MÓJ MINIMALIZM

7 powodów, dla których kupujemy więcej niż nam potrzeba.

Zastanawiacie się czasami, dlaczego my, ludzie mamy skłonność do kupowania tak wielu rzeczy? Dlaczego osoby, które znamy i które mają to przysłowiowe WSZYSTKO nadal wracają z każdych zakupów z naręczem toreb, które pełne są kolejnych, niepotrzebnych im do niczego przedmiotów? Ja czasami o tym myślę, zwłaszcza, gdy mogę obserwować zachowania, szafy i podejście do zakupów innych, często bliskich mi osób. I zawsze wtedy myślę, że za nic nie chciałabym do tego wszystkiego wrócić, tyle z tym przecież ‚roboty’ 😛 Dlaczego zatem kupujemy na potęgę?

  1. Traktujemy rzeczy jako gwarancję bezpieczeństwa. To nie jest tak, że żaden przedmiot nie niesie ze sobą takiego poczucia. Sami z mężem marzymy teraz o czasach, kiedy nasz dom w końcu stanie i będziemy mogli w nim zamieszkać. I będzie taki nasz pod każdym względem. Tam naprawdę poczujemy się w końcu bezpiecznie i u siebie. Sęk w tym, że niewiele jest innych tego typu rzeczy, które powinniśmy traktować w taki a nie inny sposób. Tak naprawdę naszą potrzebę bezpieczeństwa, nawet tego materialnego zapewnić możemy sobie poprzez posiadanie stosunkowo niewielu rzeczy tj. dach nad głową, ubranie, jedzenie. Reszta jest naddatkiem czy jak kto woli, dodatkiem, bardzo przyjemnym, ale jednak takim, który z poczuciem bezpieczeństwa ma niewiele wspólnego. Sama mam wrażenie, że w wielu sytuacjach, w wielu przypadkach jest wręcz odwrotnie. Bo o posiadany nadmiar też trzeba dbać i nierzadko zajmować się jego właśnie bezpieczeństwem.
  2. Szukamy w przedmiotach czegoś co sprawi, że będziemy szczęśliwi. Już nie raz wspominałam o tym na blogu. Przypisywanie przedmiotom nadludzkich sił i możliwości jest jednym z  głównych powodów, dla których tak łatwo im ulegamy. Ile razy kupiliście coś właśnie dlatego, że mieliście wrażenie, że gdy w końcu to znajdzie się w Waszym posiadaniu to Wy w końcu będziecie szczęśliwi a Wasze marzenia spełnione? Marzymy zatem o większym domu pomimo tego, że ten, który jest nam wystarcza i spełnia nasze wymagania, szybszym aucie pomimo tego, że mamy już jedno czy dwa, nowszym telefonie pomimo tego, że ten ‚stary’ ma dopiero rok… Ja z pewnością podobne sytuacje w swoim życiu przeżyłam, ale od dłuższego już czasu wiem do czego służą przedmioty a do czego służy moje serce, głowa i bliscy, którzy mnie otaczają.

    „Materializm nigdy nie przyniesie Ci szczęścia. Jego zadaniem jest utrzymanie Cię we frustracji, tak byś ciągle chciał więcej” [Jean Sebastian Monzani]

  3. Łatwo ulegamy reklamom, jesteśmy na nie łasi i bardzo podatni. Może niektórzy z Was wiedzą, że mam konto na Instagramie. Pamiętam taką sytuację sprzed chyba roku, która miała miejsce właśnie tam. Jak bowiem wiadomo IG jest nie tylko kopalnią inspiracji czy tematów do rozmów pomiędzy ludźmi, którzy niby się nie znają a jednak dzięki tej aplikacji zawierają nawet przyjaźnie. Instagram jest także niesamowitym medium reklamowym. Jakiś rok temu pojawiła się tam na zdjęciach pewna plastikowa torebka, której ambasadorką wcześniej została pewna tancerka znana z TzG. No więc, moim nieobiektywnym zdaniem wspomniana torebka nie prezentowała sobą nic co mi i pewnie dużej ilości kobiet się podoba. Fakty są jednak takie, że w pewnym momencie stała się obiektem pożądania prawie każdej „porządnej” Instagramowiczki. Piękne zdjęcia, na których grała pierwszą rolę robiły swoje, nakręcały zakupy i kolejne piękne zdjęcia tej torebki. Plastikowa torebka stała się synonimem fajnego, nowoczesnego, stylowego życia, do którego przecież chcąc nie chcąc dążymy. Nagle jednak skończyło się lato, skończyła się na wspomnianą torebkę chwilowa moda i ta zamiast pojawiać się nadal na tych dziesiątkach i setkach zdjęć zaczęła pojawiać się w postach zatytułowanych „na sprzedaż”. Jak widać dobra reklama, nawet ta podprogowa, działa i bardzo trudno jej nie ulec. Mówię Wam to ja, osoba, która nigdy w życiu nie chodziłaby z taką torebką w ręce a jednak myślała o tym, czy może jej nie kupić, bo chyba coś w niej jest skoro wszyscy chcą ją mieć!
  4. Chcemy zaimponować innym. Temat rzeka. Ile jest takich osób, które znacie lub o których słyszeliście, a których przyjaźnie i znajomości opierają się na wzajemnej rywalizacji? Ja takich ludzi znam, choć nie są to ani osoby z mojego bliskiego otoczenia ani nawet osoby z mojego przedziału wiekowego. Są to jednak osoby, które co rusz otaczają się coraz to nowymi, wartościowymi i całkowicie im niepotrzebnymi rzeczami po to tylko, by zaimponować innym, by kogoś prześcignąć w tym własnoręcznie wykreowanym konkursie na to kto ma więcej i lepiej. I tym sposobem bliska znajomość czy przyjaźń przeradza się w niezdrową konkurencję niezbyt umiejętnie maskowaną przez zainteresowanych przed sobą nawzajem. Nieprzemyślana konsumpcja staje się okazją do pokazywania innym naszego bogactwa, sukcesu i ważności…
  5. Kupujemy z zazdrości o to co posiadają inni, lepiej od nas sytuowani. Nie mogę mieć tego samego co on/ona? Ale przecież stać mnie na wiele i mogę to pokazać! Porównywanie, porównywanie, porównywanie. Na każdym etapie życia, na każdym polu naszego działania nie jest dobre i nie przynosi niczego dobrego. Tutaj też pasuje historia z torebką z punktu 3.
  6. Nadrabiamy własne ubytki i braki. Czujemy się niedowartościowani, brzydcy, grubi, niefajni, niepopularni. Jaki jest najlepszy i najprostszy sposób, by sobie z takimi negatywnymi emocjami poradzić? Zakupy. Kupowanie tego co nie jest nam potrzebne, ale jest w zasięgu naszej ręki i szybko sprawi, że poprawi nam się humor i nasz status społeczny. I nie ważne, że po kilku godzinach, dniach czy tygodniach tamte uczucia i myśli na temat własnej osoby wrócą na swoje miejsce.
  7. Kupujemy, bo jesteśmy samolubni. Po prostu. Chcemy więcej, więcej i więcej, bo czujemy się wtedy lepsi od innych, bardziej wartościowi i ważniejsi.

I jak? Znaleźliście tutaj siebie?

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

MÓJ MINIMALIZM

Dlaczego warto ograniczyć zakupy? 7 konkretnych powodów.

Ponieważ po raz kolejny w tym roku nastał sezon wyprzedaży i obniżek wszelakich pomyślałam, że to doskonała okazja do tego, by ...

  • Mnie tu nie ma, bo już dawno przestałam kupować więcej niż potrzebuję. Ale z każdym z przedstawionych przez Ciebie powodów się zgadzam! A historia z torebką genialna – jest w niej cała esencja instagramowej reklamy 🙂

    • Mnie też już tu nie ma, teoretycznie 😛 Bo w praktyce nadal zdarza się, że moje stare zachowania chcą dochodzić do głosu i gdzieś tam w mojej głowie się pojawiają… 🙂

  • Do Ka

    Zgadam się, że tak jest. Myślę, że z wyjątkiem zapewniania sobie, w pewnym zekresie, bezpieczeństwa, reszta mnie nie dotyczy. Natomiast jeśli chodzi o dom, to zapewnianie sobie bezpieczeństwa poprzez jego budowę uważam za jeden z największych mitów, bardzo zresztą polskich, choć nie tylko. Całe życie mieszkałam w domach, dopiero od niedawna mam mieszkanie w bloku. Z perspektywy doświadczenia pokoleń na moich osiedlach domków jednorodzinnych mogę powiedzieć, że wszystko jest pięknie, ale… no właśnie. Przede wszystkim dom, nie ważne jaki, wymaga dużych nakładów finansowych, a im dłużej, tym większych. Niestety nie mAmy pewności, że za x lat będzie nas na to zwyczajne stać. Co w sytuacji kiedy jedno z małżonków się np. rozchoruje? To bardzo duży problem. W domu musi być też ktoś kto będzie „wokół niego chodził”. Nie każdy mężczyzna chce, lubi, potrafi. Często budując dom ludzie kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy. Myślą o tym jak to będzie pięknie, kiedy on stanie. Będzie ale…. to dopiero początek… problemów.

    • Oj, dom, u nas na czasie ostatnio bardzo. Tyle, że ja patrzę na niego z zupełnie innej perspektywy teraz. Wychowywaliśmy się z mężem w domach, później przez cały czas naszego pobytu w Danii mieszkaliśmy w wynajmowanych mieszkaniach (no, może poza naszym ostatnim miejscem, bo to była połówka domu z dostępem do ogrodu 🙂 ) Przed naszym powrotem do PL niemal zdecydowaliśmy się na kupno mieszkania. Mówiliśmy do siebie: mniejsze koszty, mniejszy metraż do sprzątania, nie trzeba sobie zawracać głowy utrzymaniem wszystkiego w dobrym stanie, bo od tego jest administracja, a wiadomo, przy domu praca znajdzie się zawsze i wszędzie. Ostatnimi resztkami rozsądku nie kupiliśmy mieszkania. Wróciliśmy do Polski i zaczęliśmy znowu myśleć nad tym co dla nas lepsze, w międzyczasie wylądowaliśmy w kolejnym wynajmowanym mieszkaniu w nowym bloku. I co z tego, że mamy garaż podziemny, skoro ściany jak ze styropianu i wszystko słychać, co z tego, że administracja utrzymuje budynek w dobrym stanie skoro koszt tego to dla nas miesiąc w miesiąc 500 zł, co z tego, że w sumie mieszkanie wyszłoby nas taniej skoro koszt m2 mieszkania jest jakieś 2 razy wyższy, jeśli nie więcej od m2 domu, który samemu się buduje, co z tego, że plac zabaw jeśli wygląda jak spacerniak we więzieniu i zawsze muszę tam iść z dziećmi… Stanęło zatem na budowie domu i cieszymy się z tej decyzji bardzo! Ale tak jak piszesz, trzeba też wiedzieć z czym mienie domu się wiąże, my mamy, ale wiem, że ludzie często budują dom bez tej świadomości, np. mieszkając całe życie w bloku nie jesteś w stanie ogarnąć tego jak wiele pracy w dom trzeba włożyć. Dlatego każdą taką decyzję trzeba przemyśleć od a do z, z prawej strony do lewej, nigdy nic pochopnie i pod wpływem chwili 🙂

      • Do Ka

        I właśnie o to chodzi! Znając wszystkie (większość ; )) plusów i minusów, można podjąć najwłaściwszą decyzję dla siebie. Na pewno Wasz dom będzie piękny i wierzę, że zrobicie wszystko żeby było w nim Wam jak najlepiej. PS. Mieszkania w nowym budownictwie to w ogóle oddzielny temat który… omijam 😀

  • Anna Dobrut

    Miałam duży problem z zakupami. Teraz kupuję, gdy czegoś faktycznie nie mam. Wiele rzeczy dziedziczę, czyli daję im drugie życie. Meble częściowo też odziedziczyłam albo mam od kilkunastu lat. Teraz je dopiero oddaję i kupuję nowe, ponieważ starych nie umiem naprawić. Myślę, że ludzie bardzo się pogubili i nie potrzebują mieć wszystkiego. Po prostu są manipulowani i zmuszani do zakupów. Okłamuje się, że coś jest niefajne, bo np. tanie albo stare, a to wcale nieprawda. Na szczęście coraz częściej spotykam się z ludźmi, którzy nie wstydzą się kupowania w ciuchaczach albo na targach. Niektórym metka wydaje się być wyznacznikiem fajności, a to tylko fikcja. Ludzie kupują, bo to zwiększa ich pewność siebie, ale tak naprawdę daje tylko pustkę i problem z finansami. Lepiej wydać na podróże albo na zdrowie.

    • Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Ja sama nie rozumiem zwłaszcza kupowania czegoś, bo wypada, bo pasuje, bo chcę i z tego powodu ładowania się np. w kredyt… To jak kupowanie za nie swoje pieniądze. Co do metek, to tak, w większości przypadków stały się one wyznacznikiem fajności, ale ja ich tak nie demonizuję, bo nierzadko za tą fajnością na szczęście idzie jakość i jeśli tak jest, i jeśli danej rzeczy mamy później używać latami i ciągle mamy być z niej zadowoleni to ta metka jest tego warta. Jeśli natomiast kupujemy takie rzeczy tylko, by się pokazać to to nie ma żadnego sensu.