MINIMALIZM I DZIECKO

4 powody, dla których warto ‚zarazić’ dzieci minimalizmem!

Mam wrażenie, że wielu osobom, wielu rodzicom wydaje się, że minimalizm to tak naprawdę nie życie, bo przecież wiąże się z tak wielkim poświęceniem jak nie wydawanie pieniędzy na przyjemności czy odmawianie sobie i dzieciom rzeczy, na które w danym momencie ma się ochotę. W moim mniemaniu dominuje przekonanie, że tak naprawdę minimalista ma nie korzystać z dobrodziejstw nowoczesnego świata, ma bez końca naprawiać popsute rzeczy, a dzieci wychowywać przy pomocy zabawek zrobionych z przysłowiowego kija znalezionego w lesie… Nic bardziej mylnego! 

Już kiedyś pisałam o tym, że prawdziwy minimalizm to nie żaden zestaw zasad, które musisz wypełnić, to nie spis reguł, z których broń Boże nie możesz się wyłamać. Tak naprawdę, dla mnie, bycie minimalistą oznacza pewien stan umysłu, który skłania do tego, by żyć bardziej świadomie i by kierować swoją uwagę na rzeczy, które w naszym życiu są naprawdę ważne, by to na nich się skupiać i w nie inwestować. Minimalizm pozwala na to, by w naszym życiu zagościły tylko te rzeczy, których rzeczywiście potrzebujemy i które rzeczywiście sprawiają nam radość, minimalizm pozwala na to, by cieszyć się tym co posiadamy w chwili obecnej i nie myśleć bez ustanku o tym, czego jeszcze od życia byśmy chcieli, czego nam jeszcze brakuje do tego, by dorównać innym. Minimalizm sprawia, że zaczynasz bardziej cenić siebie niż rzeczy materialne. Wiem to doskonale, bo doświadczam tego codziennie na własnej skórze. Dzięki minimalizmowi to tak osławione hasło reklamowe: „Bo jesteś tego warta!” nabiera całkiem nowego, głębszego znaczenia. Bo ja już nie jestem warta kolejnej pierdoły, która zagraci moją przestrzeń, ale jestem warta swojego czasu, życia, jestem warta tego, by się rozwijać w którąkolwiek stronę zechcę, a jeśli chodzi o przedmioty to jestem warta tylko tych możliwie najlepszych! Pamiętacie, pisałam o tym więcej w tym poście 🙂

Oto zatem 4 konkretne powody, dla których warto ‚zarazić’ dzieci minimalizmem:

  1. Minimalizm i oczyszczenie swojej przestrzeni z nadmiaru pozwala nam swobodnie oddychać. Po prostu. Mnie osobiście pozwolił na odkrycie tego, że nie muszę się kurczowo trzymać każdej sentymentalnej rzeczy i myśli, która kiedyś mi się przytrafiła. Nie muszę bać się pozbywać przedmiotów, które kiedyś miały dla mnie jakieś znaczenie a teraz stały się zwykłymi śmieciami (nie boję się tego słowa, bo rzeczywiście w kilku przypadkach tak się właśnie stało). Dla własnego dobra nie powinnam też chować i ciągle od nowa przeżywać każdej sytuacji czy historii, która kiedyś mnie dotknęła (z tym aspektem minimalizmu mam największy problem, ale ciągle próbuję i może kiedyś, po latach, uda mi się opanować tą sztukę do perfekcji). Minimalizm uczy uwalniać się od rzeczy i przeżyć, które nam nie służą i myślę, a nawet jestem pewna, że warto pozwolić naszym dzieciom, by opanowały tę sztukę. Warto pozbywać się tego, co nas przytłacza, czy to dosłownie jak na przykład wtedy, gdy trzymamy w domu kartony pełne starych zaproszeń na wesela czy kartek okolicznościowych czy bardziej metaforycznie, kiedy mamy do czynienia ze wspomnieniami, które sprawiają, że trudniej nam szczęśliwie żyć. Chciałabym, by moje dzieci umiały radzić sobie z takimi sytuacjami wcześniej niż ja, by nie nadawały większego znaczenia i wartości rzeczom, którym tych wartości nie warto nadawać.
  2. Minimalizm ułatwia koncentrację i skupienie uwagi na tym, co ważne. W poście o minusach płynących z posiadania przez nasze dzieci zbyt wielu zabawek pisałam o czymś takim jak przebodźcowanie, czyli stan kiedy dzieci nie potrafią się na niczym skupić, bo przestrzeń wokół nich jest tak pełna przedmiotów i innych rozpraszaczy uwagi. Jeśli przełożymy to na życie nas, dorosłych to zauważymy, że mając wiele rzeczy, zobowiązań i rachunków do spłacenia nasze myśli krążą głównie wokół nich i tego, że musimy zarabiać więcej by móc sobie pozwolić na więcej. Minimalizm pomaga w wyzbyciu się takich myśli i uczucia, że coś musimy. Mając mniej i chcąc mniej nasza uwaga ma szansę być skierowana na świadome życie rodzinne czy pasje, którym chcemy się poświęcić. Oczywiście każdy ma wolną rękę w wyborze tego co to „mniej” będzie dla niego oznaczać i do jakiego stopnia będzie się przejawiać w życiu codziennym.
  3. Mniej rzeczy równa się więcej pieniędzy. Moim skromnym zdaniem, dużo przyjemniej jest wydawać pieniądze tylko na rzeczy, których rzeczywiście potrzebujemy lub które wyjątkowo nam się podobają a resztę po prostu odkładać niż bezwiednie wyzbywać się swoich zarobków na coś, o czym zapomnimy równie szybko jak szybko pojawiło się to w naszym domu. Odkąd odkryłam minimalizm odkryłam również, że lubię oszczędzać, co nie znaczy, że zaoszczędzonych pieniędzy nigdy nie wykorzystam czy nie wykorzystamy. To znaczy jedynie, że wykorzystamy je na coś co jest po prostu tego warte. Kiedyś. Podoba mi się myśl, że mogę tę moją nowo odkrytą fascynację przekazać swoim dzieciom ‚w spadku’ 🙂
  4. Minimalizm równa się więcej czasu i energii. Więcej czasu i energii, których nie trzeba tracić na zajmowanie się rzeczami, ich sprzątaniem i dbaniem o nie. Minimalizm daje nam możliwość na to, by jak najczęściej móc zajmować się tym co sprawia nam niewymówioną przyjemność i satysfakcję. To szansa na podejmowanie nowych aktywności, innych niż ciągła praca i dbanie o przedmioty. Głęboko wierzę w to, że mając wokół siebie mniej rzeczy moje dzieci z większą łatwością odkryją swoje pasje i to z czym posiadanie takowej się wiąże. Nie chcę by tą ‚pasją’ okazały się zakupy!

Oczywiście, każdy z nas wybiera sam to, jakie życie chce prowadzić, co dla niego jest w nim ważne i co chce przekazać swoim dzieciom. Ja bardzo chciałabym, by mój syn i córka zrozumiały kiedyś to, że warto żyć trochę spokojniej niż większość, w otoczeniu mniejszej ilości rzeczy niż większość. Dlaczego? Dlatego, że wiem, że takie życie przynosi wiele satysfakcji, ale też dlatego, że ciągle o nie walczę i próbuję znaleźć równowagę, która pozwoli mi być minimalistką, ale nie rezygnującą definitywnie z zakupów. Ktoś powie, że to niemożliwe, bo jak niby można „mieć ciastko i zjeść ciastko”? Ja natomiast wiem, że właśnie to jest model życia, który najbardziej mi odpowiada i który jak najbardziej jest możliwy. Wystarczy włączyć myślenie 😛

A jak Wy się zapatrujecie na taki model życia? Widzicie w nim swoje dzieci?

Related posts

MINIMALIZM I DZIECKO

Jak mądrze ograniczyć ilość zabawek? Przewodnik.

Ponieważ jestem matką, matką minimalistką, posty dotyczące tego jak wychowywać dzieci w tym duchu pojawiają się tutaj i pojawia...

MINIMALIZM I DZIECKO

Moje dziecko nie chce nowych zabawek. Dlaczego?

Ostatnio zastanawiałam się nad tym skąd biorą się dzieci, o których sami rodzice tychże mówią "rozwydrzone" i "roszczeniowe". ...