MYŚLĘ

4 powody, dla których warto emigrować i zmieniać miejsce zamieszkania.

W związku z tym, że niedługo, po wielu latach spędzonych w Danii, wracamy do Polski, moją głowę od jakiegoś czasu zaprzątają podobne do siebie tematy. Dużo podsumowuję, dużo myślę o przyszłości i dużo zastanawiam się nad tym jak inne byłoby moje życie i spojrzenie na świat, gdyby nie fakt, że spędziłam w takim a nie innym kraju ponad 8 lat.

Ostatnio, w czasie około i Wielkanocnym byliśmy w Polsce. I w trakcie codziennych, błahych rozmów, po raz kolejny odkryłam, że jestem już innym człowiekiem niż byłam przed wyjazdem za granicę. Pewnie na przestrzeni tylu lat, stałabym się również innym człowiekiem mieszkając w Polsce, każdy się przecież zmienia (istnieje nawet teoria, że co 10 lat następuje taki moment) pod wpływem tego jak mija jego życie, jakie na swojej drodze spotyka osoby i z jakimi zdarzeniami musi się uporać. Wydaje mi się jednak, że takie wyrwanie się z rodzinnego gniazda, miejsca, kraju, takie przemieszczanie się po świecie i miejscach wpływa na nas w sposób, którego nie doświadczymy dojrzewając i rozwijając się w jednym i tylko jednym miejscu.

Wiecie, mam trzy ulubione filmy, takie klasyki nad klasykami, czyli „Śniadanie u Tiffany’ego”, „Amelię” i „Cinema Paradiso”. Pamiętam, że gdy pierwszy raz oglądałam „Cinema Paradiso” nie mogłam wyjść ze zdziwienia, że w jednej z końcowych scen Alfredo radzi Toto, by ten wyjechał z miasteczka, by tu nie zostawał, by szukał szczęścia gdzieś indziej, by zobaczył świat nie tylko na filmach. Wtedy, te chyba już kilkanaście lat temu, wydawało mi się to trochę niedorzeczne, bo przecież „there’s no place like home” prawda? Zawsze wydawało mi się, że nie jestem Toto, że moje miejsce jest tu gdzie się urodziłam, że moje korzenie są na tyle mocne, że zawsze tutaj będę i na nic tego miejsca nie zamienię. Teraz wiem, że tak nie jest, wiem, że Alfredo miał rację. Pomimo bowiem, że wracamy do Polski, do naszego rodzinnego miasta to już wiem, że pewne poglądy i umiejętności zdobywamy tylko wtedy, gdy się przemieszczamy po świecie, podróżujemy, poznajemy nowe miejsca i osoby, zmieniamy nasz stosunek do niego i siebie w nim. Wiem też, że jeśli będzie nam źle tam gdzie się znajdziemy będziemy potrafili szukać swojego szczęścia dalej.

Co zatem dokładnie daje nam / co dało mi zmienienie miejsca zamieszkania na tyle lat?
  1. Uczysz się łatwo odnajdywać w nowym miejscu, pośród nowych ludzi, w nowej sytuacji życiowej. To jest chyba taka umiejętność na życie, której nigdy za wiele. Mieszkanie w obcym miejscu pozwala odkryć, że umiesz i to całkiem dobrze, jeśli nie wyśmienicie funkcjonować wszędzie tam gdzie poniesie Cię życie. Strach przed zmianami? Że co?! Wiecie jak bardzo dawno nie czułam czegoś takiego? Dla mnie zmiana (byle nie ta dramatyczna) to szansa na rozwój, ekscytacja i nowe plany na przyszłość. Nie czuję obaw związanych z tym, że moje życie znowu się zmienia, ewoluuje, że znowu się przenoszę w inne miejsce, że znowu zaczynam ‚wszystko od nowa’. Lubię zmiany i wiem, że nasza rodzina da sobie z nimi radę.
  2. Stajesz się osobą zdecydowanie bardziej otwartą. To jest właśnie jedna z tych rzeczy, którą zauważyłam, zresztą nie pierwszy raz, podczas naszej ostatniej wizyty w Polsce. Przeprowadzki, wędrówki po świecie niejako zmuszają do tego, by od razu nie odtrącać zdania innych, ich punktu widzenia, ich sposobu życia, by najpierw wysłuchać, przemyśleć a dopiero potem wyrażać swoje zdanie. Otwartość to jednak nie tylko to, to również chęć próbowania nowych rzeczy, szukania wrażeń, smaków, inspiracji.
  3. Zyskujesz szerszą perspektywę, co nierozerwalnie łączy się z punktem powyżej. Kiedy żyje się poza swoją strefą komfortu, poza miejscem, które zna się ‚od podszewki’ naturalnym jest, że poszerza się własne horyzonty, własną perspektywę na życie i wiele jego aspektów. Czasami kończy się to tym, że w wielu sprawach przewartościowujemy swoje życie i zmieniamy myślenie, ale przecież nie zawsze. Ja w Danii nabrałam przekonania, że wiele z wartości, które wyznaję ja i nasza rodzina jest tymi, od których nigdy nie odejdę i których nigdy nie zmienię. Utwierdziłam się w przekonaniu, że tak jak żyjemy jest dobrze. Szersza perspektywa to też to, że łatwiej nam zrozumieć innych. Ja już nie potrafię na rzeczy, zjawiska, zdarzenia patrzeć tylko z jednego punktu widzenia, nie ma dla mnie rzeczy czarnych lub białych, raczej całe morze szarości w każdej niemal sytuacji, choć oczywiście zdarzają się wyjątki (w takich sprawach jak zaostrzenie ustawy aborcyjnej w Polsce jestem jednak bardzo po jednej ze stron!).
  4. Doceniasz to co kiedyś posiadałaś / posiadałeś i to, co masz teraz. Rzeczywiście fakt, że przez tyle lat nie mieszkaliśmy w Polsce sprawił, że dużo bardziej cenię sobie np. możliwość jaką jest posiadanie najbliższej rodziny i przyjaciół w pobliżu. To, że zawsze obok Ciebie jest ktoś inny niż współmałżonek na kogo możesz liczyć jest w tym momencie mojego życia tym za czym tęsknię i na co czekam najbardziej. Przebywanie przez tak długi czas z dala od miejsca, w którym się dorastało sprawia, że z jednej strony trochę je idealizujemy, ale z drugiej zaczynamy patrzeć na nie dużo bardziej krytycznie, co wiąże się z tym, że z dużo większą satysfakcją spoglądamy na własne życie, osiągnięcia i fakt, że kiedyś odważyliśmy się podjąć taką a nie inną decyzję. Łatwiej nam chyba dostrzec też to, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze, bo widzimy bez czego z łatwością dajemy sobie w nim radę a za czym tęsknimy i co stanowi dla nas wartość, bez której nie możemy szczęśliwie funkcjonować.

Tak naprawdę takich punktów, które przemawiają za ‚wyruszeniem w świat’ jest dużo więcej. Wystarczy, że przypomnę Wam swój post o tym, co dało mi życie w Danii. Jedynym chyba warunkiem by w pełni docenić taką sytuację w swoim życiu, czy w życiu swojej rodziny jest to, by nie odbywała się ona zbyt wielkim kosztem. Jeśli jesteś singlem samotne podróżowanie i kilkuletnia emigracja jest zdecydowanie fair, ale jeśli posiadamy rodzinę nie wyobrażam sobie, by kilkuletnia nieobecność jednego z jej członków mogła obyć się bez znacznych dla niej konsekwencji.

Co mogę Wam na koniec powiedzieć to to, że takie wędrowanie po świecie w poszukiwaniu swojego miejsca i szczęścia nie jest łatwe i usłane różami jak się niektórym wydaje, nigdy chyba nie będzie, ale koniec końców niesie ze sobą wiele satysfakcji 🙂 A Wy jak się odnosicie do tego co napisałam. Jesteście jedną z tych osób, które planują całe swoje życie spędzić w jednym konkretnym miejscu czy raczej szukacie go stale i z wielkim zaangażowaniem?

Related posts

MYŚLĘ

Odpuść sobie, czyli o tym, czego uczę się ostatnio.

Jest jedna rzecz, którą w sobie cenię i która jednocześnie sprawia mi wiele problemów i przyprawia o duże dawki stresu. Co? Perf...

MYŚLĘ

O dziewczynkach, którymi nie byłam.

Ponieważ dużo ostatnio 'siedzę' w książkach dla dzieci wróciłam do swoich dziecięcych lat i przypomniałam sobie te wszystkie k...

  • Do Ka

    Zgadzam się z tym co napisałas w 100%, ale brakuje mi tu jednego ważnego punktu. Tak jak Ty , ja również wyjechalam z rodzinnych stron jakiś czas temu. To „tylko” kilkaset kilometrów, inny region Polski. Miałam okazję obserwować w tej sytuacji swojego syna, wówczas 5-letniego. Zmienił się całkowicie po 2 miesiącach. Stał się otwarty, nauczył się radzić sobie w nowych sytuacjach i zawierać znajomości. To było niesamowite! Przeprowadzając się przewozilismy swoje rzeczy „na raty”,niektóre dotarły do nas po wielu miesiącach, po roku. I co się okazało? Ile tak naprawdę rzeczy potrzebujemy? 30% na pewno poszło na śmietnik. Potem weryfikacji uległo wiele innych. Przeprowadzka, szczególnie na dużą odległość, porządkuje życie! Oczyszczamy przestrzeń. Porzadkujemy wspomnienia, przygotowujemy miejsce na nowe. Teraz wiem, że być może w związku pracą żelaza mnie w przyszłości kolejne zmiany miejsca zamieszkania. Rzeczy w domu mam posegregowane tak, że nie byłoby teraz dla mnie żadnym problemem spakować się i wyjechać znowu. Sprawia to, że czuję się wolna. Rzeczy, ich nadmierna ilość czy nieuporządkowanie, nie ograniczają mnie, moich wyborów i decyzji. Musisz uwzględnić to koniecznie jako 5 punkt?

    • Raczej uwzględnię w innym poście, bo przeprowadzka do Polski czeka mnie za jakieś dwa, trzy miesiące i właśnie liczę na dość dużą rewolucję w naszym rodzinnym stanie posiadania 🙂 Nie pisałam o tym o czym wspominasz, bo gdy ja wyjeżdżałam do Danii, z wtedy jeszcze narzeczonym, to nie przywoziłam tutaj wielu rzeczy, bo po prostu mieszkając z rodzicami i mając te 23 lata jakoś zbyt wiele ich nie miałam. Dopiero tutaj z mężem dorabialiśmy się praktycznie wszystkiego co mamy, dlatego też dopiero teraz będę obserwować jak ich posiadanie ma się do zmiany miejsca zamieszkania. Ale masz rację i na pewno do tego co napisałaś kiedyś wrócę 😀

      • Do Ka

        A więc wszystko przed Tobą ?! Na pewno będzie owocnie w kwestii „mniej”?

  • Agata Kułaga

    Wczoraj napisałam komentarz, i gdzieś mi go wcięło. W kązdym razie u mnie odwrotna sytuacja jak wiesz, my się dwa miesiące temu sprowadziliśmy do Dani. Przeżywam nadal lekki szok, tym bardziej teraz jak moje dziewczynki poszły do przedszkola/złobka. A ja jednak nie do końca odnajduje się w nowej rzeczywistości. Brakuje mi rodziny, znajomych, od 2 miesięcy wiecznie sami jesteśmy.jednak duża rożnica snuć plany na własnej kanapie w Polsce niż być w deszczowej Danii. Wiem, że jeszcze za wcześnie podsumowywać tą decyzję, ale naprawdę nie jest łatwo. Na pewno czas pokaże jak nas to zmieniło, i dzieci i czy w ogóle było warto.

    • Oj nie jest łatwo. My wylądowaliśmy w Danii w lutym i pamiętam, że przez pierwsze miesiące wstawałam rano i myślałam sobie, że nienawidzę tego kraju, języka i pogody! Potem mi przeszło i przyszedł mały zachwyt tym, że jest tak inaczej niż w Polsce, że jesteśmy tutaj tylko we dwoje i możemy żyć jak chcemy. Wiem jednak, że z dziećmi wszystko jest dużo trudniejsze i emocjonalnie i na innych poziomach…

      • Agata Kułaga

        Oj z dziećmi zdecydowanie jest trudniej.Mlodsza płacze w żłobku, starsza po 3 dniach juz nie chce chodzić do przedszkola, bo nic nie rozumie i non stop siedzi na dworzu. Póki co nie palam miłością do Danii i marzę o powrocie do Polski:) za to teraz na pewno bardziej doceniam rzeczy, które w Polsce wydawały się normalka, jak np. Pomoc dziadków, obiadki u rodziców czy samochód. Teraz wszystko sami. ..

        • No tak, pomoc dziadków itp. itd. to jest właśnie to czego nie doświadczyliśmy na codzień a raczej baaaaaardzo od święta i dlatego tak bardzo nie lubię jak osoby, które mają ją na wyciągnięcie ręki narzekają, że nie mają na nic czasu… Ależ mają! U nas właśnie sytuacja ma się na tyle odwrotnie, że taką pomoc traktujemy jak dar z nieba 😛 A co do Twoich dziewczynek to sobie wyobrażam jak bardzo musi to być dla nich stresujące i cieszę się jednak, że u nas to wszystko zaczęło się od drugiej strony i wracamy stąd do Polski zanim dzieci będą musiały iść do szkoły. Z drugiej strony jestem pewna, że Twoje dzieci dużo szybciej przystosują się do Danii niż Wy! Dajcie im tylko trochę czasu 🙂

          • Agata Kułaga

            Bardzo możliwe, że dziewczyny się szybciej przystosują,ale w sumie zaczynam myśleć sobie, że podziwiam starszą córkę, bo zostaje na prawie cały dzień w przedszkolu, nic nie rozumiejąc i nie mogąc sama nic powiedzieć dzielna jest:)

            ps. tak nieśmiało przypominam się z mailem:)