MÓJ MINIMALIZM

Czy minimalizm to moda?

Ostatnio prześladuje mnie pytanie czy może raczej wątpliwość dotycząca minimalizmu i tego jak nagle (choć może wcale nie nagle?) zyskuje on na popularności: ludzie o nim mówią, piszą, nad nim debatują i co poniektórzy wprowadzają w życie. Czy to moda? A jeśli tak to z czego wynika i czym się skończy? Niektórzy wnioskują, że tak, minimalizm jest modny, jak duńskie hygge czy szwedzkie lagom, jak skandynawskie wnętrza czy weganizm. Nie raz zetknęłam się z zarzutem skierowanym w minimalizm i minimalistów, że tak naprawdę w dużej części to co nazywamy minimalizmem to tylko wykreowany twór, który jak wszystko inne ma się sprzedawać, a minimalizm rzeczywiście się teraz ‚sprzedaje’. Tyle, że różnica między tym minimalizmem a Minimalizmem przez duże M jest ogromna i znacząca. Co z tą modą zatem???

Mam ochotę zaryzykować stwierdzenie, że minimalizm w jakimś stopniu jest modą, jest modny, ale nie z przyczyn płytkich i pozbawionych wartości i sensu a z jednego, ważnego powodu. Minimalizm stał się odpowiedzią na zaistniałą potrzebę, a może też jest sposobem na znalezienie odpowiedzi na tą potrzebę? Jaką? Już wam mówię.

Jakiś czas temu oglądałam w tv „Drugie Śniadanie Mistrzów”, w którym goście dyskutowali bodajże o wyborach w Niemczech. Jedna z zaproszonych osób przy tej okazji przytoczyła wyniki badania socjologicznego, w którym pytano młode osoby czego najbardziej potrzebują w życiu, czego od życia oczekują, czego szukają. Najczęściej pojawiającą się odpowiedzią był SENS. Młodzi ludzie chcą czuć, że ich życie i to co robią ma sens. I tak sobie myślę zatem o tym sensie i o tym, że można go szukać na różne sposoby. Moim zdaniem albo będziemy go poszukiwać na zewnątrz siebie, będziemy chcieli, żeby ktoś nam go nadał i powiedział, że tutaj on właśnie, ten sens leży: w takim życiu, zachowaniu, wartościach, albo będziemy go próbowali znaleźć sami, w sobie. Jak? Są różne drogi, tak mi się przynajmniej wydaje, ale mam wielką ochotę powiedzieć, że minimalizm jest jedną z nich. Wiecie dlaczego? Bo pozwala nam wyeliminować z życia to co tego sensu jest pozbawione, co stanowi dla nas balast, niepotrzebny ciężar, udrękę. Zawsze tak bowiem z minimalizmem jest, że jeśli weźmiemy się z nim za bary, jeśli podejdziemy do niego na serio to on nigdy nie skończy się na tym, że wyrzucimy z szaf niepotrzebne nam ubrania czy zrobimy remanent na półce z płytami CD. Jestem pewna, że oczyszczanie domu w pewnym momencie stanie się oczyszczaniem przestrzeni dookoła siebie i w sobie. Musi tak być. Skoro bowiem pozbędziemy się z życia nadmiaru i fałszywej potrzeby posiadania coraz większej ilości przedmiotów okaże się, że mamy w nim miejsce na inne rzeczy, sprawy, na swoje myśli, przemyślenia, poszukiwania, na wybory i decyzje. Minimalizm, jeśli mu na to pozwolimy, może stać się przyczynkiem do znalezienia w swoim życiu jakiegoś sensu.

I dalej. Moje pokolenie, dzisiejszych trzydziestolatków, jest kolejnym pokoleniem wychowywanym w kulcie rzeczy, nowości, posiadania, wymieniania na ten nowszy, lepszy model. Kolejne pokolenie, które odkrywa, nierzadko na przykładzie rodziców czy starszych kolegów, że te wartości to nie wartości, że takie zachowania czy działania jak np. tzw. wyścig szczurów prócz wątpliwej jakości prestiżu czy możliwości zaharowania się na śmierć nie niosą za sobą i ze sobą żadnego SENSU. Widzimy, że to nie tędy droga i stąd szukamy innej. To szukanie stało się modne, tak, tyle, że nie bez powodu. Tak jak nie bez powodu modny stał się minimalizm.

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

You’re doing it wrong, czyli o tym co w minimalizmie może ‚nie grać’!

Przeczytałam ostatnio bardzo fajny wpis na jednym z anglojęzycznych blogów. Wpis dotyczył minimalizmu i dwóch 'problemów' z nim z...

MÓJ MINIMALIZM

Minimalizm i hygge. Co je łączy?

Ponieważ znam minimalizm i ponieważ znam hygge, czyli duński, osławiony ostatnio bardzo, sposób na szczęśliwe życie wymyśliła...