WARTO

Co czytamy, czyli o książkach dla najmłodszych słów kilka.

Zakładając bloga More and Less, a tym samym rezygnując z prowadzenia Zasiedziska wiedziałam, że na pewno znajdzie się tutaj miejsce dla książek. Moim marzeniem było również to, by móc pisać tutaj o czytaniu z dziećmi, o kształtowaniu w nich tej pasji, o rozwijaniu wyobraźni i koniec końców o naszych ulubionych książeczkach, tych obecnych w naszym codziennym życiu, tych do których wracamy i które lubimy, a raczej, które moje dzieci lubią najbardziej. Dzisiaj zatem podzielę się z Wami pierwszym zestawem książek dla najmłodszych, które u nas sprawdzają się najbardziej.

Ponieważ swoje dążenie do jako takiego minimalizmu biorę bardzo serio, bardzo dużą uwagę zwracam również na to co kupuję swojemu synkowi. Nie chcę, by nasze półki zajmował stos przypadkowych książeczek dla dzieci, kupionych w supermarkecie gdzieś pomiędzy zakupem suszarki do włosów a sosu sojowego. Zanim zdecyduję się zatem na zakup jakiejś pozycji najpierw próbuję dobrze zorientować się w tym, co nowego, wartego uwagi pojawiło się na dziecięcym rynku wydawniczym i co polecają inni. Lubię książeczki starannie wydane, które niosą w sobie wartościową treść i/lub piękne ilustracje. Chcę by moje dzieci od małego wyrabiały sobie tzw. gust, żeby wiedziały co naprawdę jest ze względu na swoją zawartość warte uwagi a co jest rzeczą stworzoną tylko i wyłącznie na potrzeby rynku nastawionego na zarobek. Tak właśnie widzę książeczki dla dzieci, niektóre są wynikiem pasji ich twórców i to widać, niektóre są wynikiem najprostszych zabiegów komercyjnych i to też widać. Oczywiście i te i te powstały z chęci zysku, ale jednak, jak dla mnie, mimo wszystko i tak różnica pomiędzy nimi jest znacząca i ważna.

W naszym domu książeczki synka dzielą się na dwie podstawowe grupy, jedna składa się z tych do czytania a druga z tych do oglądania, opowiadania i zadawania pytań 🙂 W każdej z nich znajdują się książeczki, z których korzystamy bardziej lub mniej regularnie, z większą lub mniejszą chęcią. Dzisiaj pokażę Wam nasze hity ostatnich tygodni/miesięcy mieszczące się w tej drugiej kategorii. Mam nadzieję, że zainspiruję Was nimi choć troszeczkę 🙂 Są naprawdę warte uwagi i mamy i dziecka!

„Rok w mieście”

„Rok w mieście” to jedna z wielu święcących obecnie triumfy książek kartonowych/wielkoformatowych, jest w niej jednak coś wyjątkowego. Po pierwsze, jak wskazuje na to sam jej tytuł, akcja wszystkich wydarzeń w tej książeczce toczy się w jednym mieście, w ciągu 12 kolejnych miesięcy. Na kolejnych stronach obserwujemy życie tych samych bohaterów, którzy cieszą się ze Świąt, chodzą do Zoo, jeżdżą na łyżwach czy rowerze, pracują i bawią się. Po drugie, kolory 12 miesięcy przedstawionych w „Roku w mieście” są zdecydowanie urzekające. Od razu widać, że jej autorka to artystka z niesamowitym wyczuciem stylu i barw. Mnie ta książka oczarowała początkowo właśnie kolorami i choć mogą się one niektórym wydawać nie wystarczająco krzykliwe czy wyraźne dla dzieci to gwarantuję Wam, że tak nie jest! Po trzecie, ta książka niejako ‚zmusza’ rodzica do tego, by spędzał czas ze swoim dzieckiem, by oglądał ją razem z nim. Dlaczego? Ilość przedstawionych sytuacji, postaci, elementów zabudowy miast, pojazdów, zwierzą itp. jest tak ogromna, że wprawne oko rodzica okazuje się być bardzo, bardzo w cenie, zwłaszcza jeśli nasze dziecko jest, tak jak mój synek, dwulatkiem. Ciekawe jest jednak to, że tak naprawdę, to on znajduje i potrafi opisać większość, czasami niedostrzegalnych dla mnie, elementów! O tak, „Rok w mieście” to książka, która zmusza do zatrzymania się na chwilę i spędzenia czasu ze swoim dzieckiem. Czasu, który spokojnie może trwać kilkadziesiąt minut 🙂 I jeszcze coś, warto byście wiedzieli, że „Rok w mieście” to książka na lata, bo tak jak teraz zajmujemy się z synkiem głównie wyszukiwaniem szczegółów i osób na jej kartach, tak za dwa lata będziemy na podstawie ilustracji w niej zamieszczonych opowiadać sobie bogate w wiele wątków opowieści o jej bohaterach!

„Opowiem Ci mamo, co robią auta”

Kolejna kartonowa książeczka, która skradła serce mojego dwulatka. „Opowiem Ci mamo, co robią auta” to nasza pozycja obowiązkowa w planie dnia. Oglądamy i opowiadamy ją sobie codziennie. Na jej kartach, razem z synkiem, śledzimy losy pewnego żółtego malucha, który w swoim kolorowym życiu ląduje i na wsi, wśród kombajnów i traktorów, i u mechanika, i na pustyni, gdzie ścigają się dżipy, i w śnieżnych zaspach razem z odśnieżarkami. Moim zdaniem, to książeczka stworzona dla chłopców. Oprócz możliwości jej oglądania i opowiadania sobie nawzajem, dzieci dostają różne proste a jednak angażujące je w zabawę zadania do wykonania, a to mają coś policzyć, a to odszukać. Jest bardzo ciekawie i naprawdę ładnie! Ja sama już myślę o zakupie kolejnych książeczek z tej serii, a już najbardziej czekam na „Opowiem Ci mamo, co robią samoloty”, która to już niedługo ma się pojawić w księgarniach.

„Różnimisie”, „Robimisie” i „Co wypanda a co nie wypanda”

Te trzy książeczki kupiłam swojemu synkowi już jakiś czas temu, i tak jak od razu zdobyły jego serce, tak i do teraz w nim są. Jo je uwielbia, zwłaszcza pierwszą z nich, czyli „Różnimisie”. Dwie pierwsze to książeczki Agaty Królak z bardzo prostymi, ale niezwykle wymownymi rysunkami misiów. „Różnimisie” (czy to nie cudowny tytuł?!) skupiają się na przeciwieństwach, mamy tutaj więc misia smutnego naprzeciw wesołego, czystego obok brudnego, czy chudego obok grubego. Misie rysowane kredą na czarnym tle lub pisakiem na tle białym robią bardzo pozytywne wrażenie nie tylko na dzieciach. „Robimisie” to bardziej rozwinięta wersja książeczki pierwszej, tutaj kolejne misie prezentują już konkretne zawody. Jest zatem i pan fryzjer i pani dyrygentka, i pan leśniczy i pani kosmonautka. Trzecia z książeczek, czyli „Co wypanda a co nie wypanda” Oli Cieślak ma identyczny format i wielkość co dwie pierwsze, ale temat już zdecydowanie poważniejszy 😛 Miś panda uczy bowiem nasze dzieci savoir vivru, czyli tego, że np. nie bekamy w towarzystwie, nie trzaskamy drzwiami, nie mlaskamy przy jedzeniu czy nie spóźniamy się na kolację, ale za to dziękujemy gdy coś zjemy. Wszystko to za sprawą króciutkich, zabawnych wierszyków i prostych, acz wymownych obrazków 🙂

„Bardzo głodna gąsienica” i „Czy chcesz być moim przyjacielem?”

Te dwie książeczki Erica Carle początkowo mnie rozczarowały, choć Jo polubił je niemal od razu. Z czasem jednak i ja zauważyłam ich walory, jakimi na pewno są ilustracje wykonywane przez autora techniką kolażu oraz bardzo proste, zabawne teksty. „Bardzo głodna gąsienica” to historia małej gąsienicy, która musi dużo jeść by koniec końców przemienić się w pięknego motyla, a „Czy chcesz być moim przyjacielem?” to opowieść o małej, szarej myszce, która w trakcie poszukiwań nowej przyjaciółki spotyka wiele innych zwierząt, niezainteresowanych jej towarzystwem. Pierwsza z książeczek pozwoliła mi na zaangażowanie Jo w liczenie, druga to odgrywanie ról zwierzątek w niej występujących. Obie mój synek bardzo lubi i obie, razem ze mną, gorąco poleca 🙂

„Kto prowadzi? Who’s driving?”

Ta książka Leo Timmersa jeszcze kilka tygodni temu była totalnym królem wśród naszych bajek do oglądania. Jo ją uwielbiał i codziennie przed snem ‚czytaliśmy ją’ po kilka razy. Teraz jej czas już trochę minął, myślę, że po prostu synek wziął już z niej to co najlepsze i stwierdził, że czas na nowe. Pomimo to uważam, że nie mogę Wam jej nie polecić, zwłaszcza jeśli macie w domu chłopca! Przy pomocy tej książeczki Jo opanował nie tylko dźwięki wydawane przez kolejne pojazdy, ale również nauczył się jak rozpoznawać i nazywać takie zwierzęta jak np. czapla czy pingwin 🙂 To naprawdę bardzo, bardzo dobra i warta zakupu pozycja, którą można przerabiać i opowiadać sobie nawzajem na dziesiątki różnych sposobów.

A teraz pytanie do Was! Jakie książki królują obecnie u Was i jakie polecilibyście do naszej domowej biblioteczki? Nie ukrywam, że zaczynam już polowanie za książeczkami dla synka, które mają wylądować w worku Św. Mikołaja i tak jak z tymi kartonowymi nie mam większego problemu, to tak z tymi do czytania jest już trochę gorzej… A one stają się dla nas coraz ważniejsze, bo Jo wreszcie dorósł do tego, że chce, naprawdę chce by mu czytać. Co sprawdza się u Was? Macie jakieś ulubione, pięknie wydane zbiory bajek dla dzieci?

Related posts

WARTO

„Im mniej tym więcej” i wywiad z Joshuą Beckerem. Część 2.

Joshua Becker jest założycielem i autorem bloga Becoming Minimalist, który inspiruje innych, w tym mnie, do tego, by posiadać mniej...

WARTO

4 książki, które skłonią Cię do zmian w życiu. #1

Pomyślałam sobie ostatnio, że ponieważ znacie mnie już chyba z tego, że dużo czytam, momentami można nawet rzec, że robię to ...

  • Większość mamy tych samych 🙂 polecam jeszcze Czereśniową, „W podrózy czas się nie dłuży”, „Obrazki malucha” (w serii jest spory wybór, u nas hitem jest wieś) i serię „Mały chłopiec”. Nasza Księgarnia własnie wydaje nowa książkę z serii „Rok..”. PS. Głodna gąsiennica jest dla mnie fenomenem…

    • Paula

      Dziękuję za polecenia! O „W podróży czas się nie dłuży” nie słyszałam, ale widzę, że jest bardzo podobna do „Aut” wydawnictwa Babaryba 🙂 Lubimy! Obrazki malucha i Mały chłopiec to już jednak nie dla mojego synka, wyrósł już z tego typu bajeczek, ale gdy miał roczek to chętnie z podobnych korzystaliśmy 🙂 A „Głodna gąsienica” to rzeczywiście jakiś fenomen wśród dzieci, choć z tego co widzę to i inne pozycje tego autora cieszą się wielkim powodzeniem! 😀 Na „Rok z lesie” już się szykujemy! :)))

    • Dziękuję za polecenia! O „W podróży czas się nie dłuży” nie słyszałam, ale widzę, że jest bardzo podobna do „Aut” wydawnictwa Babaryba Lubimy! Obrazki malucha i Mały chłopiec to już jednak nie dla mojego synka, wyrósł już z tego typu bajeczek, ale gdy miał roczek to chętnie z podobnych korzystaliśmy A „Głodna gąsienica” to rzeczywiście jakiś fenomen wśród dzieci, choć z tego co widzę to i inne pozycje tego autora cieszą się wielkim powodzeniem! Na „Rok z lesie” już się szykujemy! :)))