a co za tym idzie, perfekcyjnie udekorowanego pokoiku z półkami pełnymi pięknych lalek czy niesamowitych samochodów, z łóżkami służącymi już nie tylko do spania, z pojemnikami pełnymi klocków, piłek itp. itd. Chcemy, by nasze dzieci, nie musiały tęsknić za niczym.

– Często w sposób bardzo nieprzemyślany kupujemy kolejne zabawki, bo dlaczego akurat nasze dziecko ma być gorsze od innych. Masz konto na instagramie czy facebooku, masz znajomych czy członków rodziny z dziećmi w podobnym wieku co Twój syn czy córka? Masz zatem skalę porównawczą. Tak jak z każdą inną rzeczą, tak i tutaj działa w nas mechanizm, który każe nam równać z innymi „w górę”. Dziecko sąsiadki ma pokój przez który trudno przejść, ale który sprawia, że Twojemu na moment zaświecą się oczy? To znaczy, że ono też musi, a przynajmniej powinno, taki pokój posiadać. Przecież nie może czuć się wykluczone, nie może czuć się gorsze. My tym bardziej, co z nas za rodzice, jeśli skąpimy na kolejnego misia czy samochodzik?

– Kupujemy, bo nie umiemy odmawiać lub boimy się „konsekwencji” takowej odmowy (czyt. np. niekontrolowanego płaczu w sklepie). Dla niektórych z nas odmówienie czegoś dziecku jest niemal równoznaczne z powiedzeniem mu: „już Cię nie kocham”. Dlaczego? Kultura konsumencka, ale również niektóre z tzw. metod wychowawczych, jasno nam przecież mówią / wmawiają, że mamy być rodzicami „na tak”! Poza tym, jeśli nam samym zakupy sprawiają tyle przyjemności, to dlaczego mamy żałować jej naszym dzieciom? Przecież po to w gruncie rzeczy jesteśmy w ich życiu, by zapewnić im szczęście. Odmowa zakupu kolejnej zabawki całkowicie temu zaprzecza…

– Nasze dzieci mają więcej i więcej zabawek, bo my mamy większe i większe poczucie winy, że: a) nie jesteśmy dla nich tacy jacy chcielibyśmy być, b) nie spędzamy z nimi wystarczająco dużo czasu, c) nie ma nas z nimi w ważnych dla nich chwilach itp. itd. W takich sytuacjach zabawki wydają się być świetnym antidotum i na dziecięcy smutek i tęsknotę i na nasze wyrzuty sumienia, bo może i mnie nie ma przy dziecku, ale ile ja mu mogę przez to rzeczy zapewnić?!

– W końcu, kupujemy, bo po prostu nie potrafimy przestać. Najpierw kupowaliśmy bez opamiętania rzeczy dla siebie, teraz kupujemy dla dziecka. Ten sam mechanizm działania, jedynie końcowy odbiorca inny. Tylko tyle i aż tyle.

Oczywiście, do tych wszystkich wymienionych przeze mnie powodów dodajmy jeszcze bezokazyjne prezenty od dziadków, dodajmy prezenty urodzinowe i świąteczne, dodajmy prezenty kupowane „bo jesteśmy na wakacjach i wypadałoby przywieźć z nich jakąś pamiątkę” a uskłada się nam niemała, śmiem nawet twierdzić, że dużo za duża ilość zabawek, z którymi, prędzej czy później, my rodzice, będziemy musieli coś zrobić!

Sama, będąc jeszcze w ciąży w moim pierwszym dzieckiem wiedziałam, że będę z zalewem zabawek w życiu swojego synka walczyć, jakkolwiek głupio może to brzmieć dla części z Was. Na razie jestem w tej materii bardzo skuteczna (zdecydowanie stawiam na jakość a nie ilość), a co najważniejsze nie zauważyłam ani jednego znaku wskazującego na to, by moje dziecko cierpiało z tego powodu. Oczywiście zdaję sobie sprawę z takiego prostego faktu jak ten, że „im dalej w las tym więcej drzew”, ale grunt to pozytywne myślenie!

Jak to natomiast wygląda u Was? Może macie jeszcze inne powody, dla których w pokojach Waszych dzieci pojawia się coraz więcej, w gruncie rzeczy, całkiem niepotrzebnych zabawek? Chcielibyście to zmienić czy czujecie się z tym całkiem dobrze? Pełne zabawek pokoje dziecięce są dla Was i Waszych dzieci synonimem szczęścia czy raczej małą pułapką, z której nie wiadomo jak wyjść?

Bardzo jestem ciekawa Waszego zdania na ten temat.

Related posts

MINIMALIZM I DZIECKO

Jak mądrze ograniczyć ilość zabawek? Przewodnik.

Ponieważ jestem matką, matką minimalistką, posty dotyczące tego jak wychowywać dzieci w tym duchu pojawiają się tutaj i pojawia...

MINIMALIZM I DZIECKO

Moje dziecko nie chce nowych zabawek. Dlaczego?

Ostatnio zastanawiałam się nad tym skąd biorą się dzieci, o których sami rodzice tychże mówią "rozwydrzone" i "roszczeniowe". ...

  • Maria Krupka

    Będąc w cíąźy z przerazeniem patrzylam na inne cieźarne, ktore już mialy nakupowane stosy zabaweK. Bardzo dbalam o to, zeby tych zabawek bylo malo, ale zeby byly dobrej jakosci. Niestety po drugich urodzinach corki ponioslo nas i faktycznie przez jej pokoj nie dalo sie przejsc. Ogarnelam sie jednak i ostatnio oddalysmy wspolnie wybierajac dwa wory zabawek. Niedlugo corka bedzie obchodzic trzecie urodziny i wolalam powiedziec bliskim co kupic, zeby znow nie zalala nas fala rzeczy, ktore szkoda oddac, bo to od cioci/ wujka/ babci. No i my nie kupujemy duzego prezentu, bo przeciez i tak dostanie ich (za) duzo. Za to bedzie wymarzony przez corke teczowy tort i ksiezniczkowe dekoracje 🙂

    • U mnie było bardzo podobnie. Sama w ciąży nie kupiłam prawie żadnych zabawek dla synka, ale za to moja teściowa bardzo ‚obrodziła’ w tej kwestii, co skończyło się na tym, że części, zwłaszcza miśków, pozbyłam się dość szybko. Sami, tak jak Ty zresztą, nie kupujemy synkowi groma zabawek ani z okazji urodzin ani świąt (wychodzę bowiem z założenia, że koniec końców i tak z tych dwóch okazji nazbiera mu się ich wystarczająco dużo od innych) a oddzielanie ‚plew od ziarna’, czyli zabawek, którymi się bawi od tych, które poszły w odstawkę i należy się z nimi pożegnać stało się moim nawykiem i robię to bardzo regularnie. Myślę, że mówienie bliskim co chcielibyśmy by dziecko dostało jest bardzo dobrym pomysłem, choć wiem też, że nie każdy bliski naszego dziecka jest zainteresowany tego typu wiedzą 🙁 My na szczęście ostatnio, kiedy synek obchodził drugie urodziny, trafiliśmy całkiem przypadkowo na nowy patent, który mam nadzieję, że będziemy mogli stosować w przyszłości. Na pewno podzielę się nim na blogu 🙂 Ps. bardzo dziękuję, że do mnie zajrzałaś i zostawiłaś swój komentarz! Zapraszam ponownie, mam nadzieję, że się nie zawiedziesz 🙂