MÓJ MINIMALIZM

Chcieć mniej? Da się! 6 kroków do tego, by tego dokonać.

Niby do tych naszych wielkich, rodzinnych, bogatych Świąt jeszcze daleko, ale jakby na to nie patrzeć, zbliżają się do nas wielkimi krokami. Na samą myśl o nich robi mi się na sercu ciepło (Wam pewnie też), choć z drugiej strony ze zgrozą czekam na te pierwsze kilka dni po 1 listopada, kiedy we wszystkich centrach handlowych i reklamach telewizyjnych czy radiowych jak grzyby po deszczu zaczną pojawiać świąteczne piosenki i obrazki. A wszystko po to, byśmy nie zapomnieli, że te kilka grudniowych dni to czas obdarowywania, a te kilkadziesiąt dni przed nimi to czas kupowania. Przynajmniej zdaniem speców od marketingu. I powiem Wam, że ich zabiegi przynoszą skutek! W moim przypadku, jeszcze te kilka lat temu, przynosiły wielki. Takie okazje jak ta jeszcze dotkliwiej uświadamiają nam czym stoi dzisiejszy świat: chciej więcej, miej więcej, kupuj więcej, zbieraj więcej. A to wszystko rób li i jedynie z powodu wymyślonej ku temu okazji, impulsu, zachcianki czy chwilowego poczucia komfortu i władzy.

Bardzo chciałabym byście jeszcze przed tymi Świętami zdążyli zmienić swój stosunek do tej całej kolorowej, głośnej, rozśpiewanej i konsumpcyjnie rozszalałej otoczki, która im towarzyszy. Wiecie dlaczego? Dlatego, ża ja sama jestem w tym coraz lepsza i przynosi mi to tak wielką satysfakcję, że nie mogę pojąć, że ktoś dobrowolnie oddaje ten stan, którym się tak cieszę w zamian za zabieganie, zakupoholizm, zmęczenie i chwilową satysfakcję, jaką zawsze niesie ze sobą nasze nieograniczone chciejstwo.

Oczywiście to nie jest tak, że ja niczego nie chcę, albo, że moje potrzeby są tak minimalne, że można powiedzieć, że ich nie ma. No way! Mam swoje materialne marzenia i zachcianki (zwłaszcza w okolicach Świąt), tyle, że nauczyłam się je dobrze rozpoznawać i dzielić na odpowiednie grupy: na te, które rzeczywiście mają czemuś w moim życiu służyć czy mają mi przynieść nie lada przyjemność i satysfakcję i te, które tak szybko jak się pojawiają tak szybko znikną, a ich realizacja byłaby bardzo dużym błędem i stratą. Myślę, że warto byście sami spróbowali takiego rozpoznawania swoich chciejstw, tych bardziej i mniej chwilowych, byście potrafili sobie z nimi radzić, tak by nie kierowały w żadnym stopniu Waszym życiem i byście potrafili sobie odpuszczać w chwilach, gdy rozpoznacie, że nie wniosą w Wasze życie absolutnie żadnej wartości.

5 kroków do tego, by chcieć mniej:

  1. Rozpoznaj w jakich okolicznościach pojawia się u Ciebie potrzebowania kupowania czy posiadania. Przyjrzyj się sobie i swoim zachowaniom i spróbuj wychwycić te momenty, kiedy pojawia się u Ciebie potrzeba, by coś mieć. Czy jest to wtedy, kiedy chcesz być jak inni, Ci, którzy w Twoim mniemaniu odnieśli godny naśladowania sukces, czy wtedy, kiedy nie możesz sobie z czymś poradzić i nowa rzecz staje się chwilowym rozwiązaniem problemu, czy może jeszcze dzieje się tak z jakiegoś innego powodu? Ja sama wiem, że u mnie zawsze głównym czynnikiem do tego, by coś posiadać było to, że ktoś, kto na jakimś polu mi imponował właśnie to ma, tym się zachwyca, to poleca. Nie rzadko szłam za takimi głosami ‚jak w dym’. Niestety.
  2. Zrozum, że impuls by coś zrobić nie równa się rozkazowi i jego realizacja nie jest koniecznością. To jest jedna z tych rzeczy, którą w moim obecnym życiu u w i e l b i a m! Potrafię bowiem na spokojnie podchodzić już do moich chciejstw, potrafię je przeczekać, z niemałym pobłażaniem pomyśleć sobie, że to co teraz czuję zaraz minie, że o rzeczy, która tak przykuła mój wzrok zapomnę zaraz po wyjściu ze sklepu. Znam już bowiem siebie i wiem, co jest dla mnie a co definitywnie nie i choć czasami czuję chęć, by już, w tej chwili coś stało się moją własnością bez większego powodu to umiem to uczucie rozpoznać i przeczekać. To samo polecam Wam do realizacji. Na początku na pewno będzie trudno, ale gdy już staniecie się wytrawnymi graczami w te klocki to w takich momentach będziecie doświadczać jedynie satysfakcji.
  3. Jeśli potrzebujesz, to nawet chwilowo, ustal sobie limit ilości rzeczy, które w danej kategorii chcesz posiadać. Tak naprawdę ja taki limit ustaliłam sobie na samym początku, w momencie, gdy chciałam się rozprawić z moim zakupoholizmem książkowym. I nie był to limit ilości książek, które chcę posiadać, ale jaką ich ilość mogę rocznie kupić. Stanęło wtedy na 10, nie więcej. W przypadku ubrań, kosmetyków etc. nie czułam takiej potrzeby, bo tak naprawdę mój minimalizm zaczął się od wyzbywania się wszystkiego co zbędne, a było tego sporo i jakoś od zawsze wiedziałam i wiem, że nie będę nadrabiała wyimaginowanych braków. Jeśli Wy czujecie, że możecie mieć takie chęci to warto sobie ustalić, że np. nie chcę więcej niż 2 płaszcze jesienno – zimowe czy niż jedną szufladę podkoszulków. W mojej obecnej sytuacji bardzo pomaga mi to, że żyjemy na małej przestrzeni, gdzie razem z mężem i częściowo dziećmi dzielimy jedną szafę. Ja po prostu wiem, że ta szafa się nie rozciągnie i pomieści w sobie tylko tyle a tyle rzeczy. W sumie zatem mogę stwierdzić, że to szafa trzyma mnie dodatkowo w ryzach, choć wiem, że i bez niej bym sobie poradziła. Fajna sprawa!
  4. Umiej sobie powiedzieć, że to co jest teraz wystarczy. To co posiadasz, to jakim jesteś człowiekiem jest wystarczająco dobre. Na ten moment nie musisz mieć więcej czy aspirować na siłę do tego, by być kimś więcej, zwłaszcza jeśli tego nie czujesz. Takie poczucie to jedna z zalet minimalizmu. Nagle okazuje się, że coraz częściej stwierdzasz, że lubisz swoje życie takie jakie jest, że lubisz siebie taką jaką jesteś / takim jakim jesteś, że to co masz w tej chwili jest wystarczające do tego, by żyć szczęśliwie. Oczywiście nie mówię tutaj o skrajnych przypadkach, kiedy ludzie żyją w biedzie czy patologii i walczą o to, by się z nich wyrwać. Mówię tutaj o sytuacji w jakiej jest większość społeczeństwa, nas, młodych ludzi, którzy, gdy patrząc na to z boku mają wszystko a ciągle czują, że czegoś im mało. Życia im mało? Warto pozytywnie uczulić się na to poczucie, że jest mi dobrze tak jak jest a jeśli przyszłość przyniesie ze sobą więcej: doświadczeń, przyjaciół itp. to też będzie mi z tym dobrze.
  5. Ciesz się małymi rzeczami. Dobrze jest pamiętać, że nasze życie przyniesie nam jeszcze ze sobą tyle sytuacji, rzeczy, spraw, że nie musimy na siłę zabiegać o kolejne. Możemy się natomiast oddać małym, codziennym przyjemnościom tj. czytanie (w moim przypadku bardzo), spokojne picie kawy (w przypadku innych rodziców też bardzo) czy długa kąpiel w wannie. Mam swoją drogą wrażenie, że będąc rodzicem stajemy się na takie, wydawałoby się, codzienne drobiazgi dużo bardziej wyczuleni i mała rzecz, czyt. np. czas, by zrobić coś dla siebie, urasta do rangi mega wydarzenia bardzo szybko 😛 Jeśli rodzicami nie jesteście, to tym bardziej warto nauczyć się doceniać codzienność, taką bez ciągłych ulepszeń, modyfikacji i dążeń do tego, że na siłę ma być lepiej, tu i teraz.
  6. Pamiętaj, że nie uleganie swoim chciejstwom to codzienna praktyka. Nasz świat jest tak bardzo nastawiony na konsumpcję wszelaką, że takie stawanie mu w poprzek wymaga od nas codziennie ‚pracy’. Warto pamiętać w takich sytuacjach co dla nas jest naprawdę ważne, co dla nas stanowi niezaprzeczalną wartość a co takie nie jest. Nie jest bowiem łatwo odmawiać sobie jednej, hipotetycznej przyjemności, po to tylko, by za chwilę atakowała nas wizja kolejnej i kolejnej. Nie jest łatwo, ale jak najbardziej jest to możliwe i tym lepsze, że gdy wśród tego całego zamieszania znajdziemy w końcu to czego naprawdę szukamy, docenimy to tysiąckrotnie bardziej!

Jak zwykle czekam na Wasz feedback! Dajcie znać, że jesteście 🙂

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Minimalizm i hygge. Co je łączy?

Ponieważ znam minimalizm i ponieważ znam hygge, czyli duński, osławiony ostatnio bardzo, sposób na szczęśliwe życie wymyśliła...

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

  • Mnie z różnych powodów omija ta świąteczno-konsumpcyjna otoczka, ale dodałabym jeszcze jedno – ograniczenie liczby impulsywnych zakupów to po prostu większy budżet na coś innego. Na przykład daleką podróż, lub kilka bliższych, a może jakieś szaleństwo wspólnie z bliskimi 🙂 Dla mnie motywujące:)

    • Tak, tak, tak, masz całkowitą rację! Od dawna tak właśnie myślę o niekupowaniu tzw. bzdur. Te pieniądze, które zostają mam szansę wykorzystać w dużo przyjemniejszy dla mnie czy całej rodziny sposób 🙂

  • kayaretro .

    fajnie piszesz!!! ja walczę z minimalizmem już od dwóch lat, ale dopiero od pół roku przestałam kupować. Wcześniej wydawało mi się, że nie wydaję pieniędzy, a tymczasem jak zaczęłam robić szczegółowe rozliczanie paragonów- oniemiałam i poszłam po rozum do głowy:)) Od pół roku jestem na zakupowym detoksie. Niedługo czeka mnie przeprowadzka do dużego domu. Mogłabym wziąć wszystko, a nawet jeszcze więcej, ale nie chcę. Na prawdę boję się sprzątania i poupychanych rzeczy na wszelki wpadek. Dlatego znowu, po dwóch latach czyszczę szczegółowo mieszkanie. Dwa lata temu przeszłam rewolucję w tym temacie. oddałam np.( z ręką na sercu) sześć dużych worków z butami dla dzieci, które od kogoś dostałam lub kupiłam za duże na przecenie. Nie wiem gdzie to upchałam, bo na pierwszy rzut oka moje mieszkanie nie było zagracone. Oczywiści worków i innymi rzeczami było dużo, dużo więcej. Teraz dalej sprzątam i ogarniam przestrzeń. Omijam sklepy wielkim łukiem. Chyba coraz lepiej mi idzie i nie ukrywam, ale jest mi z tym bardzo dobrze.

    • Po pierwsze, dziękuję! Po drugie, wow, sześć worków?! To się nazywa szał zakupów i kolekcjonowania 😛 Po trzecie, wow, za ten detoks na którym jesteś. Ja jakoś dotąd nie skusiłam się na takie całkowite odstawienie zakupów. Czuję, że na razie tego nie potrzebuję i radzę sobie całkiem dobrze kupując coś czego potrzebuję „raz na ruski rok” 🙂 Tym bardziej podziwiam, że zdecydowałaś się na całkowitą banicję zakupów! Ja, odkąd wyjechaliśmy z Danii też ciągle jestem w czyścicielskim szale, można tak powiedzieć. Ciągle mam wrażenie, że nadal mamy tych rzeczy za dużo, zwłaszcza tych, których nam już nie trzeba i ciągle myślę nad tym, gdzie i komu je oddać. Za dwa lata mamy zamiar wylądować w końcu w swoim domu i też nie chcę ciągnąć ze sobą tego bagażu rzeczy, których nam wcale nie trzeba 🙂 Fajnie się czyta, że u Ciebie to wszystko wygląda podobnie 😀