MINIMALIZM I DZIECKO

Czy istnieją jakieś minusy posiadania przez nasze dzieci bardzo wielu zabawek?

Jako, że temat zabawek jest od jakichś dwóch lat tematem, który nie tylko jest u mnie bardzo ‚na czasie’, ale który również bardzo mnie absorbuje, będzie to zagadnienie do którego będę na More and Less regularnie wracała. Dla mnie minimalizm, gdy w naszym domu pojawiają się dzieci ma bowiem całkiem inny smak od tego, którym możemy się zainteresować i wprowadzić do naszego życia, gdy tych dzieci nie mamy, gdy decydujemy tylko o sobie, swoim życiu i tym, w jakim kierunku chcemy w nim podążać. Stając się rodzicem zauważamy, że dla dobra nas samych, ale głównie dla dobra naszych dzieci nasz minimalizm musi przybrać zgoła inną postać niż ta, do której ‚promocji’ jesteśmy przyzwyczajeni. Tak jak bowiem sobie możemy wielu rzeczy odmówić, z wielu z przyjemnością zrezygnować, tak już w przypadku dzieci nie jest to takie proste. Dla mnie zatem minimalizm w domu, w którym królują dzieci równa się raczej ograniczonemu konsumpcjonizmowi i próbie wychowania mądrego nie-materialisty. Stąd też właśnie na moim blogu pojawił się wcześniej wpis o tym dlaczego moim zdaniem dzisiejsze dzieci posiadają tak dużo zabawek, a dzisiaj pojawia się kolejny, o minusach, których rodzice często nie zauważają, a które niesie ze sobą nadmiar tychże.

Dzieci, które posiadają zbyt wiele zabawek przestają się bawić przedmiotami codziennego użytku.

W sumie dla niektórych rodziców takie zachowanie dziecka może się wydawać wielkim plusem tej sytuacji i być nawet bardzo pożądane, ja jednak będę obstawać przy opcji, że jest to coś negatywnego. Moim, zresztą nie tylko, zdaniem dziecko, które bawi się ‚zwykłymi’ rzeczami w widoczny sposób rozwija swoją kreatywność i wyobraźnię. Sytuacja podobna do tej z książkami i czytaniem ich dzieciom. Nikt nie przekona mnie, że dziecko pochłaniające głównie podane mu przez tv, gotowe bajki w ten sam sposób rozwija swoją wyobraźnię co dziecko, któremu rodzice codziennie czytają, które zmuszone jest by dane postacie i sytuacje samemu sobie w głowie ‚tworzyć’. Tak samo jest tutaj, kiedy, tak jak robi to mój dwulatek, tłuczek do ziemniaków potrafi stać się laską dziadka, a garnki sprzętem do grania. Oczywiście, nie wyobrażam sobie, że miałabym bronić swojemu dziecku zabawy w orkiestrę za pomocą stworzonych ku temu zabawek, ale ważne jest by dziecko widziało, że ma możliwość i może posiłkować się w swoich zabawach też innym sprzętem. Wydaje mi się to kluczowe zwłaszcza, gdy zauważymy, że coraz częściej zabawki dla dzieci mają już swój bardzo określony wygląd, płeć czy przybraną jedną, określoną postać, której dziecko zmienić nie może. Nawet dorosłemu trudno byłoby wmówić sobie, że ta lalka wyglądająca jak Elsa czy Elmo chociażby, może być kimś innym w naszej głowie…

Nadmiar zabawek sprawia, że dziecko nie odczuwa ich wyjątkowości.

Nie ukrywam, że moim marzeniem jest, by moje dzieci potrafiły wykształcić w sobie jakiś rodzaj więzi z niektórymi zabawkami, żeby miały te swoje ulubione, najulubieńsze bez których żyć nie mogą. Na razie synek jest na tyle mały, że w naszym domu odbywa się regularna rotacja zainteresowań i zabawkowych faworytów, ale myślę, że niedługo zacznie się to zmieniać. W tym poście pisałam o tym z jakimi zabawkami kojarzy mi się moje własne dzieciństwo. Chciałabym, by moje dziecko, jedno czy drugie, również potrafiło łączyć swoje wspomnienia z lat dzieciństwa z konkretnymi, ważnymi dla nich rzeczami. Gdy zasypujemy nasze dzieci kolejnymi i kolejnymi miśkami, lalkami czy autkami nie ma chyba na to szans. Indywidualność i wyjątkowość tych rzeczy rozmywa się i zabawki stają się niejako bezkształtną masą, z której można coś bez problemu uszczknąć a dziecko nawet tego nie zauważy. Osobiście zależy mi na czymś zupełnie odwrotnym.

Zbyt duża ilość zabawek i zbyt wielka częstotliwość ich otrzymywania rozpieszczają nasze dzieci.

Pomimo tego, że dzieci można rozpieszczać na wiele sposobów, to dawanie im niezliczonej ilości zabawek, najczęściej bez okazji jest tym co bardzo szybko budzi w nich poczucie, że ktoś ma wobec nich tego rodzaju zobowiązanie, że im się coś należy, że mają do tego niezbywalne prawo. Nie raz zdarzyło mi się być świadkiem sytuacji, w której dziecko, przyzwyczajone do otrzymywania prezentów i już kojarzące pewne osoby z takimi właśnie zabiegami, zaczęło samo domagać się tego typu zachowań. Niby wszyscy zainteresowani (oprócz dziecka) śmiali się z tego, że przy każdej wizycie dziecko ma już w swojej głowie gotową listę rzeczy, które chciałoby mieć, ale mnie osobiście w głowie włączał się czerwony alarm! Przecież to dziecko już wytworzyło w swojej głowie obraz tego co jest dla niego normalne i jak ta normalność ma wyglądać. Mając zaledwie kilka lat już zaczęło oczekiwać i wymagać! Wydaje mi się, że takie bezmyślne obdarowywanie naszych dzieci zabawkami sprawia, że w pewnym momencie tracą one poczucie tego, że istnieje coś takiego jak słowo „wystarczająco” czy „wystarczy”. Spirala nakręca się sama i koniec końców rośnie nam, na naszym własnym łonie, mały materialista, dla którego nie ważna jest wartość emocjonalna rzeczy czy to co obdarowujący chcieli mu przez nie przekazać, ale liczy się ilość, ilość, ilość i to by mieć więcej, więcej i więcej. Trochę to smutne, nieprawdaż?

Nadmiar zabawek może prowadzić do przebodźcowania.

Podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce byłam z moim dzieckiem po raz pierwszy w sali zabaw pełnej tuneli, trampolin i oczywiście wszelkiego rodzaju zabawek. Jo biegał tam niemal bez przerwy z miejsca na miejsce, nie mogąc usiedzieć chwili w jako takim spokoju. Wszędzie było go pełno, wszystko go ciekawiło, wszystkiego chciał dotknąć. W jego przypadku była to czysta ekscytacja z faktu, że znalazł się w takim a nie innym miejscu, ale ile znacie dzieci, które zachowują się w podobny sposób we własnych domach? Nie potrafią tak naprawdę skupić swojej uwagi na jednej zabawce, na jednej zabawie, są rozkojarzone i przytłoczone tym, że tak naprawdę mają zbyt duży wybór? To wszystko można właśnie nazwać przebodźcowaniem. W moim poście Jak zwolnić i prowadzić radosne życie rodzinne? odnoszę się do książki, którą teraz czytam i której autorka przekonuje, że człowiek, który ciągle narażony jest na otrzymywanie nowych informacji, bodźców, na zdobywanie nowych umiejętności bez chwili jakiegokolwiek wytchnienia i spokoju tak naprawdę nie ma szans na całkowity rozwój swoich możliwości. Nie mogąc bowiem swobodnie odetchnąć, w pewnym momencie nie mamy już energii do tego, by przyswajać to, co nowe. I tak jest chyba z dziećmi, które posiadają zbyt wiele i zbyt różnorodnie.

Oczywiście dla każdego z nas, rodziców, słowa „zbyt dużo” czy „za mało” mogą znaczyć i prawdopodobnie znaczą coś innego. To co dla mnie może wydawać się przekroczeniem jakiejś bariery dla kogoś innego może być „w sam raz” właśnie. To samo tyczy się rodzaju zabawek, które mają nasze dzieci. Sama zetknęłam się już z różnymi komentarzami osób, dla których moje uwielbienie dla drewnianych zabawek jest co najmniej dziwne… Ważnym wydaje mi się jednak, żebyśmy mieli na względzie i plusy i minusy danej sytuacji, by w pewnym momencie nie obudzić się z tzw. ręką w nocniku i nie zastanawiać się, jakim cudem ja i moje dziecko znaleźliśmy się w tym a nie innym miejscu, co robiłam czy robiłem źle. Sama od jakiegoś czasu bardzo lubię słowo umiar i cięgle się w nim szkolę. Was też do tego zachęcam 🙂

Related posts

MINIMALIZM I DZIECKO

Jak mądrze ograniczyć ilość zabawek? Przewodnik.

Ponieważ jestem matką, matką minimalistką, posty dotyczące tego jak wychowywać dzieci w tym duchu pojawiają się tutaj i pojawia...

MINIMALIZM I DZIECKO

Moje dziecko nie chce nowych zabawek. Dlaczego?

Ostatnio zastanawiałam się nad tym skąd biorą się dzieci, o których sami rodzice tychże mówią "rozwydrzone" i "roszczeniowe". ...