MÓJ MINIMALIZM

4 rzeczy, o których nie myśli minimalistka.

Odkąd coraz bardziej angażuję się w minimalizm, odtąd coraz częściej zauważam, jak bardzo takie podejście do życia zmienia mnie jako osobę, zmienia mój sposób patrzenia na wiele rzeczy i to jak myślę, lub nie myślę o sprawach, które wcześniej skutecznie zaprzątały moją głowę. To on sprawił, że zaczęłam myśleć o wegetarianizmie jako swojej drodze, to on skłania mnie do tego, by inwestować bardziej niż kiedykolwiek w swój rozwój, rodzinę i samopoczucie. To dzięki niemu jestem bardziej zdecydowana i pewniejsza swoich wyborów, to on sprawia też, że moje życie staje się prostsze i spokojniejsze. I chyba właśnie dlatego pomyślałam sobie, że warto byście wiedzieli o czym, odkąd jestem sobie minimalistką z przekonania, nie myślę.

  1. Nie staram się na siłę trzymać ręki na pulsie w kwestii jakichkolwiek trendów. Mam tylko rzeczy, które podobają mi się teraz i jestem pewna, że podobać będę mi się później. Wyleczyłam się z tego, by mieć w swojej szafie cokolwiek co w danym sezonie obowiązuje na wybiegach itp. Nie przekonują mnie zatem w tej kwestii żadne wyprzedaże i inne okazje. Jeśli bowiem o przedmioty chodzi to zdecydowanie wolę ich posiadać mniej, ale dużo lepszej jakości. Tak właśnie teraz inwestuję swoje pieniądze, w jakość (do czego zresztą zachęcałam Was w tym poście). Chcę posiadać tylko tyle ile potrzebuję i ile jest dla mnie wystarczająco, nie więcej. I powiem Wam, że przenoszenie takiego sposobu myślenia na sfery inne niż tylko ta ubraniowo – zakupowa przynosi mi niezwykłą frajdę. Cieszę się tym, że nie tracę teraz czasu na to by gonić swoim stylem i tym co posiadam za innymi, ale, że potrafiłam znaleźć czas i energię na to, by w tym wszystkim odnaleźć siebie. Fajnie jest w końcu, po 30 latach, odkryć kim się jest 🙂
  2. Nie tracę czasu na podejmowanie niezliczonych, niepotrzebnych decyzji w ciągu dnia. Ostatnio pomyślałam tak o wegetarianizmie, o tym, że dzięki niemu moje życie stało się o niebo łatwiejsze, bo choćby idąc do jakiejkolwiek restauracji mój wybór dań nagle skurczył się z powiedzmy, kilkunastu do 1 – 4! Mogłoby się wydawać, że będę z tego powodu ubolewać a ja nie mogę się nadziwić temu jak bardzo mi to odpowiada! To samo tyczy się innych sfer mojego życia. O ile łatwiej mi się żyje, gdy moja szafa mieści w sobie tylko te ciuchy, w których mogłabym chodzić bez ustanku, tylko te buty, które pasują niemal do wszystkiego, tylko te kosmetyki, których używam regularnie… Nie posiadanie niepotrzebnych opcji jest moim kluczem do minimalizmu. Uwielbiam to!
  3. Nie myślę o tym co inni myślą o moich wyborach, bo tego, by nie myśleć o tym co inni myślą o mnie niestety dopiero się uczę… Lubię w minimalizmie to, że dzięki niemu nauczyłam się, by robić to co myślę, że jest najlepsze dla mnie i mojej rodziny a nie to, czego oczekują ode mnie inni lub to, co robi większość. Coraz bardziej lubię to, że zaczynam żyć trochę pod prąd do innych i że ich opinia nie jest już dla mnie decydująca a w wielu przypadkach nawet nie ważna. Okazuje się bowiem, że taki nowo rodzący się w człowieku nonkonformizm jest niezwykle wzbogacający i satysfakcjonujący!
  4. Żyję przyszłością a nie przeszłością. W swoim ‚nowym’ życiu lubię to, że pozbyłam się wyrzutów sumienia związanych z tym, że pozbywam się jakiejś rzeczy, która kiedyś była dla mnie ważna czy którą kiedyś ktoś mi podarował. Nauczyłam się tego, by bez skrupułów pozbywać się wszystkiego tego co nie pasuje do mojego życia teraz i w przyszłości. I nie ważne, że kiedyś było jego ważną częścią, teraz już nią nie jest. Już nie myślę o tym, że mój teraźniejszy stosunek do jakiejś rzeczy z przeszłości może kogoś urazić, tym bardziej nie myślę nad tym, że mam jakieś zobowiązania w stosunku do tego czy tamtego przedmiotu.

A Wy? O czym nie myślicie dzięki minimalizmowi lub o czym myślicie zbyt dużo?

Related posts

MÓJ MINIMALIZM

Ten straszny minimalizm, czyli 6 rzeczy, których się niepotrzebnie obawiasz.

Za kim z Was chodzi minimalizm? Kogo kusi i nęci? Komu z Was wydaje się, że to fajna droga i fajny sposób na życie? A kto z Was mi...

MÓJ MINIMALIZM

Dlaczego warto ograniczyć zakupy? 7 konkretnych powodów.

Ponieważ po raz kolejny w tym roku nastał sezon wyprzedaży i obniżek wszelakich pomyślałam, że to doskonała okazja do tego, by ...

  • W sumie to nawet nie wiem, czy jestem minimalistką – jakoś mi nie zależy na etykietkach.. Nie otaczam się przedmiotami, rzadko chodzę na zakupy, ale zdarza mi się kupić coś tylko dlatego, że mi się spodobało, i nie mam też o to spiny czy pretensji do siebie. Mody nie śledzę, opinię innych na mój temat uprzejmie przyjmuję, a następnie robię po swojemu.. Chyba nawet bez nazwy jest to coś podobnego 🙂

    • Ja lubię etykiety dla samej siebie. Chyba pozwalają mi one nie zejść z obranej drogi jeśli już określę siebie samą i to jak chcę żyć w jakiś tam sposób. Dlatego myślę o sobie minimalistka i dlatego tak bardzo rwałam się do tego, by mówić o sobie wegetarianka. Myślę, że bez tych etykiet łatwo byłoby mi ‚zejść ze szlaku’ a tak mam w głowie to kim jestem i kim chcę pozostać i mi z tym dobrze. Ale rozumiem, że nie każdy to lubi 🙂 Ps. Też zdarza mi się kupić coś dlatego, że chcę a nie potrzebuję, czy poszukuję i głównie chodzi tutaj o książki. Ciuchy już raczej nie, kupuję to czego w danym momencie brak mi do jakiejś wizji samej siebie i takie zakupy pod wpływem chwili już nie wchodzą w grę. Z książkami gorzej 😛

      • Cudowna jest ta różnorodność i to, że każdy z nas jest inny – ja z kolei, choć nie jem mięsa, to nie nazywam siebie wegetarianką:) mam wrażenie jakbym wtedy coś musiała. Fajne jest to, jak dla każdego jest dobre coś innego:) Pozdrawiam!

  • Małgorzata eS

    Gdybyś napisała tego posta ze 2 lata temu, a ja bym na niego trafiła wtedy, gdy wszystkie z tych punktów były dopiero do zrealizowania, to pewnie w nr 3 widziałabym największa przeszkodę, bo przez wiele lat to była moja bardzo słaba strona.
    Czytam go jednak dzisiaj i ku mojemu zdumieniu moją największa zmorą jest jednak nr 2 – wciąż jestem w stanie zadziwić mojego narzeczonego na ile drobnych potrafię się rozmienić w różnych kwestiach 😉 A przejmowanie się opiniami innych… nawet nie wiem, kiedy przestałam się przejmować… po prostu przestałam 😉

    • Ja nadal mam największy problem z nr 3, choć jak tutaj napisałam ciągle się w tej kwestii uczę i idzie mi coraz lepiej, choć czasem czuję, że takie podążanie swoją drogą muszę ‚odchorować’. Wiem jednak, że jest mi to niezwykle potrzebne, dlatego ‚brnę’ w to dalej 😛 Podejmowanie decyzji nie, z tym rzeczywiście nie mam teraz problemu i uwielbiam ten stan! Chyba głównie dlatego, że nigdy nie byłam ich zbyt pewna, co wynika głównie z punktu 3…

  • Myślę, że mam jakąś część tej wolności potrzebnej do świadomego życia, chociaż czasem różne rzeczy jeszcze kuszą:)

    • Mnie kuszą bez ustanku, ale już zdążyłam polubić tę walkę sama z sobą 😛 Zawsze mam mega satysfakcję, gdy nie ulegnę chwili i dużo większą, gdy kupię coś na co długo czekałam i co było warte czekania 🙂

  • Najważniejsze! Żeby właśnie nigdy nie robić tego, czego chce ktoś inny, albo społeczeństwo, mamy swoje sumienia i wiemy czego chcemy, dlaczego więc mamy się podporządkowywać? Piękny punkt!

    Co do wegetarianizmu. Chodzenie do restauracji jest dla mnie katorgą, bo przeważnie w karcie zawsze jest to, na co nie mam aktualnie ochoty, jak już w ogóle coś jest.

    Ciekawe miejsce.
    Pozdrawiam